Lista była w jego głowie, ale była też zapisana w jego dzienniku. Notatniku. Brudnopisie? Jak zwał, tak zwał. Punkt wspólny - Laurent w tych niewielkich notatnikach, które przy sobie nosił, zapisywał wszystko, co tylko uznał za potrzebne. I tak też tkwiły zapiski dotyczące osoby, którą Olivia znała. Bardzo dobrze? Nieee, raczej nie. Ale znała. I teraz właśnie pomagała powybierać dla niego prezenty. Dla Laurenta zresztą też, bo czarodziej rzeczywiście "nagle" zainteresował się światem mugoli. Zawsze był go ciekaw, ale ta ciekawość była mocno ograniczona. Głównie strachem. Przecież zresztą było tyle tematów w świecie magii do eksploracji - więc sięganie do tego świata mugolskiego leżało na dalekim planie Leżało. Czas przeszły, tak? Bo przecież właśnie ruszali na podbój mugolskiego świata.
Olivii nie zamierzał żałować niczego, tak samo nie zamierzał tego robić z komplementami. ALE! Zawsze było jakieś "ale". Na przykład - zupełne rozkojarzenie światem. Wydarzeniami. Problemami. Zachłyśnięcie się miłością, na którą się sobie pozwalało. Wstydliwość okazywania uczuć nie była obca Laurentowi, nie była też obca Olivii, która miała też się okazję przekonać, że blondyn unikał raczej wylewnego okazywania czułości publicznie. Jego myśli nie cofały się do punktu, gdzie się rozeszli, ale za to często wracał do tych dobrych chwil, jakie razem spędzili. I do tej pozytywki, której dźwięk lubił. Mieli okazję przenieść się do dawnych lat, które echem przylgnęły do ich duszy przez wspomnienia, a potem mieli okazję podzielić między sobą teraźniejszość przez dźwięk innej pozytywki.
- Jesteś bardzo dzielna. - Brzmiało banalnie? Ale powiedział to z całym podziwem i ciepłem swojego serca. Spoglądał na nią z adoracją dla wyzwania, jakiego się podjęła. Z umiłowaniem dla tego, że postanowiła zawalczyć o własne zdrowie. - Walka z uzależnieniami nie są prostą sprawą. Nikotyna potrafi dawać ułudne wrażenie ulgi. I prowadzić do przykrych konsekwencji zdrowotnych. - Proszę bardzo - oto ona. Uśmiechnięta, zamieniająca na... to coś. Cukierki? Wsunął je do ust, trochę z zawahaniem w pierwszym przyciągnięciu ręki do siebie. Bo przecież każdy gest miał być idealny, ale... ale to zwykłe cukierki. Nie mugolski wymysł, jakiego się spodziewał. - Te słodkości, które robisz... uszczęśliwiają jeszcze kogoś poza mną. Jestem wdzięczny, że ostatnio przysłałaś dwa kawałki ciasta. - Bo byłoby bardzo nie na miejscu, gdyby swoją porcję oddał Flynnowi z tego, co Olivia przygotowała! Zresztą... przygotowała to DLA NIEGO, więc chciał się przekonać, jak rozwinęła się jego przyjaciółka.
Kiwał głową, słuchając z uwagą tej małej opowieści o mugolskim świecie. Chłonąc ciekawostki od tej pięknej, promiennej kobiety o skrywanym rasizmie gdzieś w głębi siebie. Ciekawość i nienawiść, akceptacja i odpychanie - zaprzeczenia tańczyły w człowieku i układały nas na nowo.
- M...mete-rem? - Czy on to w ogóle dobrze powtórzył? Chyba nie? Spojrzał na nią z niepewnością. I o ile nie bał się poprawienia, wdrożenia nowego słowa po popełnionym błędzie. Bał się za to zrobienia z siebie kretyna. Śmiechu, kpin. Olivia nigdy go czymś takim nie potraktowała, dlatego w ogóle sobie pozwalał na to powtórzenie w tej ułomnej formie. To było w nim większe niż spojrzenie tylko na jedną osobę. Głębsze niż zaufanie, którym chciał się dzielić z osobami jak Olivia. - Bardzo chętnie się przejadę tym... co to jest? - Czym? Koniem jakimś? Samochodem? Może to w ogóle jakiś inny wynalazek? - O-ooch... - Zarumienił się. - Chciałem sprawić prezent mojemu... partnerowi. - Zgrywanie niewiniątka i specjalnego aniołka niekoniecznie miało sens przy Olivii, która znała go całkiem dobrze. Ale mogła zobaczyć, że to nie była gra. Ten mały uśmiech, niepewny, ten rumieniec, ten niepewny gest palcami, które właśnie zagarniały kosmyki włosów z karku.