Widząc, że Laurent nie palił, zrozumiał rzucony mu gest i poszedł po paczkę papierosów, z którą o dziwo nie rozstał się, porzucając kurtkę w Fantasmagorii. Nie mógł go całować, ale mógł przynajmniej zapalić i wypić tę herbatę, wciąż stojącą na tarasie. Wyciągnął sobie jednego papierosa i oddał mu resztę, ale nie podał mu zapalniczki, bo ta już znajdowała się we wsiąkiewce.
Tak naprawdę, to gdyby miał wybierać, to oddałby i tę herbatę i fajki za bliskość.
Dlatego przechodząc obok, wciąż był smutny. Nie, nie robił już z siebie królowej dramatu i nie zalewał się łzami, ale jego twarz była zwyczajnie bez wyrazu. Normalny Flynn nigdy by nie przepuścił okazji do tego, żeby mijając go w drzwiach tarasowych i przekazując mu paczkę, złapać go za boczek, uszczypnąć, cmoknąć w policzek, klepnąć w tyłek, cokolwiek - ale nie dostał tego przyzwolenia i głupio mu było pakować łapy gdzie popadnie. Przeszedł więc obok jak gdyby nigdy nic i szedł w kierunku porzuconego wcześniej kubeczka, żeby z nim usiąść przy stole i odpalić papierosa od pstryknięcia palców. Podkulił nogi, kładąc stopy na krześle i opatulił je własnymi rękoma, traktując to jako jakąś rekompensatę.
- Nie mam już raczej mrocznych sekretów - powiedział otwarcie. - Nic gorszego niż to, że jeżeli to zaklęcie nie minie do wieczora, to sobie będziesz musiał zwalić pod prysznicem, bo szczerze wątpię, żebyś miał wytrzymać napięcie, cię nie spotka. - Zaciągnął się dymem, ale jeszcze nie wciągał go tak głęboko jak kiedy palił w swoim ciele. Miał wrażenie, że robienie tego zbyt szybko mogło skończyć się źle. Machnął przy tym dłonią, a jego krzesło przesunęło się samoistnie, żeby miał lepszy i zieleńszy widok. - Pytałem się, bo wiem, że to dla ciebie też musi być szok. I ok. - Wydmuchał resztkę tego dymu i już był gotowy do zaciągnięcia się znowu. - Jestem cholernie głodny. - I piekielnie skołowany tym, że w celu podniesienia tego kubka musiał kucnąć. Ostatni raz nie potrafił sięgnąć swoich palców u stóp ze stania, kiedy obłożyli go tak mocno, żeby nie był w stanie wychodzić z łóżka przez trzy dni. To ciało było jak... jakby ktoś mu zablokował ruchliwość. - Nie chcę być upierdliwy i do niczego cię zmuszać, ale gdybyś chciał się ze mną porozciągać, albo przynajmniej dał mi masować się częściej, to dużo byś na tym skorzystał.
Tak naprawdę, to gdyby miał wybierać, to oddałby i tę herbatę i fajki za bliskość.
Dlatego przechodząc obok, wciąż był smutny. Nie, nie robił już z siebie królowej dramatu i nie zalewał się łzami, ale jego twarz była zwyczajnie bez wyrazu. Normalny Flynn nigdy by nie przepuścił okazji do tego, żeby mijając go w drzwiach tarasowych i przekazując mu paczkę, złapać go za boczek, uszczypnąć, cmoknąć w policzek, klepnąć w tyłek, cokolwiek - ale nie dostał tego przyzwolenia i głupio mu było pakować łapy gdzie popadnie. Przeszedł więc obok jak gdyby nigdy nic i szedł w kierunku porzuconego wcześniej kubeczka, żeby z nim usiąść przy stole i odpalić papierosa od pstryknięcia palców. Podkulił nogi, kładąc stopy na krześle i opatulił je własnymi rękoma, traktując to jako jakąś rekompensatę.
- Nie mam już raczej mrocznych sekretów - powiedział otwarcie. - Nic gorszego niż to, że jeżeli to zaklęcie nie minie do wieczora, to sobie będziesz musiał zwalić pod prysznicem, bo szczerze wątpię, żebyś miał wytrzymać napięcie, cię nie spotka. - Zaciągnął się dymem, ale jeszcze nie wciągał go tak głęboko jak kiedy palił w swoim ciele. Miał wrażenie, że robienie tego zbyt szybko mogło skończyć się źle. Machnął przy tym dłonią, a jego krzesło przesunęło się samoistnie, żeby miał lepszy i zieleńszy widok. - Pytałem się, bo wiem, że to dla ciebie też musi być szok. I ok. - Wydmuchał resztkę tego dymu i już był gotowy do zaciągnięcia się znowu. - Jestem cholernie głodny. - I piekielnie skołowany tym, że w celu podniesienia tego kubka musiał kucnąć. Ostatni raz nie potrafił sięgnąć swoich palców u stóp ze stania, kiedy obłożyli go tak mocno, żeby nie był w stanie wychodzić z łóżka przez trzy dni. To ciało było jak... jakby ktoś mu zablokował ruchliwość. - Nie chcę być upierdliwy i do niczego cię zmuszać, ale gdybyś chciał się ze mną porozciągać, albo przynajmniej dał mi masować się częściej, to dużo byś na tym skorzystał.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.