Mimo tego, że Ambroise opierał jej się przez lata Figgówna wyczuwała nadzieję, że skończy się jej zła passa. Miała wrażenie, że jest to ten dzień, gdy w końcu jej gadanie przyniesie jakiś sens. Nie wiedzieć czemu nie zakładała, że może być inaczej, była raczej pewna swego. Zwłaszcza, że udało jej się przyciągnąć Greengrassa do azylu, a od tego już był naprawdę bardzo drobny krok do tego, aby wyszedł z tego miejsca z kotem. Mało kto tak robił. Gdy przekraczali próg tego miejsca przepadali. Tak to już działało, nie sądziła, że mogłoby być inaczej i że magia azylu nie zadziała i tym razem.
- Nie wierzysz mi na słowo, jasne, oczywiście, powinnam się spodziewać, że nie obejdzie się bez demonstracji. - Nie ma szans, żeby sięgnęła do jego zada kolanem, nawet się nie łudziła, że to kiedykolwiek mogłoby się wydarzyć, ale chciała go nastraszyć - ta, jasne. Landrynka była najstraszniejszą osobą na świecie... Zdarzały się oczywiście takie momenty, gdy potrafiła zrobić poważna minę i skarcić w odpowiedni sposób ludzi w swoim otoczeniu, ale to nie był jeden z tych momentów.
- Jeśli się przy tym zabiję, to ty przekażesz tę informację mojej córce. Powiesz jej, że podpuściłeś do tego jej matkę i przez Ciebie została sierotą, pasuje? - Nie ma się, co oszukiwać. Norka nie była szczególnie zwinna, wręcz przeciwnie, w jej przypadku niemalże każdy ruch wiązał się z ryzykiem wywalenia się na twarz, co dopiero takie dziwne akrobacje o których mówił. Na pewno by się przy tym przewróciła na twarz, nie było nawet innej opcji. Była o tym święcie przekonana.
Spoglądała na mężczyznę, nie do końca wiedziała, jak niby ma mu pomóc, a chyba tego właśnie potrzebował, chociaż, czy na pewno? Kotka zdecydowanie nie potrzebowała pomocy, bo całkiem wygodnie owinęła mu się wokół jego szyi, to był całkiem uroczy widok, ten słodki, różowiutki kotek na ramionach tego wielkiego typa. Uśmiechnęła się sama do siebie, gdy na nich patrzyła, na pewno szybko nie pozbędzie się tego widoku z głowy.
- Słodko razem wyglądacie. - Oczywiście nie mogła powstrzymać się przed komentarzem. Nie sądziła, że Greengrassowi akurat zależy na tym, żeby słodko wyglądać... ale takie były fakty.
- Ona wygląda, jakby już znalazła swoje miejsce docelowe, nie sądzę, że szybko będzie chciała je zmienić. - Dodała jeszcze nie sądząc, że Ambroise zdawał sobie z tego sprawę, chyba powinien zacząć to robić.
- Możesz spróbować pójść z nią głębiej, ale gwarantuje Ci, że na pewno się jej nie pozbędziesz. - Tak, może to było trochę wymuszanie... ale czy się tym przejmowała, no nie, nie do końca.
- Weź ją po prostu do domu i będzie po problemie. - No, wtedy stanie się jego problemem, ale wydawało jej się, że jest w stanie sobie z nim poradzić.