03.02.2025, 16:24 ✶
– Przyszedłem następnego dnia i od razu musiałem przeciskać się po ścianach i ganiać ghule, ale przypomnij mi, abym następnym razem trzymał kciuki za ciebie w zakładach z drogim Morphym – powiedział uśmiechając się na tę myśl. W pierwszej chwili chciał nawet oferować pomoc w wyborze stroju, ale uznał, że w tym wyjątkowym przypadku lepiej będzie zdać się na gust Moody.
Jonathan przez chwilę milczał, wciąż wpatrując się intensywnie w płatki róży, unoszące się pomiędzy kostkami lodu na tafli zaróżowionej wody z bąbelkami. No cóż... Najwyraźniej nie ukrywał wystarczająco dobrze, że coś go dręczyło, ale... Czy byłby gotowy powiedzieć o tym Millie? Lubił ją, oczywiście, ale czarownica wydawała mu się ostatnią osobą, która potrafiłaby udzielić mu sensownych porad, tylko że z drugiej strony... Czy przypadkiem zmiana perspektywy nie byłaby dla niego dobra? Westchnął cicho i wrócił spojrzeniem do kobiety.
– Mildred, po pierwsze proszę cię mów z szacunkiem o mojej drogiej przyjaciółce i matce mojego chrześniaka. Po drugie nie po to zaplanowałem wraz z nią najznamienitsze wesele z twistem w historii magicznej socjety tego kraju, aby ktoś potem mówił, że to ona mnie wystawiła. To był wspólny plan, a mowa która wygłosiłem, jasno to sugerujacą, zapisała się w kanonie przemów magicznych, więc proszę cię moja droga, poproś Morphy'ego o jakiś wykład że sprawach społecznych, skoro jest Ci nie znana. A po trzecie... – Westchnął cicho i dźgnął płatek róży swoją rurką tylko po to, aby wiedziony dziwnymi wyrzutami sumienia, od razu upewnić się, że jednak nic mu nie było. – Rzeczywiście mam pewne... Zmartwienie natury miłosnej, ale... Ale skupmy się najpierw na tobie!
Nie pozwolil wyciągnąć od siebie na razie nic więcej. Po prostu przy każdym z imion, zapisywał krótką notatkę, tak aby mieć jasny pogląd na te sytuacje.
Pies – Miły, ale jak brat. Chodzący ideał. Wyznacza standardy.
Małpa – Absolutnie nie. Ogolił jej głowę.
– Nie wiem Millie czy wiem o co ci chodzi, ale myślę, że mogę ci znaleźć ładne kobiece garnitury, jeśli tak ci będzie lepiej – odpowiedział, robiąc też notatkę o namiarach na krawca.
Co dalej?
Paw – sensowny kandydat i chyba zna się na modzie.
– Niektóre muzy trwaja wiecznie – dodał, uznając że może to był jakoś trop dla czarownicy.
Kociak – Miły, kumpel, za szybko chce ślubu
– A gdyby odwieść go od ślubu? – zasugerował, przyglądając się swojej liście, próbując rozszyfrować o kogo mogło chodzić. – Chyba że to jakiś przekręt. Może jego rodzina ma długi i musi szybko się ożenić bo... Sam nie wiem. Albo ktoś go ściga? Nie ma przypadkiem na nazwisko Prewett? Prewettom nie można ufać w przekrętach i miłości. Moja kuzynka to przerabiała.
Wąż – romantyk ale mówi wierszem. Pewnie zaraz wyruszy na żeglugę.
Jonathan zmarszczył brwi.
– Ale... Mówi wierszem cały czas? – Niepokojące.
Kogut – Zabawny, normalny, gej.
– Jesteś pewna? Wiesz, czyjeś zainteresowania mogą być... Rozległe. – Nie wyglądało to dobrze.
Pająk...
Miał zacząć notować, ale przerwał i spojrzał na nią poważnie.
– Nie rób sobie tego Millie. Nie umawiał się z kimś kto cię uzależnia w ten sposób, że jesteś gotowa zignorować wszystkie czerwone chorągiewki.
Ale przecież on nie ignorował wszystkich czerwonych chorągiewek. Jean nie był taki kiedy się poznali. Jean troszczył się o niego. Nikt nigdy wcześniej i pewnie później nie oddałby mu się z taką troską, jak on kiedy siedział przy nim w chorobie dopiero na początku ich związku. Jak miał ignorować coś czego nie było?
– Dla mnie też – poprosił kelnerkę, czując nagła potrzebę aby wypalić rosnące w jego klatce piersiowej uczucie. – No dobrze Millie. Może zadam przewrotne pytanie. Którym osobom z tej listy byłabyś w stanie powiedzieć kiedyś, że miałaś takie oroblemy? Być szczera odnośnie swojej historii miłosnej wiedząc, że zazdrość będzie jedynie zdrowa i nie potrwa długo.
Jonathan przez chwilę milczał, wciąż wpatrując się intensywnie w płatki róży, unoszące się pomiędzy kostkami lodu na tafli zaróżowionej wody z bąbelkami. No cóż... Najwyraźniej nie ukrywał wystarczająco dobrze, że coś go dręczyło, ale... Czy byłby gotowy powiedzieć o tym Millie? Lubił ją, oczywiście, ale czarownica wydawała mu się ostatnią osobą, która potrafiłaby udzielić mu sensownych porad, tylko że z drugiej strony... Czy przypadkiem zmiana perspektywy nie byłaby dla niego dobra? Westchnął cicho i wrócił spojrzeniem do kobiety.
– Mildred, po pierwsze proszę cię mów z szacunkiem o mojej drogiej przyjaciółce i matce mojego chrześniaka. Po drugie nie po to zaplanowałem wraz z nią najznamienitsze wesele z twistem w historii magicznej socjety tego kraju, aby ktoś potem mówił, że to ona mnie wystawiła. To był wspólny plan, a mowa która wygłosiłem, jasno to sugerujacą, zapisała się w kanonie przemów magicznych, więc proszę cię moja droga, poproś Morphy'ego o jakiś wykład że sprawach społecznych, skoro jest Ci nie znana. A po trzecie... – Westchnął cicho i dźgnął płatek róży swoją rurką tylko po to, aby wiedziony dziwnymi wyrzutami sumienia, od razu upewnić się, że jednak nic mu nie było. – Rzeczywiście mam pewne... Zmartwienie natury miłosnej, ale... Ale skupmy się najpierw na tobie!
Nie pozwolil wyciągnąć od siebie na razie nic więcej. Po prostu przy każdym z imion, zapisywał krótką notatkę, tak aby mieć jasny pogląd na te sytuacje.
Pies – Miły, ale jak brat. Chodzący ideał. Wyznacza standardy.
Małpa – Absolutnie nie. Ogolił jej głowę.
– Nie wiem Millie czy wiem o co ci chodzi, ale myślę, że mogę ci znaleźć ładne kobiece garnitury, jeśli tak ci będzie lepiej – odpowiedział, robiąc też notatkę o namiarach na krawca.
Co dalej?
Paw – sensowny kandydat i chyba zna się na modzie.
– Niektóre muzy trwaja wiecznie – dodał, uznając że może to był jakoś trop dla czarownicy.
Kociak – Miły, kumpel, za szybko chce ślubu
– A gdyby odwieść go od ślubu? – zasugerował, przyglądając się swojej liście, próbując rozszyfrować o kogo mogło chodzić. – Chyba że to jakiś przekręt. Może jego rodzina ma długi i musi szybko się ożenić bo... Sam nie wiem. Albo ktoś go ściga? Nie ma przypadkiem na nazwisko Prewett? Prewettom nie można ufać w przekrętach i miłości. Moja kuzynka to przerabiała.
Wąż – romantyk ale mówi wierszem. Pewnie zaraz wyruszy na żeglugę.
Jonathan zmarszczył brwi.
– Ale... Mówi wierszem cały czas? – Niepokojące.
Kogut – Zabawny, normalny, gej.
– Jesteś pewna? Wiesz, czyjeś zainteresowania mogą być... Rozległe. – Nie wyglądało to dobrze.
Pająk...
Miał zacząć notować, ale przerwał i spojrzał na nią poważnie.
– Nie rób sobie tego Millie. Nie umawiał się z kimś kto cię uzależnia w ten sposób, że jesteś gotowa zignorować wszystkie czerwone chorągiewki.
Ale przecież on nie ignorował wszystkich czerwonych chorągiewek. Jean nie był taki kiedy się poznali. Jean troszczył się o niego. Nikt nigdy wcześniej i pewnie później nie oddałby mu się z taką troską, jak on kiedy siedział przy nim w chorobie dopiero na początku ich związku. Jak miał ignorować coś czego nie było?
– Dla mnie też – poprosił kelnerkę, czując nagła potrzebę aby wypalić rosnące w jego klatce piersiowej uczucie. – No dobrze Millie. Może zadam przewrotne pytanie. Którym osobom z tej listy byłabyś w stanie powiedzieć kiedyś, że miałaś takie oroblemy? Być szczera odnośnie swojej historii miłosnej wiedząc, że zazdrość będzie jedynie zdrowa i nie potrwa długo.