05.02.2023, 16:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.02.2023, 16:52 przez Mavelle Bones.)
Nazwisko wzywającej Brygadę kobiety było dość dobrze znane stróżom prawa – miała tendencję alarmowania, gdy wydarzyło się cokolwiek, co burzyło w jakikolwiek sposób odbiegało od codziennej rutyny. Tak jakby nikt nigdy nie mógł uznać, że wtedy i wtedy jednak zmieni rozkład dnia i zrobi coś zgoła innego. Zamiast, na ten przykład, pojawić się na herbacie.
- Jestem gotowa się założyć że Mariane znowu wymyśla jakieś bzdury – mruknęła do Erika, gdy zmierzali pod drzwi sąsiadki. To miejsce nie potrzebowało chyba jakiejkolwiek ochrony – zdawać się mogło, iż ta starsza kobieta wszystko widzi, wszystko wie, a alarm naprawdę wzbudzi każdy podejrzany ruch. Tak że… mieszkańcy mogli czuć się bezpiecznie?
Albo mieć serdecznie dość, że ktoś się wtrąca tam, gdzie zdecydowanie nie powinien.
- Ten za głośny, tamten nagle ma kota i z pewnością jest to animag, a tamta zawsze mieszkała sama i pojawił się u niej lokator. Tak, z pewnością to podejrzana sprawa, bo ludzie przecież nigdy nie poznają nowych ludzi, nie nawiązują relacji i nie podejmują decyzji, żeby zamieszkać razem. Albo żeby się wyprowadzić, zniknięcie też kiedyś zgłaszała i oskarżała Dorothy o to, że zamordowała swojego współlokatora – wyliczyła niemalże na jednym oddechu przypadki, które same praktycznie od razu się nasuwały na myśl, gdy wspominało się Mariane. Jak do tej pory, wszystkie zgłoszenia okazywały się totalną bzdurą i stratą czasu, który można było poświęcić na znacznie poważniejsze sprawy. Tyle że wysłuchać i tak trzeba było, może nawet pokręcić się wokół tego gabinetu – bo Bones raczej nie widziała włamywania się do niego, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie został niedobrowolnie opuszczony.
- Ale jak nie sprawdzimy, to jest gotowa tylko robić większy rejwach – dodała, kręcąc przy tym głową. No cóż poradzić, praca brygadzisty najwyraźniej nie zawsze polegała na tropieniu i aresztowaniu za przestępstwa, ale również i na dostarczaniu rozrywki starszym paniom.
Wzięła głęboki wdech, stając przed drzwiami Mariane. Zgłoszenie zgłoszeniem, wolała jednak osobiście kobietę przepytać i upewnić się, iż jej słowa pokrywają się z tym, co zostało im przekazane – a także jednocześnie w ten sposób jej zasygnalizować, że tak, jak najbardziej, nie ignorują obywatelskiej troski.
Stukanie. A po chwili – wąska szpara w drzwiach.
- Pani Mariane? My w sprawie tego zgłoszenia odnośnie pani Dolohov...
- No nareszcie, kogoś w końcu przysłali! Musicie znaleźć Annaleigh, ani chybi ją porwali! Albo została wmieszana w coś bardzo złego! – zaskrzeczała bardzo żywiołowo. Mav tylko spojrzała na Erika z miną, która nie wyrażała niczego.
- No dobrze, ale może tak od początku? Podobno pani słyszała jakichś mężczyzn…?
- Jestem gotowa się założyć że Mariane znowu wymyśla jakieś bzdury – mruknęła do Erika, gdy zmierzali pod drzwi sąsiadki. To miejsce nie potrzebowało chyba jakiejkolwiek ochrony – zdawać się mogło, iż ta starsza kobieta wszystko widzi, wszystko wie, a alarm naprawdę wzbudzi każdy podejrzany ruch. Tak że… mieszkańcy mogli czuć się bezpiecznie?
Albo mieć serdecznie dość, że ktoś się wtrąca tam, gdzie zdecydowanie nie powinien.
- Ten za głośny, tamten nagle ma kota i z pewnością jest to animag, a tamta zawsze mieszkała sama i pojawił się u niej lokator. Tak, z pewnością to podejrzana sprawa, bo ludzie przecież nigdy nie poznają nowych ludzi, nie nawiązują relacji i nie podejmują decyzji, żeby zamieszkać razem. Albo żeby się wyprowadzić, zniknięcie też kiedyś zgłaszała i oskarżała Dorothy o to, że zamordowała swojego współlokatora – wyliczyła niemalże na jednym oddechu przypadki, które same praktycznie od razu się nasuwały na myśl, gdy wspominało się Mariane. Jak do tej pory, wszystkie zgłoszenia okazywały się totalną bzdurą i stratą czasu, który można było poświęcić na znacznie poważniejsze sprawy. Tyle że wysłuchać i tak trzeba było, może nawet pokręcić się wokół tego gabinetu – bo Bones raczej nie widziała włamywania się do niego, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie został niedobrowolnie opuszczony.
- Ale jak nie sprawdzimy, to jest gotowa tylko robić większy rejwach – dodała, kręcąc przy tym głową. No cóż poradzić, praca brygadzisty najwyraźniej nie zawsze polegała na tropieniu i aresztowaniu za przestępstwa, ale również i na dostarczaniu rozrywki starszym paniom.
Wzięła głęboki wdech, stając przed drzwiami Mariane. Zgłoszenie zgłoszeniem, wolała jednak osobiście kobietę przepytać i upewnić się, iż jej słowa pokrywają się z tym, co zostało im przekazane – a także jednocześnie w ten sposób jej zasygnalizować, że tak, jak najbardziej, nie ignorują obywatelskiej troski.
Stukanie. A po chwili – wąska szpara w drzwiach.
- Pani Mariane? My w sprawie tego zgłoszenia odnośnie pani Dolohov...
- No nareszcie, kogoś w końcu przysłali! Musicie znaleźć Annaleigh, ani chybi ją porwali! Albo została wmieszana w coś bardzo złego! – zaskrzeczała bardzo żywiołowo. Mav tylko spojrzała na Erika z miną, która nie wyrażała niczego.
- No dobrze, ale może tak od początku? Podobno pani słyszała jakichś mężczyzn…?
406