01.02.2025, 12:33 ✶
Flynn, nie wliczając tego otworzenia bez powodu ust, zachowywał się teraz bardzo spokojnie. Nie zaczepiał tego biednego skrzata domowego, chociaż wcześniej zdarzało mu się to robić i pewnie przez moment i tak chciał coś teraz chlapnąć, doprowadzając tę niewinną istotę do paniki. Zamiast tego jedynie skinął głową i wrócił do palenia w skulonej, ale bezpiecznej pozycji. Miał wrażenie, że im więcej czasu mijało, tym bardziej czuł się sobą, nawet jeżeli jego jestestwo zostało zamknięte w ciele, do którego się nie przyzwyczaił. Ale coś się zmieniało - ten płacz, rozpacz wezbrana w ciele powoli się ulatniały. Zaciąganie się dymem, wbrew wszelkiej logice pomogło mu ustabilizować oddech. Nie kaszlał nawet, chociaż wyraźnie drażnił mu gardło.
- Nie jestem na nic uczulony. A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo - odpowiedział, częstując się jeszcze czymś. Ewidentnie próbował najeść się na zapas i tak, wątpił aby Laurent się domyślił, ale przechodziło mu teraz przez myśl rozepchane mu żołądka. - Ale popełniasz błąd. - Niby się miał z nim obchodzić jak z jajkiem, a jednak powiedział to dosyć szorstko. - Hodujesz psy i konie... - potarł palcami o czoło, próbując zebrać słowa, które mogły przekonać kogoś, kto był hodowcą, ale no właśnie - on był hodowcą, a Flynn jedynie dobrze znał się na świecie, nie znał wszystkich zawiłości związanych z zajmowaniem się zwierzętami, a jedynie kojarzył podstawowe koncepcje opiekowania się nimi. - One się muszą wybiegać, albo rozpierdolą ci kanapę. Wyżują ci wszystkie buty z żalu i tęsknoty. Masz... Masz jarczuka i próbujesz dać mu coś na uspokojenie, ale w głębi duszy powinieneś wiedzieć, że to tak nie działa. Bo ty nie jesteś zdenerwowany. To nie jest zdenerwowanie. - Na co ci eliksiry, kiedy energia rozpierała cię tak bardzo, że nie potrafiłeś usiedzieć w miejscu. Jemu się na to przykro patrzyło, ale tak po prawdzie to głównie przez to, że opanowanie w tych kwestiach i porzucenie tematu dla jego komfortu nie znaczyło wcale, że przestał wyobrażać sobie różne rzeczy. Kurwa mać - był człowiekiem, dla którego jednym z najlepszych łóżkowych doznań było powieszenie przy nim lustra i mówienie sobie rzeczy, co się nie śniły największym primadonnom. Siedziała właśnie obok niego cudowna okazja do przekonania się, jak to jest kiedy w twoje gardło wchodzi The Edge, jak to jest... Kiedy The Edge ujeżdża cię wpatrując się we własne odbicie i słuchając poematów o własnej, niezaprzeczalnej doskonałości. - Dojdź... - Odchrząknął przez tę pomyłkę kręcąc głową. - Mhm, kurwa, dojedz to - rzucił, opuszczając nogi na deski tarasu. Zdrętwiałe. Westchnął ciężko, podnosząc się, żeby się przeciągnąć ociężale i zaciągnąć papierosem ostatni raz. Kiepa odłożył na pusty talerz. - Pomoczę sobie nogi, a ty się przebiegniesz. Może cię to zmotywuje do tego, żebyś faktycznie zaczął ze mną ćwiczyć. - A te ćwiczenia musiały być dla niego ważne, bo korzystał z nich nawet teraz. Odsunął się od stolika i zaczął wykonywać proste ruchy mające pomóc mu się rozciągnąć. I z rozkoszą wyczuwał, jak to napięcie powoli puszcza, a mięśnie aż dziwią się tym, że mogą się tak rozluźnić. Ale nie mógł przesadzić. Był zbyt inteligenty żeby to zrobić, dlatego nie spieszył się z tym, nie chcąc zrobić mu krzywdy.
- Nie jestem na nic uczulony. A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo - odpowiedział, częstując się jeszcze czymś. Ewidentnie próbował najeść się na zapas i tak, wątpił aby Laurent się domyślił, ale przechodziło mu teraz przez myśl rozepchane mu żołądka. - Ale popełniasz błąd. - Niby się miał z nim obchodzić jak z jajkiem, a jednak powiedział to dosyć szorstko. - Hodujesz psy i konie... - potarł palcami o czoło, próbując zebrać słowa, które mogły przekonać kogoś, kto był hodowcą, ale no właśnie - on był hodowcą, a Flynn jedynie dobrze znał się na świecie, nie znał wszystkich zawiłości związanych z zajmowaniem się zwierzętami, a jedynie kojarzył podstawowe koncepcje opiekowania się nimi. - One się muszą wybiegać, albo rozpierdolą ci kanapę. Wyżują ci wszystkie buty z żalu i tęsknoty. Masz... Masz jarczuka i próbujesz dać mu coś na uspokojenie, ale w głębi duszy powinieneś wiedzieć, że to tak nie działa. Bo ty nie jesteś zdenerwowany. To nie jest zdenerwowanie. - Na co ci eliksiry, kiedy energia rozpierała cię tak bardzo, że nie potrafiłeś usiedzieć w miejscu. Jemu się na to przykro patrzyło, ale tak po prawdzie to głównie przez to, że opanowanie w tych kwestiach i porzucenie tematu dla jego komfortu nie znaczyło wcale, że przestał wyobrażać sobie różne rzeczy. Kurwa mać - był człowiekiem, dla którego jednym z najlepszych łóżkowych doznań było powieszenie przy nim lustra i mówienie sobie rzeczy, co się nie śniły największym primadonnom. Siedziała właśnie obok niego cudowna okazja do przekonania się, jak to jest kiedy w twoje gardło wchodzi The Edge, jak to jest... Kiedy The Edge ujeżdża cię wpatrując się we własne odbicie i słuchając poematów o własnej, niezaprzeczalnej doskonałości. - Dojdź... - Odchrząknął przez tę pomyłkę kręcąc głową. - Mhm, kurwa, dojedz to - rzucił, opuszczając nogi na deski tarasu. Zdrętwiałe. Westchnął ciężko, podnosząc się, żeby się przeciągnąć ociężale i zaciągnąć papierosem ostatni raz. Kiepa odłożył na pusty talerz. - Pomoczę sobie nogi, a ty się przebiegniesz. Może cię to zmotywuje do tego, żebyś faktycznie zaczął ze mną ćwiczyć. - A te ćwiczenia musiały być dla niego ważne, bo korzystał z nich nawet teraz. Odsunął się od stolika i zaczął wykonywać proste ruchy mające pomóc mu się rozciągnąć. I z rozkoszą wyczuwał, jak to napięcie powoli puszcza, a mięśnie aż dziwią się tym, że mogą się tak rozluźnić. Ale nie mógł przesadzić. Był zbyt inteligenty żeby to zrobić, dlatego nie spieszył się z tym, nie chcąc zrobić mu krzywdy.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.