04.02.2025, 15:38 ✶
(Spóźniona) odpowiedź na ten list.
Londyn, 31.08.1972
Droga Lorien,nie kłopocz się i nie przepraszaj, żadnych uraz wobec Ciebie nie żywię. W tym trudnym czasie winnaś otrzymać wszelką pomoc i opiekę, której to członkowie rodu Mulciber niechlubnie Ci odmówili. Rada jestem z wieści, że jeden choć, Alexander, dał Ci dowody przyjaźni i podjął się próby zadośćuczynienia za zniewagę w Ciebie wymierzoną. Nic jej jednakże nie zmyje, mam tego świadomość.
Postępowanie Richarda pohańbia całą rodzinę. Ogarnia mnie głęboki wstyd, gdy czytam, że wnuki moje zdolne są do podobnych afrontów. Racz jednak ważyć na tę okoliczność, że nigdy nie miałam nadmiernego wpływu na wychowanie ni Roberta, ni Richarda. Nie reprezentują oni zasad, jakim hołduję — dokonale wiesz, ile wartym jest dla mnie honor. Zawsze stać będę na stanowisku, że wdowom, żonom, matkom — kobietom — należne są najwyższy szacunek i cześć właściwe ich godności. Mężczyzna, który kobietę z onej czci obdziera, zasługuje na stanowcze potępienie. Nie ma usprawiedliwienia dla tak obrzydliwego czynu wymierzonego w kobietę w żałobie.
Przyjmij z rąk moich przeprosiny, bo choć nie sprawowałam nad bliźniakami nigdy pieczy, obaj to krew z mojej krwi i za te krew biorę odpowiedzialność.
Nie bez zdziwienia przyjmuję, że najbardziej prawym spośród Mulciberów okazał się akurat Alexander. Nie brak mu przywar, nie zawsze pochwalam kierunki jego działań — wprost przeciwnie — lecz z ulgą dowiaduję się, że zdolny jest do kroków słusznych w chwili próby. Przywraca to nadzieję w jego osobę; myśl, że może nie całkiem jest on stracony.
Piszę do Ciebie nie tylko jako babka, której przyniesiono wstyd, lecz również jako kobieta z Crouchów. Nie godzi się, aby tak traktować przedstawicielki dumnego rodu mojej matki. To potwarz nie tylko w Twoim kierunku, ale i w kierunku wszystkich ojców i matek, bratci i sióstr tego domu.
Żal ściska serce i gniew ogarnia ducha, gdy patrzy się na to, do czego sprowadziło się niegdyś szanowane nazwisko Mulciber. Piszę to do Ciebie w najwyższej poufałości, miej na to baczenie. Bękarty, tak, lecz nie tylko. Zatrważająca to mozaika głupców, tchórzy i sierot. Dawno posypała się fasada domu i bywa, że sama jak głupiec czuję się, próbując ją odbudowywać. Ima się mnie powoli obawa, że roztoczonej wokół nas infamii nie zamaże już nic.
[W trakcie czytania powyższy paragraf bladł bezpowrotnie na oczach Lorien.]
Miła przyjaciółko, nazwisko jest Twoje, jako i wszelkie prawa wdowie należne. Nie godzę się na naruszanie i podważanie Twojej pozycji. Pociechą byłoby widzieć wśród nas więcej Tobie podobnych. Choć obawiam się, że wówczas Mulciberowie nazywaliby się zwyczajnie Crouchami.
Możesz liczyć na pomoc moją w doprowadzeniu do wymierzenia sprawiedliwości. O jedno tylko proszę: procesujmy się w ciszy. Chcę, aby odbyło się to z dala od gazet. Nie trzeba więcej skandalu wokół nazwiska. Gryzipiórków z rzadka interesują zawiłości genealogiczne, liczy się im ino, że wybrzmi Mulciber, rozgłos więc będzie szkodą dla nas wszystkich. Lorien, obiecuję Ci, że kara będzie surowa, a zadośćuczynienie satysfakcjonujące, lecz uczyń tę jedną kurtuazję, nie Richardowi, a mnie. Niech to odbędzie się za zamkniętymi drzwiami, a otrzymasz pełne moje poparcie. Rzekłabym: stanę u Twego boku pro bono, lecz właściwszym będzie tu pro domo sua. Tyczy się ta kwestia honoru nie jednej nawet, a dwóch rodzin moich; poczuwam się tym samym do obowiązku naprawienia krzywd, jakich doznałaś z ręki swego szwagra.
Spotkamy się, gdy tylko będziesz na to gotowa.
Jak zawsze Tobie przychylna
Philomena Mulciber
głosujcie na mnie, bo nie macie innego wyjścia