Nie dało się omijać pewnych tematów w nieskończoność, nawet jeśli były one poruszane zupełnym przypadkiem, zresztą wcześniej, czy później na pewno będą sobie musieli to nieco dokładniej wytłumaczyć, w to nie wątpiła nawet przez chwilę. Nie chciała robić tego teraz, bo wieczór wbrew temu, co założyła był po prostu zwyczajny, miły bez niepotrzebnych spięć, mimo tego w jakich nastrojach pojawili się w tym miejscu. Cóż, między nimi wszystko zmieniało się dosyć diametralnie i chyba właśnie zaczęło się to dziać.
- Tak, w końcu taka już jestem - naiwna, cieszę się, że się w tym zgadzamy. - Burknęła pod nosem. Oczywiście, dała się omotać, tylko komu? Swoim własnym myślom, chyba właśnie to ją najbardziej bolało, że coś sobie ujebała i się tego trzymała, gdy było zupełnie inaczej. Nie był to najlepszy czas w jej życiu, nie myślała racjonalnie, nie widziała całego obrazka, nie, żeby teraz to się jakoś bardzo zmieniło, bo nadal uważała, że to co zrobił wtedy Ambroise było zupełnie nieprzemyślanym posunięciem, mimo, że on powtarzał coś zupełnie innego. Najwyraźniej tutaj nigdy nie mieli dojść do zgody.
Łatwo przychodziło jej wtedy wygłaszanie tych opinii, bo cóż, poczuła się zraniona, więc starała się jakoś ułożyć sobie to wszystko w głowie, tamta opcja wydawała się jej być najbardziej prawdopodobna (chociaż, czy na pewno, czy naprawdę wątpiła w to co kiedyś mieli?), w ten pokrętny sposób próbowała sobie wytłumaczyć jego zachowanie. Wzięła to na siebie, na to, że była niewystarczająca, jakoś łatwo jej to przychodziło, zresztą często miewała takie wahania, nie brały się one znikąd, wątpiła w siebie przez słowa, którymi raczyła ją matka.
- Nie może, tylko na pewno. - W końcu wiedzieli jak to działa, kłamstwo miało krótkie nogi, nawet to najbardziej białe, prędzej, czy później wszystko wychodziło na wierzch. Nawet jeśli bardzo komuś zależało na zatajaniu faktów. Nie dało się tego obejść, na pewno nie w ich przypadku.
Wyjątkowo nie miarkowali się w tym co mówili, jakoś łatwiej niż kiedyś przychodziło im wygarnianie sobie wszystkiego, co było dość bolesne, na pewno też nie takie oczyszczające, jakby się mogło wydawać, bo sami sobie robili krzywdę, a przecież tak nie powinno być. W końcu im na sobie zależało, to też było pewne, mówili o tym, okazywali to, tylko dlaczego przy okazji nie mieli najmniejszego problemu z tym, aby w siebie uderzać? Nie miała pojęcia. Nigdy nie postępowali w ten sposób, nie aż tak.
- To dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę. - W ogóle dyskusja na temat jego ostatniego słowa, była jej zdaniem nie do końca właściwa, bo przez chwilę zastanawiała się, co wymsknęło się z jego ust, kiedy myślał, że faktycznie przekroczy zasłonę, to na pewno było bardzo niewłaściwe, ugryzła się w język nim o to zapytała. - Masz w końcu przed sobą wiele wspaniałych lat, czyż nie? - Zupełnie bez sensu więc było się zastanawiać nad tym, co mógłby powiedzieć na końcu swojego żywota.
- Nie udawaj, że nie wiesz, że nie mówiłam tylko o kocie. - Prychnęła nawet, bo czuła, że znowu bierze ją pod włos. - Zresztą, gdyby to nie był tylko kot, to bym to wyczuła, mówiłam Ci, że mam szósty zmysł. - Była to całkiem świeża dla Roisa informacja na jej temat, którą ukrywała przed nim dość długo, właściwie to po prostu nie wspominała, że ma wyostrzone zmysły i te swoje przeczucia, nie sądziła bowiem, że może to być szczególnie istotne. Okazało się, że jednak tak.
- Gerard nie wie kiedy powiedzieć stop, ale i tak jest najlepszy. - To też się w niej nie zmieniło, Yaxleyówna ciągle uważała ojca za swój wzór do naśladowania, co pewnie niektórzy mogliby negować, ale to on nauczył ją wszystkiego, dzięki niemu znalazła swoje miejsce na ziemi i chyba nie najgorzej sobie radziła, no aktualnie była raczej w tej dolnej części na osi życia, ale bywały i takie momenty.
- Czy Ty mnie teraz podpuszczasz? Mam to zweryfikować? - Ambroise powinien pamiętać o tym, że Yaxleyówna lubiła sięgać po to, na czym jej zależało, metody jakie stosowała... cóż bywały różne, zresztą pokazanie cycków wcale nie było najgorszym, co mogłaby zrobić, aby osiągnąć swój cel.
- Wiem, dlatego sądzę, że po części ochujałeś, bo skoro ich nie lubisz, to po co Ci kot? - Zupełnie było to dla niej nielogiczne i nie potrafiła tego zrozumieć. Z drugiej strony ta kota na pewno była wyjątkowa, może o to chodziło?
- Nie, nie jesteś. - Pokazała mu język, bo nie mogła się powstrzymać przed tym, jakże dojrzałym gestem wyrażającym więcej niż tysiąc słów.
- Dobrze, dobrze, nie będę tego negować, skoro tak mówisz, to zapewne prawda. - Nie miała zamiaru dalej ciągnąć tematu, może coś jej umykało, wcale by to Yaxleyówny nie zdziwiło, nie powinna przecież patrzeć tylko na wygląd kota, liczyło się wnętrze? Czyż nie.
- Czy ja wiem? Nie miałabym nic przeciwko temu, jakbyś mi to udowodnił. - Spontaniczności nigdy zbyt wiele, czyż nie? To pewnie pomogłoby jej jeszcze bardziej nie myśleć o tym, co wcześniej się wydarzyło, tak właściwie to nie spodziewała się, że tak łatwo jej przyjdzie uciec od tego myślami.
- Od zeszłego roku. - Nie zamierzała się rozdrabniać jeśli o to chodzi, ale skoro zadał jej pytanie, to dała mu odpowiedź. Na pewno nie usłyszy szczegółów na ten temat, bo to było dla niej nieprzyjemnym doświadczeniem i wolałaby o nim zapomnieć.
- Tak, to też wiem, czarnoksiężnicy mają swój urok. - Kotka okazała się nie być wcale taka najstraszniejsza, a jej futerko choć szorstkie to było całkiem miłe w dotyku, nie przestawała więc jej głaskać, szczególnie, że chyba nie miała nic przeciwko temu.