Słowo "kobieta" nigdy bardziej nie pasowała do jego ciała niż kiedy zobaczył je oczami Flynna. Nagle wszystkie te określenia, jakimi opisywał go Flint, przestawały być dziwne. Nie powinien był kręcić na nie głową - nagle rozumiał. Jak niewiele potrzeba było, prawda? Jedna odpowiednia perspektywa. Cały świat nie mógł się mylić, skoro jedna osoba mówiła o maskach i wymuszonych standardach męskości, a druga mówiła do ciebie wprost per "ona". Mimo tych skojarzeń Flynna z kobietą (nie tylko w tym momencie) - to z psem było o wiele bardziej trafne. Aż się prosiło o skuteczne zaklęcie transmutacji, które dorobi mu ogon i zacznie nim merdać na boki. Dokładnie jak Duma przed wyjściem na plażę.
Twoja. Te wyznania smakowały zupełnie inaczej w tym ciele. Albo i nie? Może tam też tak smakowały, przecież słowa Flynna potrafiły go rozpieszczać aż nazbyt skutecznie. To jedno słowo "twój", tak jak siedem liter "kocham cię" wybuchały tutaj jak gazowe olbrzymy w tym bezgranicznym granacie nieba. Zachwycały swoim wybuchem. Pięknem w tym akcie. Tutaj nie było tylko zniszczenia. Bo... Nie było, prawda? A mimo to zaraz usłyszał o byciu słodkim znowu i w pierwszej reakcji chciał... Przepraszać. Był słodki teraz, a wcześniej był... Okropny. Czuł, że zaciągnął względem tego człowieka jakiś dług wobec słów, które potrafiły ciąć jak nóż. I może nożem nadal nie potrafiłby się posługiwać, ale cięcie słowem wcale nie było mu tak obce, jakby chciał. Słowo "przepraszam" jednak nie padło. Zamiast tego był pogłębiony uśmiech.
- Nie mógłby mi nie wrócić widząc, że tym razem bardzo dosłownie stajesz na głowie żeby mi pomóc. - Różne sytuacje mogły się między nimi zdarzać, ale czasami Flynn robił dla niego aż za dużo. Bardzo szybko stał się wygodną podporą. Podporą, której potrzebował tak samo mocno jak powietrza. Znowu się zaśmiał, tak ciepło, widząc ten charakterystyczny gest pawiego oczka. Takiego chyba jeszcze nie widział ze strony Edgar. Albo przynajmniej nie tak w trakcie flirtu. A może..? Wymiótł to bzdurne zastanowienie ze swojej głowy. - Przeszło mi to przez myśl, nie ukrywam. - Odparł z rozbawieniem. Teraz to ciało... Jakoś nie wydawało mu się aż tak odstręczające. A na czym polegała różnica? Tego nie wiedział.
Z ciekawością postawił kroki za nim. Do tego lustra w łazience. Nie przerywał tych oględzin swoim słowem, ale teraz rozumiał aż za dobrze. Mógł nie wiedzieć, być skołowany do nieludzkiego stopnia, ale to, co mógł zobaczyć zostanie już z nim. Tylko co chciałby zobaczyć najbardziej? Jaką scenerię? Czy teraz swoim śpiewem bym w stanie wywołać halucynacje? Wtedy mógłby mu pokazać wszystko. Na razie to "wszystko", czego potrzebował, to obserwacja jak znika czerwień ze skóry. Cały ten czas czekał, aż Flynn skończy.
W końcu się ruszył, żeby go objąć i odwrócić przodem do siebie. Ujmując jego dłoń dokładnie tak, jak czynił to z damami zapraszanymi do tańca. Zabił dystans między nimi, bo przysunął się bliżej.
- Flynn. Kocham cię. - Nie, jakoś nie był przekonany, że to słowo mogło brzmieć mniej słodko. - Chcę, żebyś był szczęśliwy. Uszczęśliwiasz mnie. - Każdy człowiek zasługiwał na swoje szczęśliwe zakończenie, co? Jakże smutne, że na Flynna czekało jedno bardzo nieszczęśliwe, a życzenia Laurenta były jak zwykle tylko pobożnymi życzeniami. Teraz to on spojrzał na te usta. Czy chciał badać te dzikie zakamarki kichania własnego ciała? Już czuł tę namiastkę podniecenia szepczącą o tym, że tak, taaak! Ale psychika nadal mówiła mu: nie. Pochyli się, żeby pocałować usta Flynna. Teraz pewnie słonawe od potu. Miękkie. Nie smakował jak Flynn. W ogóle nie były podobne Flynnowi. - Powiedz mi... Czy jest coś, co chciałbyś zobaczyć? - Wiele czau nie mieli. Szczególnie, że możliwości były ograniczone. Chyba że poprosiłby Migotka o teleportowanie ich po kraju...