- Pewnie z imieniem "Flynn". - Sztuka musiała być grzeczna, żeby była sztuką? Nie. Nie musiała być nawet pozbawiona wulgarności. Poezja była tam, gdzie dusza zaczynała tańczyć, chociaż nie słyszymy muzyki. Gdzie słyszysz kolory, chociaż ich nie widzisz. Kiedy pobudzała i sprawiała, że serce drżało jak nogi dziewicy pragnącej spełnienia. Flynn był wulgarny. A jakoś tak samo pięknie brzmiały jego malownicze opisy, jak peony do Julii z dramatu Szekspira. - Morze? Nie. Byłbym wtedy naprawdę zazdrosny. - Bardziej niż o Fontaine, której widok imienia może i nie był najmilszy, ale był częścią jego hisotiri. Kiedy Flynn mówił, to on korzystał - muskał kolejne fragmenty jego skóry wargami na szyi, barkach i ramionach. Te plany, którymi zachwycił się Flynn, te rumieńce - kiepsko były widoczne dla niego. Ledwo cienie wstępujące na policzki. - Ja mam świetny pomysł - wytatuuj swoją twarz. Brązowe oczy jak pnie angielskich dębów. Ciepłe, ale zaciemnione przez intensywność doznań. Zamyślone od prowadzenia kolejnych planów nad nowymi mechanizmami. - Oczy. Zwierciadła duszy. Akurat z tym tatuażem żartował, dlatego jego głos zabarwiony był śmiechem. O reszcie powiedział już całkiem poważnie. Uwielbiał jego oczy.
- Wziąłem. I oczekuję ich spełnienia. A zbieram je jak perły - zachłannie, na stosie kładąc największą i najpiękniejszą z nich. - Czyli którą? Która z obietnic była tą najbardziej wartościową?
Trzymał dłonie na poziomie jego klatki piersiowej - tam, gdzie przesunął jego rękę Flynn. Gdzie powinien się znajdować malunek Fontaine. Czy było mu źle z tymi tatuażami? Bolało, kiedy na nie patrzył i wspominał? A może właśnie cieszył się wtedy z tego, co ma? Że przetrwał? Jak karaluch. Nie, coś mądrzejszego... Szczur z kanałów. Myszka. Dłonie szybki zmieniły swój punkt oparcia na jego biodra i przytrzymał je przy sobie. Przesunął dłonie wzdłuż linii bioder do przodu, szukając palcami pachwiny.
Wędrówka z pytaniem, które go naprawdę zastanowiło. Ale nie ten fragment, który wydawał mi się interesować Flynna najbardziej.
- Jak to jest być Laurentem Prewettem? Czy jak to jest nie potrafić się zatrzymać i cieszyć się tym, co się już ma, tylko ciągle chcieć tworzyć więcej, więcej, więcej... - A może jedno i drugie? Zaczynał się obawiać, że jeszcze moment a nie będzie mógł się skupić na mówieniu. - Będę cię pragnął przy swoim boku, bo z tobą nagle wszystko staje się bardziej możliwe. Będę cię chciał, pragnął i potrzebował. Twojego sprytu, pomysłowości i czułości. Twojego bystrego obserwowania moich zachowań, żeby przygotować mi ubranie, bo wtedy mogę chwilę dłużej pospać. Twojej uwagi, kiedy zaczynam gadać o wszystkim i o niczym. Twojej akceptacji dla rzeczy, których wstydzę się najbardziej. Twojego gorąca i twojej siły. Twojej delikatności i twojego charakterku. Widzę cię, Flynn. Widzę, co dla mnie robisz. Jakim byłbym głupcem, gdybym tego wszystkiego nie chciał.