Pierwszą osobą, która pojawiła się na miejscu był Erik, co było nawet budujące. Był jedną z najbliższych jej osób. Drgnęła jednak niepewnie, kiedy pojawił się tuż obok niej zupełnie niespodziewanie, dobrze, że nie pisnęła ze strachu. Nie znosiła teleportacji. - Na to wygląda, cieszę się, że Cię widzę.- Przytuliła go jeszcze szybko na przywitanie. Zastanawiała się, kto jeszcze się tu dzisiaj pojawi.
Chwilę później dołączył do nich Giovanni - nie znała go. Kiwnęła mu głową na przywitanie. - Oby sprzyjała, w razie niedogodności zabrałam termos z herbatą, żebyśmy mogli się rozgrzać. - Poza herbatą miała w koszyku pączki, ale o tym powie im później. Wiedziała, że słodycze dodawały otuchy w najgorszych sytuacjach postanowiła więc zostawić je na czarną godzinę.
Uśmiechnęła się pod nosem słysząc wspomnienie Gio o balu, myślała, że już wszyscy o nim zapomnieli, zastanawiała się, jak długo Erik będzie musiał pamiętać o tym, że został wystawiony przez siostrę na licytację. Wolałaby nie być na jego miejscu, zresztą sama najchętniej zapomniałaby o tym nieszczęsnym balu u Longbottomów.
Wtedy pojawiła się kolejna osoba. Norka przywitała Cecily uśmiechem, bardzo ją lubiła, zresztą chyba jak wszyscy, zawsze była w dobrym humorze. - Nie czekaliśmy specjalnie długo, nie masz za co przepraszać, dobrze Cię widzieć całą i zdrową Piękna. - Powiedziała jeszcze do kobiety. - Nie wracałabym na Twoim miejscu, skąd wiesz, że nie zdarzy się to drugi raz? - Chyba byli w komplecie, to dobrze, będą mogli się przenieść w las, w którym ponoć miała rosnąć roślina, której potrzebowali, aby pomóc Arabelli.
- Och, kanapki to wspaniały pomysł, mówiłam naszym kolegom zanim przyszłaś, że wzięłam herbatę, mam też coś słodkiego na poprawę humoru.- Najważniejsza była wałówka, w końcu nie wiadomo ile czasu przyjdzie im spacerować. - Wiesz co moja droga, nie rozbierałabym się na Twoim miejscu za bardzo, wiosna jest zdradliwa, zaraz Cię zawieje i będziesz chora. Trzeba uważać. - Wiedziała, że może się wydawać iż jest ciepło, jednak ona nie ufałaby warunkom atmosferycznym. - Dobra, to chyba wszyscy, hej przygodo, co? - Podeszła do starego buta, który miał służyć za świstoklik, czekała aż reszta również się zbliży.