Już jakiś czas rozmyślał na tym, jak sprawić, żeby Duma mógł biegać z Flynnem. Może to był pierwszy krok? Ta zmiana ciał nie musiała wypaść źle. Mogła naprawdę zostać czymś dobrym we wspomnieniach. Tak, mogła! Teraz w to wierzył. Wystarczy, żeby Duma reagował na podstawowe komendy Flynna. Jak przywołanie go do siebie, żeby wrócić do domu. Nie bał się jakoś o to stworzenie, żeby samo odnalazło drogę do domu po dobrze znanych terenach, ale już bał się zostawienia go gdzieś, żeby ten... Szlajał się po okolicy i nie daj Merlinie, trafił na jakichś ludzi, których uzna za zagrożenie. Ludzie byli przyzwyczajeni do tego, pieski się głaszcze i tuli. I jak każdy pies - Duma też to lubił. Tylko jak potraktuje nieznajomych..? A jakby potraktował innych Flynn? Nachalnych, chcących pogłaskać pieska. Czarny scenariusz...
Z ciekawością patrzył na własne ciało, które ulegało wygibasom, na które nie sądził, że byłoby go w ogóle stać. Ciekawość wręcz dziecięca - co będzie dalej? A dalej było tylko lepiej. Pokraczny ruch, który wcale nie był śmieszny w jego oczach. Próby i błędy innych nigdy nie były dla niego śmieszne - własne? To już co innego. Wstyd błędów potrafił być miażdżący... Ale nie dla Flynna. Był tam w ogóle błąd? Czy to po prostu możliwość ciała go pokonywała? Kiedy pojawił się upadek to gula podeszła mu do gardła i aż zrobił szybszy krok, żeby znaleźć się przy nim... Lecz się nie pochylił. Flynn zaczął się zbierać o własnych siłach... Chyba z siebie zadowolony. Dziwacznie, bo z jakiegoś powodu nie używając rąk, albo przynajmniej starając się tak podnieść. I poniekąd mundur to udało. Złapał go, kiedy na niego wpadł i odszukał tej pomocy do podniesienia się.
- Aaa, czy to nie mój najwspanialszy partner wpadający mi w objęcia? - Spoglądał na niego z błyszczącymi oczami, sięgając do spoconego czoła, żeby odgarnąć z niego platynowe kosmyki. Fleamont nie-we-własnej osobie. Nadal jego Fleamont. Ach, ten ostatni, malutki sekret, którego nie znał... - Jesteś... Bardzo dzielny walcząc z tym ciałem. - Mówił ciągle oddychając głęboko, z walącym wciąż sercem od wysiłku fizycznego. Nie brzmiało to więc aż tak czarująco, jak chciał, by brzmiało. - Moja piękna dusza... - Przesunął dłonią dalej po jego twarzy, ściągając palcami ten pot, zatrzymując się dopiero na podbródku. - Która mnie chyba oszukała, bo chyba wcale nie poszła pomoczyć nóżek. - Prychnął z rozbawienia. Flynn lubił ruch. Widział to. Ale widział też, że ruch był potrzebny temu słabemu ciału przed nim.