Byłoby dużo prościej, gdyby na samym początku nie ustalili tego, że nie będzie się mieszać w jego sprawy. Wtedy czuła, że nie miała innej możliwości, że inaczej nie mogłaby mieć go dla siebie, bo wydawał się być bardzo stanowczy w tym, że będą istniały pewne rzeczy, o których nie będzie jej mówił. Zaakceptowała to, przynajmniej z pozoru, kiwała głową, gdy mówił o tym, że ma mu obiecać, że gdyby mu się coś stało nie będzie chciała go pomścić. Ona jednak wiedziała swoje, nigdy w życiu by nie odpuściła, prędzej, czy później by się w to wmieszała. Zresztą przecież zdarzyło się jej to zrobić, wbrew jego woli. Nie był z tego powodu szczególnie zadowolony, ale wtedy to ona się do niego przylepiła, pojawiła się w miejscu, w której miało jej nie być, aby dać mu swoje wsparcie. Miała gdzieś to, że będzie na nią wkurwiony, czuła, że mogła powinąć mu się noga więc się tam pojawiła. Nie widziała w tym nic złego. Czy powinna więc mu teraz wyrzygiwać to, że wcale nie chciała go widzieć u swojego boku w jaskini? Sytuacja była nieco inna, bo przecież nic już ich nie łączyło, więc nie powinien się interesować jej sprawami, zresztą nawet zaakceptowała to, że się tam z nią udał, chociaż ziała w stosunku do jego osoby chłodem, aczkolwiek wcale nie tak długo. Gdy zaczęło się robić naprawdę źle to tylko i wyłącznie o niego się martwiła, tylko jego losem się przejmowała, chociaż próbowała udowodnić sobie i całemu światu, że jej na nim nie zależy. Gówno prawda, to też nigdy nie miało się zmienić, bez względu na to, czy byli razem, czy osobno. On zawsze miał pozostać dla niej wyjątkowy.
Nie chciała stąd odchodzić, wydawało jej się, że potrzebuje jakichś wyjaśnień, ale czy w ogóle mogła o nie prosić? Nie powiedziałby jej o tym, co stało się w zeszłym roku, gdyby Corio nie podstawił go pod ścianą, nadal tkwiłaby w błogiej nieświadomości, zamiast tego zaczęło jej towarzyszyć poczucie winy. Po raz kolejny. Miała wrażenie, że chyba tak już działa na najbliższych, przynosząc nic więcej niż destrukcję. To było dość bolesne, ale musiała pogodzić się z tą myślą. Czy w ogóle powinna pozwalać na to, aby znowu zaczęli oswajać się ze swoją obecnością, przywykać do tego? Chyba nie, niestety i na to było już zbyt późno. Niby były to jedynie cztery dni, ale bardzo intensywne, jak mogłaby wrócić do rzeczywistości, jakby nic się nie stało.
Nie spodziewała się, że to nadejdzie tak nagle, nie była chyba jeszcze na to gotowa, czy w ogóle kiedykolwiek będzie? To też ją nurtowało, jak w ogóle mogła pogodzić się z tym, że znowu go straci. Miała wiele szczęścia, że aktualnie siedział obok niej, bo przecież było bardzo blisko tego, aby odszedł z tego świata na dobre. Wolała nie wracać do tych myśli, bo strasznie ją to przytłaczało.
- Dobrze. - Powiedziała jeszcze cicho, chociaż nic nie było dobrze. Nie powinna na to przystawać, ale co innego mieli do wyboru? Zacisnęła dłonie na swoich kolanach, wbiła w nie paznokcie. Chyba musiała się z tym pogodzić, nie tak wyobrażała sobie zakończenie ich historii.
Wiele spraw na nią czekało, jakoś ostatnio jednak nie paliła się do tego, aby się w tym utopić. Nie czuła się na siłach, chciała złapać oddech, chociaż przez chwilę poczuć, że znowu żyje, przy Roise było to możliwe, najwyraźniej jednak w końcu musiało dojść do tego nieprzyjemnego pożegnania się z tym chwilowym zapomnieniem. Nie było jej do tego spieszno, obawiała się, że jak zostanie teraz sama to demony ją pochłoną, czaiły się bowiem na każdym kroku, a przecież zabiła tego prawdziwego, niczego to jednak nie zmieniło.
Poczuła jego dłoń na swoich włosach, zebrał część z nich, dzięki czemu przestały się plątać, przynajmniej po części, bo niektóre z pasm nadal żyły własnym życiem, fruwały na tym nie do końca przyjemnym wietrze. Dopiero wtedy odwróciła się w stronę mężczyzny i na niego spojrzała. Nadal się o nią troszczył, nadal sięgał po te drobne gesty, które z pozoru nie powinny mieć żadnego znaczenia, jednak dla niej miały.
Przymknęła powieki, kiedy jego dłonie znalazły się na jej twarzy, gdy poczuła ciepło opuszków jego palców na swoim policzku. Siedział tuż obok niej, żywy, a przecież mogło go tu nie być, mogli się nigdy nie spotkać przez to, jaką decyzję kiedyś podjął. Zadrżała jej dolna warga, próbowała przestać myśleć o tym wszystkim, ale wcale jej to nie wychodziło. Miała wrażenie, że nigdy nie będzie w stanie tego przetrawić.
Rzeczywistość zaczęła ją przytłaczać, mimo, że próbowała nie myśleć o tym, co się stało, to ciągle uderzały w nią te wspomnienia. Cain, Astartoth, Roise, to było dosyć dużo na jedną osobę, nie spodziewała się, że znajdzie się w momencie, w którym z każdej strony zacznie w nią coś uderzać, jakby otaczała ją ciemność. Nie chciała się rozklejać, nie chciała być słaba, nie powinna być słaba, musiała się trzymać, ktoś musiał nieść to na swoich barkach.
Nie mogła się powstrzymać przed tym, aby przesunąć się w kierunku mężczyzny, przekroczyć tę dziwną, niewidzialną barierę, która się między nimi pojawiła, kiedy znalazł się tuż obok niej. To nie było w ich stylu, nigdy się od siebie nie dystansowali. Chciała po prostu oprzeć głowę na jego klatce piersiowej, poczuć ciepło które od niego biło, potrzebowała w tej chwili świadomości, że nie została z tym wszystkim sama, chociaż przez ten krótki moment.