02.02.2025, 01:40 ✶
Odciągnięty od ciastek nie tknął ani jednego, nie zdążył nawet rozerwać folii. Odciągnięty od szuflady ze szpargałami przestał w niej grzebać, właściwie to zapomniał już co miał z niej wyciągnąć. Liczyło się tylko to durne zielsko, którego inteligentnie skosztował jeszcze przed myciem i musiał mu przyznać rację, że chrupało. Bez zbędnego komentowania potrzeby wytarcia go ręcznikiem zaczął płukać je pod wodą z kranu, ale nie mając pojęcia gdzie miałby je odłożyć, wpierw pozwolił tej rukoli zawisnąć w powietrzu, dopiero później wpadł na to, że mógłby właśnie na tę ścierę to położyć i wyglądał jakby rozpracował jakąś naprawdę wielką zagadkę. Ktoś kto potrafił czarować bez różdżki. Taki dumny z siebie, że nie odłożył tego na blat. Niesamowity człowiek.
- Coś często robisz robisz takie żarty jak na to, że podobno nie jesteś pedałem - zauważył, przesadnie dociskając materiał do sałaty. Wpuszczanie go do kuchni niemal zawsze kończyło się jakąś katastrofą. - Jesteś tego całkowicie pewny? Gwarantuję ci panie normalny, że gdybyś dowiedział się jak to jest posuwać kogoś dobrze - i tutaj niewątpliwie miał na myśli siebie - to by ci do głowy nie przyszedł żart z sosem, bo zawsze chciałbyś kończyć w środku. - Wsypał tę rukolę do tej samej, brudnej miski i tak właśnie mu ją podał. - A sory, miało być bez szczegółów. - Nie dodał nic o tym czymś co miał pożyczyć, bo mu się wydawało, że chodzi o świecznik czy coś. Głupio kłamać, jeszcze głupiej powiedzieć, że twój nowy chłopak jest obrzydliwie bogaty i ma stosy takich dupereli poupychane wszędzie, więc szkoda mu to zabierać, bo może sobie kiedyś jednak znajdzie dziewczynę. Zdecydowanie nie chciał też rozmowy o tym, że się znowu stoczył do bycia czyimś utrzymankiem, a dzień w którym Laurent zacznie zabierać go na zakupy był zapewne kwestią czasu. I nie chodziło o to, że mu to przeszkadzało - wręcz przeciwnie! Przywykł do tego, że mu partner kupuje ubrania i niespodzianki, a on w zamian... uh... taki słodki jest i się stara, ogarnia mu jakieś losowe rzeczy... Zwyczajnie nie chciał słuchać komentarzy komucha.
- Coś często robisz robisz takie żarty jak na to, że podobno nie jesteś pedałem - zauważył, przesadnie dociskając materiał do sałaty. Wpuszczanie go do kuchni niemal zawsze kończyło się jakąś katastrofą. - Jesteś tego całkowicie pewny? Gwarantuję ci panie normalny, że gdybyś dowiedział się jak to jest posuwać kogoś dobrze - i tutaj niewątpliwie miał na myśli siebie - to by ci do głowy nie przyszedł żart z sosem, bo zawsze chciałbyś kończyć w środku. - Wsypał tę rukolę do tej samej, brudnej miski i tak właśnie mu ją podał. - A sory, miało być bez szczegółów. - Nie dodał nic o tym czymś co miał pożyczyć, bo mu się wydawało, że chodzi o świecznik czy coś. Głupio kłamać, jeszcze głupiej powiedzieć, że twój nowy chłopak jest obrzydliwie bogaty i ma stosy takich dupereli poupychane wszędzie, więc szkoda mu to zabierać, bo może sobie kiedyś jednak znajdzie dziewczynę. Zdecydowanie nie chciał też rozmowy o tym, że się znowu stoczył do bycia czyimś utrzymankiem, a dzień w którym Laurent zacznie zabierać go na zakupy był zapewne kwestią czasu. I nie chodziło o to, że mu to przeszkadzało - wręcz przeciwnie! Przywykł do tego, że mu partner kupuje ubrania i niespodzianki, a on w zamian... uh... taki słodki jest i się stara, ogarnia mu jakieś losowe rzeczy... Zwyczajnie nie chciał słuchać komentarzy komucha.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.