02.02.2025, 13:43 ✶
– Zostaw Anthony'ego w spokoju — mruknął nieco odruchowo, nieco pijacko zastanawiając się, czy gdzieś w domu nie miał przypadkiem jakiejś szabli, aby wyzwać Woody'ego na pojedynek w obronie honoru kolegi. Nie że kiedykolwiek walczył bronią białą, ale był przekonany, że nie byłoby to znowu dla kogoś tak zdolnego jak on, szczególnie trudne.
Pytanie Woody'ego sprawiło, że na chwilę zamilkł i zmarszczył brwi.
– Zdecyduj, zdecyduj. A może właśnie nie chce decydować? Może lubię piękno w różnych postaciach i nie robi mi różnicy, czy... – Zamilkł i jeszcze mocniej zmarszczył brwi, a potem natychmiast je odmarszczył, przypominając sobie, że wyraz tak głębokiego zastanowienia nie był warty potencjalnych zmarszczek, nawet jeśli kremy robiły świetną robotę. – Ah... Chodzi ci o ten konkretny przypadek, a nie tak ogólnie. – Zawahał się. O jego preferencjach i płci byłego kochanka wiedzieli do tej pory Tony, Morpheus, Lottie i no... Sam były kochanek. Ah, no tak. I w sumie to Millie. Nagle robiło się jakoś dużo osób i pewnie Woody, tak ogólnie rzecz biorąc, nie był najlepszą osobą do tego, aby mówić mu o tym wszystkim, ale po pierwsze już i tak powiedział trochę o swoich preferencjach, a po drugie... No ufał temu mordercy mody w szkaradnej czapce i nie zamierzał kłamać, że bo inaczej.
– On – powiedział w końcu, wpatrując się w sufit.
Bardzo chciałby zgodzić się z nim, że tarot był bujdą. Niestety ten tarot powiedział mu bardzo dużo rzeczy i nawet jeśli ułożenie kart byłoby przypadkowe, to i tak ich interpretacja dobitnie dała mu do myślenia.
– Hm... Ten tarot... Niestety uświadomił mi kilka rzeczy. I nie. Nie jest stalkerem. To znaczy... Trochę był. Nie. Inaczej. Chyba wykreował sytuacje tak, abym myślał, że mnie śledził i chciał skrzywdzić bliskich mi ludzi, ale hm... W sumie to porozmawialiśmy i no. Przeprosił. I chyba też powinienem go przeprosić za kilka rzeczy. Nie wiem. Najgorsze, że z moją urodą poruszam zbyt dużo serc i szansę są, że znowu trafię na kogoś na kogo nie powinienem, więc lepiej przefarbować się, tak aby się oszpecić. Wątpię czy nawet on... Chciałby mnie wtedy, więc nie musiałbym o nim myśleć. Wiesz, nie planuję do niego wracać, ale wytknięto mi kartami, że sam się oszukuję, więc nie wiem... Chyba lepiej się ubezpieczyć. – Plan idealny. Doskonały wręcz. Zdecydowanie lepszy, niż to co zaoferował Woody. Jonathan spojrzał się na niego, jakby był nieco niespełna rozumu. – Woody, a próbowałeś kiedyś zgłosić, że masz problemy z pewnym wampirem, z którym miałeś romans, i to jeszcze bez ciężkich dowodów, tak by nie narazić się na plotki i potencjakną sttate pracy i reputacji? Bo ja nie i obawiam się, że chyba nawet mi nie udałoby się wyjść z tego z obronną twarzą.
Pytanie Woody'ego sprawiło, że na chwilę zamilkł i zmarszczył brwi.
– Zdecyduj, zdecyduj. A może właśnie nie chce decydować? Może lubię piękno w różnych postaciach i nie robi mi różnicy, czy... – Zamilkł i jeszcze mocniej zmarszczył brwi, a potem natychmiast je odmarszczył, przypominając sobie, że wyraz tak głębokiego zastanowienia nie był warty potencjalnych zmarszczek, nawet jeśli kremy robiły świetną robotę. – Ah... Chodzi ci o ten konkretny przypadek, a nie tak ogólnie. – Zawahał się. O jego preferencjach i płci byłego kochanka wiedzieli do tej pory Tony, Morpheus, Lottie i no... Sam były kochanek. Ah, no tak. I w sumie to Millie. Nagle robiło się jakoś dużo osób i pewnie Woody, tak ogólnie rzecz biorąc, nie był najlepszą osobą do tego, aby mówić mu o tym wszystkim, ale po pierwsze już i tak powiedział trochę o swoich preferencjach, a po drugie... No ufał temu mordercy mody w szkaradnej czapce i nie zamierzał kłamać, że bo inaczej.
– On – powiedział w końcu, wpatrując się w sufit.
Bardzo chciałby zgodzić się z nim, że tarot był bujdą. Niestety ten tarot powiedział mu bardzo dużo rzeczy i nawet jeśli ułożenie kart byłoby przypadkowe, to i tak ich interpretacja dobitnie dała mu do myślenia.
– Hm... Ten tarot... Niestety uświadomił mi kilka rzeczy. I nie. Nie jest stalkerem. To znaczy... Trochę był. Nie. Inaczej. Chyba wykreował sytuacje tak, abym myślał, że mnie śledził i chciał skrzywdzić bliskich mi ludzi, ale hm... W sumie to porozmawialiśmy i no. Przeprosił. I chyba też powinienem go przeprosić za kilka rzeczy. Nie wiem. Najgorsze, że z moją urodą poruszam zbyt dużo serc i szansę są, że znowu trafię na kogoś na kogo nie powinienem, więc lepiej przefarbować się, tak aby się oszpecić. Wątpię czy nawet on... Chciałby mnie wtedy, więc nie musiałbym o nim myśleć. Wiesz, nie planuję do niego wracać, ale wytknięto mi kartami, że sam się oszukuję, więc nie wiem... Chyba lepiej się ubezpieczyć. – Plan idealny. Doskonały wręcz. Zdecydowanie lepszy, niż to co zaoferował Woody. Jonathan spojrzał się na niego, jakby był nieco niespełna rozumu. – Woody, a próbowałeś kiedyś zgłosić, że masz problemy z pewnym wampirem, z którym miałeś romans, i to jeszcze bez ciężkich dowodów, tak by nie narazić się na plotki i potencjakną sttate pracy i reputacji? Bo ja nie i obawiam się, że chyba nawet mi nie udałoby się wyjść z tego z obronną twarzą.