Flynn pokręcił głową.
- Laurent, to ciało jest zbudowane do biegania. Po prostu nie zaczynaj sprintem i nie zatrzymuj się gwałtownie. Jak nabierzesz prędkości, to nie możesz tak po prostu stanąć, musisz najpierw zwolnić. - Reszta, przynajmniej w jego opinii, była zapisana w mięśniach. On wcale nie myślał biegając, nie myślał o tym jak stawiać nogi, ani jak poruszać rękoma. Po jakimś czasie ciało robiło to samo, miało swoje ulubione tory i sposoby wypracowane przez lata treningów, które miały sens. I trening na które zasługiwało ciało Laurenta też musiało mieć sens. To ciało musiało mu się podobać, a on zdecydowanie lubił być zgrabny, niezależnie od tego co mówił. Nie doprowadziłby się do tego stanu i nie głodził, gdyby podświadomie nie dążył do takiej sylwetki. Jeżeli chciał być tak zgrabny, to bieganie i pływanie były najoczywistszymi wyborami, ale... Tu chodziło o coś więcej niż wytrzymałość. Tu chodziło o swobodę ruchów, o czucie się we własnym ciele jak w wygodnych ubraniach, a nie chodzenie z tymi sztywnymi jak deska plecami i udawanie, że wszystko jest w porządku. Nic nie było w porządku. Laurent biegał z psem, a on wcale nie poszedł na tę plażę moczyć nóg. Za bardzo wkręcił się w to co robił - w rozluźnianie napięcia i eliminowanie stresu, od którego kark musiał zastygnąć mu jeszcze w szkole. Czuł, jak to puszcza. Jak mięśnie i stawy zaczynają robić się ciepłe, jak schylanie się w dół nie pozwala dotknąć rękoma desek tarasu, ale robi wiele dobrego dla jego giętkości. Normalnie nie byłby tak cierpliwy. Pewnie by się przed takim treningiem sztachnął ketaminą, żeby odrobinę zwolnić tempo i dać mu dochodzić do pewnych etapów swoimi krokami. Ale dzisiaj tę cierpliwość i powolność miał. Kiedy Laurent przeżywał tam chwile ze swoim psem (a niech go), Crow całkiem zdolnie rozgrzewał jego ciało i notował w głowie wszystkie zauważone niedyspozycje. W przeciwieństwie do niego nie czuł się teraz jak potencjalny zdobywca świata, ale jak kochanek, który mógł znów stać się przydatny... Mógł dla niego jeszcze dużo zrobić. I to wciąż miało dla niego bardzo szczęśliwe zabarwienie - mógł go uczynić wesołym, zaradniejszym, bardziej gibkim, chętnym do wiadomo czego. Mógł go uczynić jeszcze pewniejszym siebie! Czymś innym niż pieszczenie słowami i przypominanie mu, że miał w tym miejscu odpowiedzialną funkcję, której musiał sprostać.
Kiedy Laurent wracał na ten taras, Crow nie miał na sobie koszulki. Bluzka wisiała przewieszona przez oparcie krzesła, a on lekko spocony robił coś, na co sam Laurent pewnie nigdy by się nie odważył. Odchylał się do tyłu z wyciągniętymi rękoma i tak - udało mu się to - odważnie dotknął dłońmi rozgrzanych od słońca desek, wyginając ciało w łuk. Ale jemu wcale nie chodziło o mostek ze stania, który z pewnością sam w sobie należał do rzeczy imponujących. Crow zrobił coś większego - odbił się nogami od ziemi, wpierw bezskutecznie i pokracznie, ale za drugim razem jego cel stał się oczywisty.
On próbował stanąć na rękach podpierając nogi o ścianę. Nie był w stanie. Jego technika była dobra i imponująca, ale nie miał w sobie tyle pary nawet mimo rozciągnięcia wszystkiego co mógł. Warknął pod nosem z irytacji opadając na podłogę i dmuchnął w blond grzywkę przyklejającą mu się do czoła. Podniósł się (nie bez przeszkód, wsparł się o krzesło) i spróbował inaczej. Wyciągnął ręce do góry, nabierając równowagi. Nie miał zamiaru tutaj zemdleć, ale miał inny plan.
Próbował od przodu, z lekkiego rozbiegu rzucił się na podłogę od przodu. I to była gorsza pozycja, bo poszło mu zgodnie z jego oczekiwaniami, gorzej. Nie udało mu się nawet jakoś bardzo dobrze odbić i już wylądował na ziemi. Nic mu się oczywiście nie stało, bo potrafił upadać, ale widać w tym było zawziętość. Musiało go to chociaż trochę zdenerwować.
Spróbował więc chociaż wstać bez podpierania się, ale do tego też ledwo miał w sobie jakąś parę.
Ostatecznie musiał chwycić się Laurenta, który wszedł już po schodkach na górę i dysząc uśmiechnął się do niego, cudem zachowując równowagę. To był już jego limit.
- Laurent, to ciało jest zbudowane do biegania. Po prostu nie zaczynaj sprintem i nie zatrzymuj się gwałtownie. Jak nabierzesz prędkości, to nie możesz tak po prostu stanąć, musisz najpierw zwolnić. - Reszta, przynajmniej w jego opinii, była zapisana w mięśniach. On wcale nie myślał biegając, nie myślał o tym jak stawiać nogi, ani jak poruszać rękoma. Po jakimś czasie ciało robiło to samo, miało swoje ulubione tory i sposoby wypracowane przez lata treningów, które miały sens. I trening na które zasługiwało ciało Laurenta też musiało mieć sens. To ciało musiało mu się podobać, a on zdecydowanie lubił być zgrabny, niezależnie od tego co mówił. Nie doprowadziłby się do tego stanu i nie głodził, gdyby podświadomie nie dążył do takiej sylwetki. Jeżeli chciał być tak zgrabny, to bieganie i pływanie były najoczywistszymi wyborami, ale... Tu chodziło o coś więcej niż wytrzymałość. Tu chodziło o swobodę ruchów, o czucie się we własnym ciele jak w wygodnych ubraniach, a nie chodzenie z tymi sztywnymi jak deska plecami i udawanie, że wszystko jest w porządku. Nic nie było w porządku. Laurent biegał z psem, a on wcale nie poszedł na tę plażę moczyć nóg. Za bardzo wkręcił się w to co robił - w rozluźnianie napięcia i eliminowanie stresu, od którego kark musiał zastygnąć mu jeszcze w szkole. Czuł, jak to puszcza. Jak mięśnie i stawy zaczynają robić się ciepłe, jak schylanie się w dół nie pozwala dotknąć rękoma desek tarasu, ale robi wiele dobrego dla jego giętkości. Normalnie nie byłby tak cierpliwy. Pewnie by się przed takim treningiem sztachnął ketaminą, żeby odrobinę zwolnić tempo i dać mu dochodzić do pewnych etapów swoimi krokami. Ale dzisiaj tę cierpliwość i powolność miał. Kiedy Laurent przeżywał tam chwile ze swoim psem (a niech go), Crow całkiem zdolnie rozgrzewał jego ciało i notował w głowie wszystkie zauważone niedyspozycje. W przeciwieństwie do niego nie czuł się teraz jak potencjalny zdobywca świata, ale jak kochanek, który mógł znów stać się przydatny... Mógł dla niego jeszcze dużo zrobić. I to wciąż miało dla niego bardzo szczęśliwe zabarwienie - mógł go uczynić wesołym, zaradniejszym, bardziej gibkim, chętnym do wiadomo czego. Mógł go uczynić jeszcze pewniejszym siebie! Czymś innym niż pieszczenie słowami i przypominanie mu, że miał w tym miejscu odpowiedzialną funkcję, której musiał sprostać.
Kiedy Laurent wracał na ten taras, Crow nie miał na sobie koszulki. Bluzka wisiała przewieszona przez oparcie krzesła, a on lekko spocony robił coś, na co sam Laurent pewnie nigdy by się nie odważył. Odchylał się do tyłu z wyciągniętymi rękoma i tak - udało mu się to - odważnie dotknął dłońmi rozgrzanych od słońca desek, wyginając ciało w łuk. Ale jemu wcale nie chodziło o mostek ze stania, który z pewnością sam w sobie należał do rzeczy imponujących. Crow zrobił coś większego - odbił się nogami od ziemi, wpierw bezskutecznie i pokracznie, ale za drugim razem jego cel stał się oczywisty.
Rzut PO 1d100 - 66
Sukces!
Sukces!
On próbował stanąć na rękach podpierając nogi o ścianę. Nie był w stanie. Jego technika była dobra i imponująca, ale nie miał w sobie tyle pary nawet mimo rozciągnięcia wszystkiego co mógł. Warknął pod nosem z irytacji opadając na podłogę i dmuchnął w blond grzywkę przyklejającą mu się do czoła. Podniósł się (nie bez przeszkód, wsparł się o krzesło) i spróbował inaczej. Wyciągnął ręce do góry, nabierając równowagi. Nie miał zamiaru tutaj zemdleć, ale miał inny plan.
Rzut PO 1d100 - 61
Sukces!
Sukces!
Próbował od przodu, z lekkiego rozbiegu rzucił się na podłogę od przodu. I to była gorsza pozycja, bo poszło mu zgodnie z jego oczekiwaniami, gorzej. Nie udało mu się nawet jakoś bardzo dobrze odbić i już wylądował na ziemi. Nic mu się oczywiście nie stało, bo potrafił upadać, ale widać w tym było zawziętość. Musiało go to chociaż trochę zdenerwować.
Spróbował więc chociaż wstać bez podpierania się, ale do tego też ledwo miał w sobie jakąś parę.
Rzut PO 1d100 - 41
Sukces!
Sukces!
Ostatecznie musiał chwycić się Laurenta, który wszedł już po schodkach na górę i dysząc uśmiechnął się do niego, cudem zachowując równowagę. To był już jego limit.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.