04.02.2025, 01:13 ✶
Cóż to niby miało do poezji?
- I z czym ten Lord Byron rymuje słowo „zajebiście”? - Zażartował, bo miał w sobie dużo z obrazoburcy i jego umysł zadziałał instynktownie. Zapewne niepotrzebnie, ale nie do końca umiał się powstrzymać póki nie zaczęło robić mu się ciepło. Wystarczyła krótka chwila żeby przypomnieć sobie dobitnie, jak szaleńczo potrafił działać w jego obecności. - Ta...? - Każdy fragment jego ciała? - Myślałem od jakiegoś czasu nad nowym tatuażem. Nad czymś, co zasłoni napis na tym sercu, żebyś nie musiał na niego patrzeć. Miał być statek, morze, ale... Sam nie jestem pewien. Może jakieś kwiaty, które lubisz... Chcę żebyś się na niego gapił. - Przesunął jego dłońmi na swoją klatkę piersiową, oczywiście pustą jak czyste płótno, bo to ciało miało tylko jeden, delikatny tatuaż - detal... Nikt nie wysmarował go tymi wszystkimi bazgrołami, od których miał czuć się groźniejszy. - Oh, myślałem o jeszcze jednym, ale niech to będzie niespodzianka. - Bo coś musiało zostać niespodzianką. Zawsze musiał zaskakiwać, zawsze musiał przypominać o tym, że był sobą - że było warto trzymać go blisko, bo nie znajdzie się przecież nigdy nikogo tak intensywnego jak Crow.
Laurent wydmuchał ciepłe powietrze w jego skórę, a on próbował go nabrać i się nim lekko zachłysnął. Ale to nie były już problemy z oddechem, on... Jęknął? Sam już nie wiedział. Ogarniało go ciepło. Obrazek zamknięty w tej ramce lusterka nad zlewem wydawał mi się coraz bardziej niepoprawny.
- Bierz je do siebie. Są twoje. - Wszystkie te obietnice i marzenia, cudy jakie mu sprzedawał, to wszystko miało jeden cel. Połączenie ich na zawsze, nawet jeżeli to na zawsze wydawało się ciągle takie odległe i nierealistyczne. - Czasami się zastanawiam... - Nie powinien tego mówić. Nie lubił o tym mówić. Nie lubił czynić się kimś tak podatnym na zranienie. Ale nie powinien też w świetle swoich ostatnich przemyśleń zabujać biodrami tak, żeby się o niego otrzeć, a i tak to zrobił. - Mhm... Jak to jest trzymać tyle rzeczy. To twoje ciało. Drugie też jest twoje. Moja dusza też postanowiła być twoja. Stoimy w twoim domu, w miejscu, które zbudowałeś. - Chyba nigdy mu tego nie mówił. Nie opowiadał mu o tym, że mu się to podobało? Nazywał go panem zarządcą. I zadawał mu jakieś pytania, ale nigdy się przecież nie wyglądał o powtarzającym się pragnieniu wejścia do jego głowy i rozpracowania jej. I o tej palącej potrzebie, żeby tylko on mógł to zrobić. Nikt więcej, nigdy. - Jak to jest? I gdzie sięgniesz po tym czym teraz się zajmujesz? Będziesz mnie chciał... Dalej mieć przy sobie? - Teraz dopiero poczuł się nagi. Przełknął ślinę. Nagość ciała była przy tym absolutnie niczym. Siła jego głosu już kompletnie umarła. Szept musiał brzmieć przy tym jak krzyk. - Tak... ale chyba nie w ten sposób, którego teraz chcesz.
- I z czym ten Lord Byron rymuje słowo „zajebiście”? - Zażartował, bo miał w sobie dużo z obrazoburcy i jego umysł zadziałał instynktownie. Zapewne niepotrzebnie, ale nie do końca umiał się powstrzymać póki nie zaczęło robić mu się ciepło. Wystarczyła krótka chwila żeby przypomnieć sobie dobitnie, jak szaleńczo potrafił działać w jego obecności. - Ta...? - Każdy fragment jego ciała? - Myślałem od jakiegoś czasu nad nowym tatuażem. Nad czymś, co zasłoni napis na tym sercu, żebyś nie musiał na niego patrzeć. Miał być statek, morze, ale... Sam nie jestem pewien. Może jakieś kwiaty, które lubisz... Chcę żebyś się na niego gapił. - Przesunął jego dłońmi na swoją klatkę piersiową, oczywiście pustą jak czyste płótno, bo to ciało miało tylko jeden, delikatny tatuaż - detal... Nikt nie wysmarował go tymi wszystkimi bazgrołami, od których miał czuć się groźniejszy. - Oh, myślałem o jeszcze jednym, ale niech to będzie niespodzianka. - Bo coś musiało zostać niespodzianką. Zawsze musiał zaskakiwać, zawsze musiał przypominać o tym, że był sobą - że było warto trzymać go blisko, bo nie znajdzie się przecież nigdy nikogo tak intensywnego jak Crow.
Laurent wydmuchał ciepłe powietrze w jego skórę, a on próbował go nabrać i się nim lekko zachłysnął. Ale to nie były już problemy z oddechem, on... Jęknął? Sam już nie wiedział. Ogarniało go ciepło. Obrazek zamknięty w tej ramce lusterka nad zlewem wydawał mi się coraz bardziej niepoprawny.
- Bierz je do siebie. Są twoje. - Wszystkie te obietnice i marzenia, cudy jakie mu sprzedawał, to wszystko miało jeden cel. Połączenie ich na zawsze, nawet jeżeli to na zawsze wydawało się ciągle takie odległe i nierealistyczne. - Czasami się zastanawiam... - Nie powinien tego mówić. Nie lubił o tym mówić. Nie lubił czynić się kimś tak podatnym na zranienie. Ale nie powinien też w świetle swoich ostatnich przemyśleń zabujać biodrami tak, żeby się o niego otrzeć, a i tak to zrobił. - Mhm... Jak to jest trzymać tyle rzeczy. To twoje ciało. Drugie też jest twoje. Moja dusza też postanowiła być twoja. Stoimy w twoim domu, w miejscu, które zbudowałeś. - Chyba nigdy mu tego nie mówił. Nie opowiadał mu o tym, że mu się to podobało? Nazywał go panem zarządcą. I zadawał mu jakieś pytania, ale nigdy się przecież nie wyglądał o powtarzającym się pragnieniu wejścia do jego głowy i rozpracowania jej. I o tej palącej potrzebie, żeby tylko on mógł to zrobić. Nikt więcej, nigdy. - Jak to jest? I gdzie sięgniesz po tym czym teraz się zajmujesz? Będziesz mnie chciał... Dalej mieć przy sobie? - Teraz dopiero poczuł się nagi. Przełknął ślinę. Nagość ciała była przy tym absolutnie niczym. Siła jego głosu już kompletnie umarła. Szept musiał brzmieć przy tym jak krzyk. - Tak... ale chyba nie w ten sposób, którego teraz chcesz.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.