02.02.2025, 23:02 ✶
To mogła nie być jego twarz, ale i tak dało się z niej wyczytać absolutnie wszystko. Najwspanialszy. Partner.
Partner.
Lubił dźwięk tego słowa. Dziwnie było słyszeć je tym głosem, bo nawet jak jego głos nie brzmiał, tylko jakiś taki zniekształcony był i obcy... ale nakładał na to głos Laurenta słyszany we własnej głowie, a raczej czyniła to jego podświadomość. I działało to fenomenalnie. Wyglądał jak panienka, co zaraz piśnie z podniecenia sytuacją, ale nie pisnął, jedynie uśmiechał się tą zaczerwienioną, słodką buzią i wtórował mu przyspieszonym oddechem. Jak panienka? A może bardziej jak pies słyszący słowo spacer, tylko przez to jak wyglądał i niemal podskoczył, tworzył mylne wrażenie?
- Twoja - powtórzył za nim, udowadniając tym samym, że się dało jeszcze mocniej i intensywniej zaczerwienić. - Ahh, wrócił ci humorek, znowu jesteś słodki, bardzo mi się to podoba - zaświergotał tym absolutnie podjaranym tonem, jeszcze go nie puszczając, ale nie przystawiając się do niego zanadto, bo nie chciał tworzyć wrażenia, że pierwsza milsza chwila po rozładowaniu napięcia musiała równać się powrotowi do tematu, jaki Laurent zdecydowanie wolał zepchnąć na bok. - Nie walczę, tylko o nie dbam. Może nie zauważyłeś, ale bardzo je lubię. - Mrugnął do niego i aż sam się zdziwił, że się na taki gest zdobył, ale tak łatwo było rozpływać się pod wpływem jego obecności. Oczy go zdradziły. Zerknęły na jego usta, a Crow nie śmiał wysunąć podbródka spomiędzy jego palców. Naprawdę chciał to wyczuć, połączyć ich wargi, chociaż na krótką chwilę podsycającą dyszenie i sapnięcia, ale... On się śmiał. I znów, niby nie opuszczało to jego myśli, ale potrafił odpuścić.
Przynajmniej to. Innej rzeczy już nie mógł.
- Sorki, ale jak tego nie sprawdzę, to już dzisiaj nie zasnę - prychnął i przestał zaciskać na nim swoje palce. Było jeszcze jasno, a dzienne światło sprzyjało tej analizie. Spojrzał na niego z rozbawianiem i odwrócił się w kierunku drzwi tarasowych, żeby zniknąć za nim i udać się do łazienki, bo tutaj przez te zasunięte firany było za ciemno. Jeżeli Laurent poszedł za nim z ciekawości, dojrzał Crowa stojącego miny przy lustrze, obracającego głowę na boki i analizującego pod różnymi kątami to, jak wyglądały jego zaczerwienienia. To jak czerwień rozpływa mu się na policzkach i powoli znika. Z ciekawością przesunął palcami po miejscu, gdzie wcześniej zrobił Laurentowi malinkę, ale teraz nic tam nie było.
Partner.
Lubił dźwięk tego słowa. Dziwnie było słyszeć je tym głosem, bo nawet jak jego głos nie brzmiał, tylko jakiś taki zniekształcony był i obcy... ale nakładał na to głos Laurenta słyszany we własnej głowie, a raczej czyniła to jego podświadomość. I działało to fenomenalnie. Wyglądał jak panienka, co zaraz piśnie z podniecenia sytuacją, ale nie pisnął, jedynie uśmiechał się tą zaczerwienioną, słodką buzią i wtórował mu przyspieszonym oddechem. Jak panienka? A może bardziej jak pies słyszący słowo spacer, tylko przez to jak wyglądał i niemal podskoczył, tworzył mylne wrażenie?
- Twoja - powtórzył za nim, udowadniając tym samym, że się dało jeszcze mocniej i intensywniej zaczerwienić. - Ahh, wrócił ci humorek, znowu jesteś słodki, bardzo mi się to podoba - zaświergotał tym absolutnie podjaranym tonem, jeszcze go nie puszczając, ale nie przystawiając się do niego zanadto, bo nie chciał tworzyć wrażenia, że pierwsza milsza chwila po rozładowaniu napięcia musiała równać się powrotowi do tematu, jaki Laurent zdecydowanie wolał zepchnąć na bok. - Nie walczę, tylko o nie dbam. Może nie zauważyłeś, ale bardzo je lubię. - Mrugnął do niego i aż sam się zdziwił, że się na taki gest zdobył, ale tak łatwo było rozpływać się pod wpływem jego obecności. Oczy go zdradziły. Zerknęły na jego usta, a Crow nie śmiał wysunąć podbródka spomiędzy jego palców. Naprawdę chciał to wyczuć, połączyć ich wargi, chociaż na krótką chwilę podsycającą dyszenie i sapnięcia, ale... On się śmiał. I znów, niby nie opuszczało to jego myśli, ale potrafił odpuścić.
Przynajmniej to. Innej rzeczy już nie mógł.
- Sorki, ale jak tego nie sprawdzę, to już dzisiaj nie zasnę - prychnął i przestał zaciskać na nim swoje palce. Było jeszcze jasno, a dzienne światło sprzyjało tej analizie. Spojrzał na niego z rozbawianiem i odwrócił się w kierunku drzwi tarasowych, żeby zniknąć za nim i udać się do łazienki, bo tutaj przez te zasunięte firany było za ciemno. Jeżeli Laurent poszedł za nim z ciekawości, dojrzał Crowa stojącego miny przy lustrze, obracającego głowę na boki i analizującego pod różnymi kątami to, jak wyglądały jego zaczerwienienia. To jak czerwień rozpływa mu się na policzkach i powoli znika. Z ciekawością przesunął palcami po miejscu, gdzie wcześniej zrobił Laurentowi malinkę, ale teraz nic tam nie było.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.