01.02.2025, 19:16 ✶
Tak, miło było śmiać się w czyimś towarzystwie. Było miło w ogóle się śmiać, uśmiechać, czuć nawet lekko. Bez całego tego obciążenia, wiecznego strachu, głodu i poczucia winy. Gdybym mógł na powrót tak żyć, możliwe, że oddałbym wszystko za tę opcję.
I za możliwość posiadania przyjaciół, którzy nie będą się mnie bali. Brakowało mi towarzystwa tłumów, brakowało beztroskiej zabawy. Och tak.
- Ja również nie chciałbym... opowiadać szczegółów w niektórych przypadkach - stwierdziłem tylko, wzruszając ramionami na wdzięczność Laurenta. Skromność z mojej strony? Możliwe. A może bardziej wyrozumiałość. Granica się przesunęła, świat stanął na głowie, skoro porywałem się na wyrozumiałość względem półselkie, a jednak! Los dawał mi po dupie, udowadniając, że WSZYSTKO było MOŻLIWE. Dosłownie wszystko. Łowca stał się bestią. Potwór stał się przyjacielem. Albo stawał się.
Zerknąłem ponownie na niego, zastanawiając się, czy to faktycznie mogło być możliwe. Laurent na pewno nie był wrogiem. Przyjacielem raczej również nie, bo nie krzywdziło się przyjaciół, a ja to zrobiłem. Jemu. Był więc... znajomym? Dobrym znajomym, któremu wyrządziłem wiele złego, a mimo to wciąż nie wzbraniał się przed rozmową ze mną? Teraz właściwie wchodziliśmy w przestrzeń, w której zaczynaliśmy być partnerami w zbrodni czy też partnerami biznesowymi, więc to już brzmiało lepiej niż drapieżnik-ofiara.
Wróciłem spojrzeniem do przestrzeni przede mną. Może ubrudzę sobie ręce, ale przynajmniej oddam trochę długu. Przyczynię się jakoś do sukcesu Laurenta.
Albo też nie ubrudzę sobie rąk, tylko częściowo wrócę do bycia dawnym Astarothem. W celach biznesowych co nieco zatracę się w zabawie...? Żeby zauroczyć sobą jakieś dziewczęta podatne na uroki młodych, przystojnych bogaczy.
- Brzmi prosto, o ile wyjdę z tej nadmiernej ostrożności - wyznałem, uparcie nie patrząc na Laurenta. Kątem oka widziałem, co robił swoimi dłońmi, ale nie ważyłem się kusić losu bardziej. Już i tak przesadzałem, ale... Ale tak było ostatnio. Granica była cienka, niewidoczna. Łatwo będzie ją przekroczyć, jeśli będę właśnie taki. - W jaki sposób mogę uzyskać zaproszenie? Te monety? - zapytałem, bo to w tej chwili było najbardziej istotne. Może z Kimi popracuję nad swoim dawnym urokiem osobistym, ale wpierw potrzebowałem mieć możliwość w ogóle znaleźć się tam, w środku tego Rose Noire.
Ugh. Przez myśl mi przeszło, że skoro oferowali tam wymarzone niebo, to nawet dostanę na bogato krwi. Wiedziałem, że to było złe. Kuszące i złe. Nie powinienem o tym myśleć, ale mimowolnie się uśmiechnąłem na tę wizję.
HALO! Astarothcie Erebie Yaxleyu! Powinieneś się skupić na głównym celu misji!!!
I za możliwość posiadania przyjaciół, którzy nie będą się mnie bali. Brakowało mi towarzystwa tłumów, brakowało beztroskiej zabawy. Och tak.
- Ja również nie chciałbym... opowiadać szczegółów w niektórych przypadkach - stwierdziłem tylko, wzruszając ramionami na wdzięczność Laurenta. Skromność z mojej strony? Możliwe. A może bardziej wyrozumiałość. Granica się przesunęła, świat stanął na głowie, skoro porywałem się na wyrozumiałość względem półselkie, a jednak! Los dawał mi po dupie, udowadniając, że WSZYSTKO było MOŻLIWE. Dosłownie wszystko. Łowca stał się bestią. Potwór stał się przyjacielem. Albo stawał się.
Zerknąłem ponownie na niego, zastanawiając się, czy to faktycznie mogło być możliwe. Laurent na pewno nie był wrogiem. Przyjacielem raczej również nie, bo nie krzywdziło się przyjaciół, a ja to zrobiłem. Jemu. Był więc... znajomym? Dobrym znajomym, któremu wyrządziłem wiele złego, a mimo to wciąż nie wzbraniał się przed rozmową ze mną? Teraz właściwie wchodziliśmy w przestrzeń, w której zaczynaliśmy być partnerami w zbrodni czy też partnerami biznesowymi, więc to już brzmiało lepiej niż drapieżnik-ofiara.
Wróciłem spojrzeniem do przestrzeni przede mną. Może ubrudzę sobie ręce, ale przynajmniej oddam trochę długu. Przyczynię się jakoś do sukcesu Laurenta.
Albo też nie ubrudzę sobie rąk, tylko częściowo wrócę do bycia dawnym Astarothem. W celach biznesowych co nieco zatracę się w zabawie...? Żeby zauroczyć sobą jakieś dziewczęta podatne na uroki młodych, przystojnych bogaczy.
- Brzmi prosto, o ile wyjdę z tej nadmiernej ostrożności - wyznałem, uparcie nie patrząc na Laurenta. Kątem oka widziałem, co robił swoimi dłońmi, ale nie ważyłem się kusić losu bardziej. Już i tak przesadzałem, ale... Ale tak było ostatnio. Granica była cienka, niewidoczna. Łatwo będzie ją przekroczyć, jeśli będę właśnie taki. - W jaki sposób mogę uzyskać zaproszenie? Te monety? - zapytałem, bo to w tej chwili było najbardziej istotne. Może z Kimi popracuję nad swoim dawnym urokiem osobistym, ale wpierw potrzebowałem mieć możliwość w ogóle znaleźć się tam, w środku tego Rose Noire.
Ugh. Przez myśl mi przeszło, że skoro oferowali tam wymarzone niebo, to nawet dostanę na bogato krwi. Wiedziałem, że to było złe. Kuszące i złe. Nie powinienem o tym myśleć, ale mimowolnie się uśmiechnąłem na tę wizję.
HALO! Astarothcie Erebie Yaxleyu! Powinieneś się skupić na głównym celu misji!!!