Nie miała siły na kolejne konfrontacje, czy kłótnie. To nie był odpowiedni moment, nie była jeszcze na to gotowa. Wybrała więc opcję, która zdawała się jej być właściwa, chociaż zupełnie do niej nie podobna. Czy to świadczyło o tym, że już się poddała? Może trochę, odrobinę, coś na pewno w tym było. Ile można było walczyć, nie widząc żadnych efektów? Nawet ona nie była w stanie tego robić w nieskończoność.
Poddała się. Nie rozumiała już niczego, nie chciała po raz kolejny dać się ponieść emocjom, wypowiadać słów, których później by żałowała. Milczenie miało jej pomóc jakoś przetrwać to wszystko, chociaż czy faktycznie to wystarczy? Nie była tego taka pewna, aktualnie właściwie niczego nie była pewna. Nie miała pojęcia, jak ma sobie poradzić z powrotem do rzeczywistości, powinna zacząć szukać gruntu pod nogami, ale chyba cały się rozsypał. Nie spodziewała się więc nawet, że go odnajdzie. Znowu zawiśnie nad przepaścią, nie byłby to pierwszy raz.
Nie chciała już dłużej kąsać, czy gryźć. Była zmęczona tym wszystkim; psychicznie i fizycznie. Miała dość. Nie wiedziała zresztą, gdzie znajdzie się dzisiaj wieczorem, co powinna zrobić, do kogo się udać, zostać tutaj, sama? Nigdy tego nie robiła, ale w tym wypadku to też było jakimś rozwiązaniem. Zapewne nie przespałaby tej nocy, ale z drugiej strony przynajmniej nikogo nie niepokoiłaby swoją obecnością, nie musiałaby znowu szukać wsparcia u swoich znajomych, ostatnio to zdarzało się zbyt często. Powinna się ogarnąć, zebrać się w sobie, tyle, że jakoś nie mogła zacząć tego robić. Było jej źle, smutno, właściwie z dnia na dzień robiło się coraz gorzej, wczoraj miała wrażenie, że świat znowu się kończył, a dzisiaj los jej udowodnił, że mogło się stać jeszcze więcej złego.
Nie łatwo było jej się z tym pogodzić, wiedziała, że niedługo będzie musiała się podnieść i zacząć szukać jakichś rozwiązań dla tych wszystkich niedogodności, powyjaśniać sprawy, ale na ten moment nie miała na to siły. Najchętniej by to wszystko przespała, tyle, że później i tak będzie musiała się z tym mierzyć.
Obawiała się, że może ją odepchnie, że może nie pozwoli jej przekroczyć tej granicy, zupełnie niepotrzebnie, jednak jeszcze kilka sekund wcześniej wspomniał o tym, że faktycznie zamierza odejść, myślała, że już teraz, w tej chwili. Ulżyło jej, chociaż czy powinno? Tak, czy siak przecież to miało się wydarzyć, do tego zmierzali, to nie miało jej ominąć.
Wsunęła się bez ani sekundy zawahania pod jego ramię, korzystała z okazji, chciała poczuć odrobinę ciepła, bo aktualnie jej ciało było ogarnięte chłodem. Nie ułatwiały tego wcale warunki panujące na plaży, robiło się coraz zimniej, wiatr stawał się coraz bardziej porywisty i chyba gdzieś w oddali błysnęło. Burza - idealnie oddawała to, co działo się aktualnie w jej głowie, chaos miał ogarnąć również okolicę.
Dobrze było ponownie znaleźć się w jego ramionach, odnaleźć bezpieczeństwo, nawet jeśli miało to być chwilowe. Nie powinna tego robić, ale podświadomie ciągle ku temu zmierzała. Wypadałoby się pogodzić z tym, że Roise nie miał być dłużej jej domem, jej bezpieczną przystanią, nie umiała jednak teraz tego zrobić, nie w tej chwili.
Jego słowa nieco wybiły ją z tych wszystkich przemyśleń. Myślodsiewnia, zapomniała o niej, nie skupiała się na widmach przez które w ogóle opuściła dzisiaj Whitby, zresztą wydawało jej się, że to było bardzo dawno temu, a nie kilka godzin wcześniej. - Chyba tak. - Właściwie to nie miała pojęcia, co udało im się ustalić odnośnie tej myślodsiewni, czy mieli jakiś plan, nie myślała wtedy jasno, nie po tym, jak Corio wspomniał o tym, że mogą się podpiąć pod sprawę Caina, od tego momentu wszystko zaczęło jej się ze sobą zlewać.
Czy była rozpalona, nie miała pojęcia, nie czuła się najlepiej, ale przecież każdy chyba nie czułby się najlepiej po takim dniu, może jej ciało również zaczęło się buntować? Nie miała pojęcia, skoro jednak Roise o tym wspomniał, po tym jak dotknął jej czoła, to coś musiało być na rzeczy, nie okłamałby jej przecież, prawda? Tak, na pewno...
Nie miała siły się mu stawiać, mówić o tym, że nie miał w tym przypadku nic do powiedzenia, bo jeśli uparłaby się na to, że chciała znaleźć się w ministerstwie to by to zrobiła bez niczyjej zgody i pozwolenia, nie była jednak w nastroju na bunt, nie miała na to siły, to chyba też świadczyło samo za siebie. - Rozumiem, możemy pójść do domu, tu jest zimno. - Raczej nigdy nie skarżyłaby się na to, że jest jej chłodno, zaciskała zęby i udawała, że wszystko jest w porządku, w tym przypadku jednak faktycznie chciała znaleźć się w domu, z nim, przykryć ciepłym kocem, zaszyć się na kanapie lub w łóżku i przestać myśleć. To było całkiem dobrym rozwiązaniem, ale też chwilowym. To nie dawało jej spokoju, bo mówił, że odejdzie, tylko chyba nie teraz? Nie zostawi jej tam samej, cóż musiała się co do tego upewnić. - Nie zostawisz mnie samej? - Spytała cicho, tak, że jej głos ledwie przebijał się przed wiatr, który grał swoją własną melodię hulając po wrzosowiskach.
Nie chciała zostać sama, nie mogła go prosić o to, żeby został, ale gdzieś tam tkwiła w niej nadzieja, że to może jeszcze nie było ich końcem.