01.02.2025, 10:18 ✶
Wpatrywał się w linię drzew, próbując nie zmarszczyć za bardzo brwi, kiedy usłyszał to kolejne, bezsensowne przepraszam. Odetchnął głęboko i napił się herbaty, próbując ułożyć to wszystko w głowie zanim coś chlapnie, ale to też przecież nie było tak, że nagle dostał super moce i wiedział co, kiedy i jak powiedzieć. Wręcz przeciwnie - porzucił znane lądy kontrolowania własnych zachowań i czuł się jakby zrzucił bardzo ciężkie kajdany, ale ta lekkość wcale nie musiała sprzyjać podejmowaniu dobrych decyzji.
- Proszę, przestań mnie przepraszać za to, że nie masz na coś ochoty. To jest... - To, a nie te oczy, wydawało mu się cholernie smutne. Nie udał mu się ten żart z waleniem konia, wiedział to już ja pewno, ale to była prawda - faktycznie należał do osób, które rozładowywały tak napięcie codziennie i niezależnie od tego co pletli inni, on tego naprawdę potrzebował. I robiłby to przez weekend gdyby nie to, że dzisiejszy dzień miał być taki fajny i dobry, więc i wstrzymał się żeby to zbliżenie uczynić fajniejszym i przyjemniejszym. Tylko nic, absolutnie nic nie mogło być dla niego fajne i przyjemne, kiedy druga osoba tego tak naprawdę nie chciała. Już samo to przytulenie smakowało desperacją, a koncepcja kochania się z nim tylko po to, żeby dał mu spokój i przestał o tym gadać wydawała mu się tak odrzucająca, że aż musiał popić to herbatą. Uderzała bardzo wyraźnie w to, o czym mówił mu kilka dni temu - o tym co potrafił robić tylko dlatego, że ktoś inny tego od niego chciał. Oczywiście, że część tego siedziała w ciele, ale druga część zakorzeniła się bardzo głęboko i wyraźnie w podziurawionej jak ser psychice.
Niby był ubrany, ale zrobiło mu się jakoś chłodno od tych myśli. Przesunął dłońmi po swoich ramionach i westchnął. Nie podobało mu się co powiedział Laurent. Że siebie nie lubił, że to było powodem ciążącego pomiędzy nimi chłodu. Pomijając to, jak wielkie wydawały się teraz kraty tej pułapki, dodatkowo chciał o tym rozmawiać i już nawet otworzył usta, ale zawahał się, bo on tak chodził zdenerwowany i nie chciał go znowu wkurwić. Dopiero po chwili dotarło do niego, że wstrzymywanie się przed powiedzeniem czegoś też mogło zadziałać jak płachta na byka, a on już pokazał mu, że się chciał jakoś w to wtrącić, ale zaniechał i nie mówił też czemu zaniechał i... Crow zrobił się czerwony. Dla Laurenta ciemniej szary, ale dla większości świata czerwony.
- Czuję się dobrze - odpowiedział, próbując jakoś pominąć to jedno wielkie niedopowiedzenie i zaczął jeść. Bardzo szybko poczuł, jak już od pierwszego kęsa ściska mu się żołądek, ale on przecież miał na to swoje sposoby. Zamiast jeść po trochu wszystkiego co było na talerzu małymi kęsami, zrobił to po kolei, żeby ciału nie wydawało się zbyt szybko, że jest najedzone. I tak też opróżnił cały ten talerz i kubek herbaty, nie dając się zwieść niczemu, co sugerowało, że Laurent nie powinien móc tego zjeść i sam zapewne brodziłby w tym widelcem przez godzinę, a chleb potraktował jak ozdobę. - Jedz. A potem spacer. Pamiętasz? Pokażesz mi ładne rzeczy na plaży. - Spróbował jakoś osadzić go na ziemi.
- Proszę, przestań mnie przepraszać za to, że nie masz na coś ochoty. To jest... - To, a nie te oczy, wydawało mu się cholernie smutne. Nie udał mu się ten żart z waleniem konia, wiedział to już ja pewno, ale to była prawda - faktycznie należał do osób, które rozładowywały tak napięcie codziennie i niezależnie od tego co pletli inni, on tego naprawdę potrzebował. I robiłby to przez weekend gdyby nie to, że dzisiejszy dzień miał być taki fajny i dobry, więc i wstrzymał się żeby to zbliżenie uczynić fajniejszym i przyjemniejszym. Tylko nic, absolutnie nic nie mogło być dla niego fajne i przyjemne, kiedy druga osoba tego tak naprawdę nie chciała. Już samo to przytulenie smakowało desperacją, a koncepcja kochania się z nim tylko po to, żeby dał mu spokój i przestał o tym gadać wydawała mu się tak odrzucająca, że aż musiał popić to herbatą. Uderzała bardzo wyraźnie w to, o czym mówił mu kilka dni temu - o tym co potrafił robić tylko dlatego, że ktoś inny tego od niego chciał. Oczywiście, że część tego siedziała w ciele, ale druga część zakorzeniła się bardzo głęboko i wyraźnie w podziurawionej jak ser psychice.
Niby był ubrany, ale zrobiło mu się jakoś chłodno od tych myśli. Przesunął dłońmi po swoich ramionach i westchnął. Nie podobało mu się co powiedział Laurent. Że siebie nie lubił, że to było powodem ciążącego pomiędzy nimi chłodu. Pomijając to, jak wielkie wydawały się teraz kraty tej pułapki, dodatkowo chciał o tym rozmawiać i już nawet otworzył usta, ale zawahał się, bo on tak chodził zdenerwowany i nie chciał go znowu wkurwić. Dopiero po chwili dotarło do niego, że wstrzymywanie się przed powiedzeniem czegoś też mogło zadziałać jak płachta na byka, a on już pokazał mu, że się chciał jakoś w to wtrącić, ale zaniechał i nie mówił też czemu zaniechał i... Crow zrobił się czerwony. Dla Laurenta ciemniej szary, ale dla większości świata czerwony.
- Czuję się dobrze - odpowiedział, próbując jakoś pominąć to jedno wielkie niedopowiedzenie i zaczął jeść. Bardzo szybko poczuł, jak już od pierwszego kęsa ściska mu się żołądek, ale on przecież miał na to swoje sposoby. Zamiast jeść po trochu wszystkiego co było na talerzu małymi kęsami, zrobił to po kolei, żeby ciału nie wydawało się zbyt szybko, że jest najedzone. I tak też opróżnił cały ten talerz i kubek herbaty, nie dając się zwieść niczemu, co sugerowało, że Laurent nie powinien móc tego zjeść i sam zapewne brodziłby w tym widelcem przez godzinę, a chleb potraktował jak ozdobę. - Jedz. A potem spacer. Pamiętasz? Pokażesz mi ładne rzeczy na plaży. - Spróbował jakoś osadzić go na ziemi.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.