Yaxleyówna skupiała się przede wszystkim na cieple bijącym od ciała Roisa, ono ją uspokajało, powodowało, że czuła się odrobinę pewniej, zresztą jego bliskość zawsze tak na nią działała, był jej ostoją, nikt nigdy nie mógł tego zastąpić. Wiedziała, że to tylko chwilowe, zamiast jednak się wycofać to postanowiła chłonąć to wszystko, co jej dawał, skupiała się na tym, aby uspokoić swój oddech, przychodziło jej to całkiem łatwo, kiedy otulał ją swoimi ramionami. Wtulała się w niego, przymknęła oczy, trwała, bo aktualnie na nic więcej nie było jej stać.
Zaczął coś mówić, urwał myśl, na szczęście, bo nie znajdowała się aktualnie w nastroju do robienia czegokolwiek, na pewno nie chciała teraz rozmawiać. Jasne, wiedziała, że ich to nie ominie, kiedyś będą musieli poruszyć te wszystkie niewygodne tematy, ale aktualnie? Nie zamierzała tego robić, nie chciała. Wolała się skupić na tym cieple, którym emanował.
Nie zamierzała niczego wyciągać, atakować go swoimi pytaniami, to już było za nią, te metody się nie sprawdziły w tym, co chciała osiągnąć, powinna więc zmienić swoją taktykę, Corio sugerował jej co miała zrobić, ale nie zamierzała sięgać po jego metody, bo wydawały się jej niewłaściwe, zresztą Yaxleyówna nie była mistrzynią manipulacji, pewnie byłoby po niej widać, że coś kombinuje, że działa niezgodnie ze swoimi zasadami.
Spodziewała się tego, że tym razem faktycznie to zakończą, że wylało się między nimi zbyt dużo żalu, jednak nadal tkwili przy sobie, nadal nie zamierzali stąd odejść. Ciągle to sobie robili, mówili jedno, robili drugie, najwyraźniej nie potrafili do końca się określić. To było mylące, bo przecież nie bez powodu wypowiadali w swoim kierunku te wszystkie okropne słowa, jednak gesty - ich główny sposób komunikacji świadczył sam za siebie.
Nie uciekł stąd, wbrew temu, co mu zarzuciła nadal siedział tu przy niej, tulił ją w swoich ramionach, a przecież znajdowała się na skraju. Gdyby zachowywał się tak, jak mu zarzucała to już dawno by go tutaj nie było, zresztą była pewna, że tak właśnie się stanie. Pojawili się w Piaskownicy w wisielczych nastrojach, nie było czego zbierać, a jakimś cudem udało im się doprowadzić do sytuacji, w której znowu znajdowała się w jego ramionach. To było zastanawiające, na tym właśnie powinna się skupić, a nie na tym co uważała za niewłaściwe.
Znowu się odezwał, nie miała pojęcia, ku czemu zmierzał i chyba aktualnie nie chciała tego wiedzieć. Próbowała jakoś poradzić sobie z tym wszystkim, co w nią uderzyło, nie była gotowa na rozmowę, zresztą znowu nie dokończył myśli, najwyraźniej on również nie myślał do końca jasno, nie było więc sensu aktualnie doprowadzać do dyskusji, ona nie była im do niczego potrzebna.
- Nie uważam, nic nie uważam. - Nie teraz, teraz nie była gotowa na to, do czego zmierzał. Nie chciała myśleć o ich odejściu z tego miejsca, skupiła się na tym, żeby uniknąć samotności, nie miała zamiaru dopuścić do tego, co zrobili dwa dni temu, nie chciała znaleźć się z dala od niego, nie kiedy był na wyciągnięcie ręki. Zamierzała schować się pod kocem, czuć przy tym ciepło jego ciała i odpłynąć, odpocząć, pozbyć się tego natłoku myśli. Miała nadzieję, że nie będzie miał nic przeciwko temu.
Rozjaśnił jej sytuację, faktycznie nigdzie się nie wybierał, ulżyło jej, no naprawdę nie do końca potrafiła sobie wyobrazić, że spędzi tę noc sama. To mogłoby ją przytłoczyć. - Tak, chcę iść do domu, nigdzie indziej. - Do ich wspólnego domu. Nie zamierzała udawać, że jest inaczej.
Podniosła się w końcu, trochę niepewnie, nie chciała się od niego odsuwać, ale nie zamierzała też tkwić tu w tym uścisku, na deszczu, bo faktycznie mogło się to skończyć nie najlepiej. Nie czuła się najlepiej, więc dobrze byłoby znaleźć się w Piaskownicy. Splotła swoje palce z palcami Roisa i ruszyli w milczeniu w stronę domu, w którym mieli się zaszyć na dalszą część dnia. Liczyła na to, że zaznają tam spokoju, że ten ciężar, który pojawił się na jej piersi zniknie, chociaż chyba nie mogła mieć, aż takich wielkich nadziei.