Wieczór okazał się być dość intensywny. Nie piła może bimbru jak Ambroise, ale wlała w siebie sporą ilość tych jego przepysznych, przesłodkich drinków, one potrafiły być zdradliwe, bo nie czuć było, że jest w nich alkohol. Była bardzo drobna więc powinna uważać na ilość trunków, które w siebie wlewała, no ale towarzyszył jej Roise, była w swoim domu, nie musiała się martwić, że coś złego jej się przytrafi. Wieczór upłynął im na rozmowach o głupotach, ale nie tylko, spożywaniu trunków i paleniu dziwnych rzeczy, nie pamiętała, czy w końcu sięgnęła po te jego magiczne papierosy, wolała w sumie nie ustalać tego faktu.
Obudziła się w swoim własnym łóżku, w swojej sypialni, nie miała pojęcia jednak jak właściwie się tam znalazła, podejrzewała, że Ambroise musiał ją tam zanieść, bo wlała w siebie takie ilości alkoholu, że raczej nie byłaby w stanie sama tam trafić. Obudziła się bardzo wcześnie, jak to miała w zwyczaju, ciastka w końcu same się nie upieką, czy coś. Pamiętała jak przez mgłę o tym, że rozmawiali i kotach, zamierzała wykorzystać swoją szansę i zaprowadzić dzisiaj Greengrassa do kociego azylu, taka okazja mogła się nie powtórzyć, podejrzewała bowiem, że on też była raczej wczorajszy i nie będzie jeszcze myślał jasno.
Pojawiła się przed przyjacielem świeża i pachnąca, nie widać było po niej w ogóle tego, że spożywała z nim alkohol do godzin nocnych. Ubrana w jedną ze swoich landrynkowych kreacji, które ledwie zakrywały jej zadek, oczywiście w tych niebotycznie wysokich szpilkach. Byli gotowi do drogi. Nie miała pojęcia, czy Roise ogarnął po co zabrała go ze sobą do kociego azylu, właściwie może nawet lepiej by było, gdyby nie ogarniał, to łatwiej będzie mu wcisnąć jednego z kotów.
Tak, Figgówna w ogóle nie zakładała innej opcji, niż ta, że jej przyjaciel zaadoptuje jednego z azylowych kociaków. Podjęła tę decyzję za niego.
Teleportowali się do Little Whinging, Norka zdążyła poinformować rodziców o swojej obecności, a później, później mogli wejść do azylu.
- Zobaczysz, jakie są urocze, każdy z nich wyjątkowy na swój sposób, w dużej mierze są to kotki, które nie miały lekkiej przeszłości. - Figgowie ratowali te słodkie istotki przed złem, które robili im nieodpowiedzialni ludzie. Może te koty nie były takie, jak te ich, bo nie gadały, ale z drugiej strony wiedziała, że dla większości osób to było raczej zaletą. Czasem trudno było znosić humory tych zwierzaków, zwłaszcza, gdy miało się pod swoim dachem nie jednego, a trzy gadające koty.
- Oprowadzę Cię, może któryś kociak zwróci Twoja uwagę. - Tak, zamierzała pokazać Ambroisowi wszystkie koty, które mieszkały w azylu, liczyła na to, że znajdzie się jakiś który faktycznie mu się spodoba. Dosyć szybko jeden z kociaków zaczął się do niego łasić, może to akurat będzie ten?