To nie była dla nich nowa sytuacja, zdarzało im się to wcześniej, tyle, że aktualnie Yaxleyówna miała wrażenie, że jest to kolejna cisza przed burzą. Czuła, że prędzej, czy później pojawi się chaos podobny do tego, który panował aktualnie za oknem.
Wiedziała, że będą musieli jakoś to przetrwać, chociaż przeczuwała, że tym razem faktycznie nie będzie co zbierać, zniszczenia, które się między nimi pojawiły już były zauważalne gołym okiem, zapewne będzie jeszcze gorzej, więc warto było się nacieszyć tym pozornym spokojem. Nie, żeby jej to wystarczało, ale aktualnie chyba nie miała innego wyboru. Chciała po prostu przetrwać ten chujowy dzień i noc, która powoli się zbliżała. Starała się uspokoić emocje, które się w niej gromadziły, ale to wcale nie było takie proste. Na szczęście mogła się skupić chociaż na tym programie, który leciał w mugolskim urządzeniu. Nie, żeby dzisiaj zależało jej na tej treści, którą ten śmieszny mugol miał do zaoferowania.
- Albo bąblogłowy. - Cóż, podsunęła sposób, który wydawał jej się być najprostszy, jako, że zazwyczaj sięgała po te metody, które były jej najbardziej znane, więc gdyby ona miała wybierać, to skorzystałaby z magii kształtowania. W ten sposób eksplorowała przecież w sierpniu głębie jeziora w Windermere, to się sprawdziło.
Poczuła dłoń przesuwającą się po jej udzie, zmierzającą ku zakończeniu spodni, zesztywniała na chwilę, ale Roise najwyraźniej zamierzał zająć czymś ręce i postanowił to zrobić przy pomocy tych śmiesznych troczków, z których korzystali mugole. Piaskownica była pełna fantów, które przywozili ze swoich krótkich lub dłuższych wypraw za granice kraju, te spodnie były pamiątką jednej z takiej wycieczek. Może na co dzień nie pokazałaby się w czymś tak pstrokatym, jednak były całkiem wygodne jeśli chodzi o leżenie na kanapie i nie robienie niczego.
Dokumenty o zwierzętach przynajmniej nieco ją interesowały, nawet jeśli nie były to magiczne zwierzęta, jak się okazało można się było z nich dowiedzieć ciekawych faktów, zwłaszcza, że był to temat jej bliski od lat. Może nie do końca przemawiały do niej te sposoby w jaki mugole badali oceany, bo przecież byli w tym bardzo ograniczeni, ale podziwiała ich za to samozaparcie, jakoś zawsze umieli radzić sobie bez magii. Gdyby tylko wiedzieli, jak naprawdę wyglądał świat. Sama Yaxleyówna była skłonna nawet udać się na jakąś konferencję, aby posłuchać tych śmiesznych, starszych mężczyzn na żywo, gdy opowiadali o tym, co widzieli na własne oczy, nigdy jednak nie udało jej się zrealizować tego planu.
Było jej całkiem miło i przyjemnie, kiedy siedziała w jego ramionach na tej kanapie, wszystko wydawało się być właściwe, jak dawniej, gdyby nie to, że nawiedzały ją te wszystkie okropne myśli, których nie mogła się pozbyć, mimowolnie oparła głowę na ramieniu Roisa, chcąc znaleźć się jeszcze bliżej niego. Tak po prostu, bo na tym jej zależało tego wieczora, nie chciała czuć się samotna. Nie musieli rozmawiać, mogli milczeć, przynajmniej jak na razie.
- Muszą sobie jakoś radzić z tym wszystkim, a mają zdecydowanie mniej możliwości. - Nigdy nie zastanawiała się nad tym, jakby to było, gdyby ona nie miała w sobie magii. Ich rodzina posiadała ją od pokoleń, czy byłaby sobie w stanie poradzić w ich świecie? Pewnie tak, tam na pewno też potrzebowali myśliwych, w końcu mieli te swoje zwyczajne zwierzęta.
Przeniosła wzrok na ekran, wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. - Tak, są w Ameryce Południowej, to Zatoka Guanabara w Brazylii. - Przynajmniej tyle udało jej się wywnioskować.
- Lubię Amerykę Południową, można tam spotkać naprawdę interesujących ludzi, szczególnie w Puszczy Amazońskiej, mieszka tam wiele plemion, również tych magicznych, są oddaleni od cywilizacji, dzięki czemu ich magia jest zupełnie inna od tej naszej. - Zaliczyła kilka dłuższych wypraw w tamte regiony, nie sądziła jednak, że kiedyś jej się znudzą.
Usłyszała ciche kroki, niemalże niezauważalne uniosła więc wzrok, aby zobaczyć, kto jest sprawcą tego zamieszania. Psy leżały niedaleko kanapy, właściwie to już dawno spały, więc to musiał być kolejny członek ich tymczasowego stada. Ambroise wspomniał jej o kocie, ale jeszcze go nie widziała w Piaskownicy. Najwyraźniej nie przepadał za towarzystwem, w końcu zobaczyła zwierzę. Otworzyła szeroko oczy, bo nie do końca wierzyła w to w co się wpatrywała. Ten kot był różowy, jakim cudem? Dlaczego Roise wziął sobie różowego kota, znaczy dlaczego w ogóle wziął kota było chyba pierwszym pytaniem, które powinna zadać. Przeniosła wzrok na mężczyznę, patrzyła na niego dłuższą chwilę, nie chciała go urazić, o gustach się nie dyskutuje, czy coś, ale nie mogła się powstrzymać. - On jest różowy. - Stwierdziła fakt, jakby jeszcze nie zauważył, jak wygląda jego kot.