Naprawdę próbowała zrozumieć podejście przyjaciela, starała się jak mogła, ale chyba nie umiała tego zrobić. Cóż, nie była specjalnie empatyczna niełatwo było jej się postawić na jego miejscu. Musiał lawirować między ich dwójką, jakoś znaleźć w tym swoje miejsce. Naprawdę próbowała być wyrozumiała - ale chyba nie do końca umiała to zrobić. Oby jej to wybaczył, naprawdę aktualnie znajdowała się na skraju i nie myślała racjonalnie.
- Jasne, rozumiem, nie miałeś na nic wpływu, to całkiem proste. - Nie do końca potrafiła to zaakceptować, ale chyba musiała. Nie powinna zapominać o tym, że Corio sam dosyć mocno ucierpiał, ba, ten konflikt, który eskalował odebrał mu wszystko, nie mogła tego ignorować, chociaż aktualnie jej własne dramaty wydawały się dziewczynie znowu być istotniejsze, z racji na to, że były świeże. To wszystko było dla niej czymś nowym.
- Wiesz co? Chciałabym być wtedy w okolicy, chociaż dobrze, że to Ty się tam znalazłeś, przynajmniej wiedziałeś, jak mu pomóc, jak nie potrafiłabym tego zrobić, nie jestem jak wy. - Nie dało się ukryć, że ona w przeciwieństwie do większości swoich bliskich potrafiła odbierać życia, a nie je ratować. Roise miał ogromne szczęście, że Corio pojawił się tam na czas. Yaxleyówna powinna być mu za to wdzięczna, ale aktualnie? Aktualnie nie mogła pogodzić się z tym, że nie miała świadomości, że to w ogóle miało miejsce. Nie wiedziała o tym, że Roise praktycznie znalazł się za zasłoną. To ja bolało, te wszystkie tajemnice.
Normalnie pewnie odfuknęłaby mu, że wyróżnienie jej na tle kobiet nic dla niej nie znaczyło, teraz jednak tego nie zrobiła. Miał rację, nie powinna była się skupiać na swoich błędach, wypadałoby w końcu znaleźć w sobie siłę, aby jakoś się ogarnąć, jak niby miała to zrobić, kiedy zewsząd jej się obrywało. Miała wrażenie, że tonie, że nie ma już szans, aby wypłynęła na powierzchnię. Zbyt dużo złego się wydarzyło.
- Jasne, wszystko jasne. - Mruknęła jedynie pod nosem, chociaż nic nie było dla niej jasne. Porównanie jej do pierdolonej żaby? Naprawdę? Wolała jednak się aktualnie na tym nie skupiać, a po prostu mu przytaknąć, potrzebowała czasu na to, aby to wszystko przetrawić.
Ambroise wrócił. Pojawił się w salonie, w zupełnie nowej odsłonie. Najwyraźniej skorzystał z okazji, aby się przebrać. Nie umknęło jej również to, że wrócił tutaj bez tej butelki, którą zabrał ze sobą, nie zdziwiłoby jej wcale, gdyby wypił jej całą zawartość.
Nie powstrzymała westchnięcia, kiedy tak ją nazwał. Dla niego nigdy nie była Gerry, sięgał po to gdy faktycznie coś mu nie pasowało, kiedy chciał w nią uderzyć. Zrozumiała aluzję, przegięła i nie zamierzał udawać, że to nie miało miejsca. Za bardzo nie miała wyboru, musieli wyjść stąd razem, musieli wrócić do domu, bo sprowadzili tam dzisiaj swoje zwierzęta. Nieco obawiała się tego, co przyniesie dalsza część dnia, wydawało jej się, że to nie będzie nic dobrego.
Wstała w końcu z miejsca i ruszyła za Roisem, nie do końca chciała to robić, ale nie widziała innego rozwiązania. - Odpowiedź się przyda. - Mruknęła jeszcze do Corio, nim ruszyła w stronę drzwi, za którymi miała zniknąć wraz z Greengrassem, tak naprawdę nie udało im się tutaj niczego ustalić, za to wyszli z mieszkania przyjaciela dużo bardziej poturbowani.