02.02.2025, 13:24 ✶
Charlie uśmiechnął się razem z Maeve. Czy nie było pięknie, mieć w poważaniu prawa świata poza Nokturnem?
- To fascynujące, ale też zapewne niebezpieczne, żyć tutaj, na własnych zasadach? - Podpytał, zerkając też na Rolpha, chcąc poznać jego zdanie. - I na zasadach silniejszych. Gdziekolwiek nie trafimy... Zawsze znajdzie się ktoś, kto chce rządzić. Kto jest szefem tutaj? - Zapytał, ale zaraz zamknął usta, orientując się, że nikogo nie interesują jego przekonania, przemyślenia i co ważniejsze, pytania. Im mniej wiedział, tym spokojniej spał.
Świeczek jednak nie mógł się wyprzeć, a jego sympatyczny, uprzejmy uśmiech tylko się poszerzył. Jego nastawienie do penisoświeczek po reprymendzie ojca miało się naprawić, ale nie mógł zaprzeczyć, że był odrobinę dumny z tego, co stworzył. Zyskał rozgłos i poprawił nastroje wielu osobom, w tym nie było nic złego. Czy tak nie było wręcz doskonale? Znalezienie się w centrum zainteresowania Maeve również mile łechtało ego. Nachylił się do niej nawet, by mogła dokładniej przyjrzeć się jego twarzy, jeśli chciała.
- Po prostu mnie nie doceniasz. - Zarzucił jej, ale bardzo grzecznie. - Znasz Lorraine Malfoy? To moja kuzynka, daleka. Jeśli ty nie jesteś zainteresowana, możesz dać namiar na mnie swoim siostrom. - Taka egzotyczna kobieta? Z pewnością byłaby niesamowita, zupełnie inna niż te, których próbował dotychczas. Nie, żeby miał duże doświadczenie! Wierzył, że jeszcze wiele przed nim, a Anglia dawała nowe możliwości. - Ulepię coś specjalnie dla nich. I nie wysyłałem nic Lorraine, bo nie zamawiała. - Dodał w odpowiedzi na pytanie Rodolphusa, nie zabierając nawet ramienia, gdy go złapał. - Nie wysyłam penisów przypadkowym pannom. Musiała go dostać od kogoś innego... A popyt dyktuje podaż. Jeśli ktoś poprosi o penisa, dostanie penisa. Tylko już ich nie robię... Na zaś.
Nie miał nawet za złe jej krzywych min i syków, gdy nieumyślnie źle nazwał jej rodzinę. Posłał siostrze równie uprzejmy uśmiech, a żart gospodyni nawet go rozbawił, wspiął się za całą wycieczką po schodach, na ich szczycie wyciągając zza pazuchy powód, dla którego tam się znaleźli: kwiatka.
- To fascynujące, ale też zapewne niebezpieczne, żyć tutaj, na własnych zasadach? - Podpytał, zerkając też na Rolpha, chcąc poznać jego zdanie. - I na zasadach silniejszych. Gdziekolwiek nie trafimy... Zawsze znajdzie się ktoś, kto chce rządzić. Kto jest szefem tutaj? - Zapytał, ale zaraz zamknął usta, orientując się, że nikogo nie interesują jego przekonania, przemyślenia i co ważniejsze, pytania. Im mniej wiedział, tym spokojniej spał.
Świeczek jednak nie mógł się wyprzeć, a jego sympatyczny, uprzejmy uśmiech tylko się poszerzył. Jego nastawienie do penisoświeczek po reprymendzie ojca miało się naprawić, ale nie mógł zaprzeczyć, że był odrobinę dumny z tego, co stworzył. Zyskał rozgłos i poprawił nastroje wielu osobom, w tym nie było nic złego. Czy tak nie było wręcz doskonale? Znalezienie się w centrum zainteresowania Maeve również mile łechtało ego. Nachylił się do niej nawet, by mogła dokładniej przyjrzeć się jego twarzy, jeśli chciała.
- Po prostu mnie nie doceniasz. - Zarzucił jej, ale bardzo grzecznie. - Znasz Lorraine Malfoy? To moja kuzynka, daleka. Jeśli ty nie jesteś zainteresowana, możesz dać namiar na mnie swoim siostrom. - Taka egzotyczna kobieta? Z pewnością byłaby niesamowita, zupełnie inna niż te, których próbował dotychczas. Nie, żeby miał duże doświadczenie! Wierzył, że jeszcze wiele przed nim, a Anglia dawała nowe możliwości. - Ulepię coś specjalnie dla nich. I nie wysyłałem nic Lorraine, bo nie zamawiała. - Dodał w odpowiedzi na pytanie Rodolphusa, nie zabierając nawet ramienia, gdy go złapał. - Nie wysyłam penisów przypadkowym pannom. Musiała go dostać od kogoś innego... A popyt dyktuje podaż. Jeśli ktoś poprosi o penisa, dostanie penisa. Tylko już ich nie robię... Na zaś.
Nie miał nawet za złe jej krzywych min i syków, gdy nieumyślnie źle nazwał jej rodzinę. Posłał siostrze równie uprzejmy uśmiech, a żart gospodyni nawet go rozbawił, wspiął się za całą wycieczką po schodach, na ich szczycie wyciągając zza pazuchy powód, dla którego tam się znaleźli: kwiatka.