01.02.2025, 15:37 ✶
—07/09/1972—
List, skropiony słodkimi perfumami, trafił do Rejwachu w porze śniadania.
Londyn, 7 IX 1972 r.
Do rąk własnych jakże drogiego mojemu sercu, Woody'ego Tarpaulina:
jak Ci życie mija?
Zdążyłam się już stęsknić za naszymi rozmowami, dawno już żaden bywalec Rejwachu nie wylądował na moim stole prosektoryjnym. Skąd mogę o tym wiedzieć, spytasz? Zdradzę Ci sekret. Wszyscy mają tak samo zdezelowane wątroby. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam tego uwzględnić w oficjalnych statystykach Necronomiconu – Ciebie, i Twojego legendarnego samogonu, który im serwujesz – ale znam Cię zbyt dobrze, zaraz cwaniacko żądałbyś prowizji od przychodu, jaki pomagasz mi generować... Pozwól więc, że przypomnę Ci, drogi Woody, że pieniądze to nie wszystko, a dowodem na szczerość moich słów niech będzie ta skromna propozycja współpracy, którą wysuwam z pewną dozą nieśmiałości, ale i z nadzieją.
Jak dobrze wiesz, jestem zaangażowana w działalność lokalnego kowenu, którego wiarygodność ucierpiała w wyniku ostatnich niepokojów. Wciąż jeszcze wracamy myślami do Beltane, wciąż żywe w naszej pamięci są także wydarzenia Lithy... Wciąż myślimy o krzywdach przeszłości, zamiast skupiać się na możliwościach, jakie oferuje przyszłość. Tak łatwo zapominamy, że Matka gotowa jest wszystkich przygarnąć do swojego serca – wszystkich bez wyjątku, bo w Matce, i przez Matkę, wszyscy jesteśmy równi. Nawet w gronie jej gorliwych wyznawców widzę wiele nienawiści, wiele uprzedzeń i hipokryzji. Mówią o miłości do bliźniego, ale kiedy okazuje się, że ów bliźni to bezdomny z Nokturnu, wycofują się zaraz ze swoich słów. Nie wykpiwaj, proszę, mojego młodzieńczego idealizmu, naiwności, która każe mi pytać, "dlaczego jest tak, a nie inaczej", ale zastanawiałam się, czy zechciałbyś przyłączyć się do pomysłu organizacji świątecznej jadłodajni dla mieszkańców Nokturnu. Wciąż jest to pomysł w w fazie przygotowań: zbieram wolontariuszy wśród przyjaciół i znajomych, pytam wśród wyznawców Matki, szukam lokalnych przedsiębiorców, którzy chcieliby wesprzeć taką inicjatywę... Być może nie tylko w święto roczne?
Nie śpiesz się, proszę, przemyśl na spokojnie moją propozycję. Gdybym mogła, zaprosiłabym Cię na kolację przy blasku świec, aby przy dźwiękach lutni Enjorlasa doprecyzować szczegóły całego przedsięwzięcia, ale niestety: ostatnimi czasy cierpię na braki w asortymencie świeczkowym. Chociaż przez lata zaopatrywałam się w towar u Olibanum Mulciberów, ostatnie zawirowania medialne wokół niechlubnych praktyk rzemieślniczych, jakim się oddają, zmusiły mnie do rezygnacji z ich usług. Niestety, nie przychodzi mi na myśl nikt zaufany, kto zajmowałby się produkcją świec i kadzideł... Ale Ty znasz tutaj wszystkich, Woody, czy mógłbyś mi kogoś polecić? U kogo Ty zaopatrujesz się w świece i kadzidła? Potrzebuję kogoś sumiennego, kogoś, kto cieszy się dobrą opinią, bo wiesz, że moja dobra opinia jest dla mnie wszystkim.
Pozdrawiam ciepło (z zimnego prosektorium),
Lorraine Malfoy