Wyrozumiałość. Mieli jej za dużo względem siebie. Laurent czasami za bardzo chciał. Za bardzo chciał pomóc, za bardzo chciał dobrze, a ludzie czasem nie chcieli dać sobie pomóc. Nie chcieli, żeby ktoś za nich załatwiał ich sprawy, zajmował się ich problemami. Czasem najlepsze, co mogłeś dla drugiej osoby zrobić, to zostawić ją w spokoju. Ją i wszystkie te zagadnienia, którymi się chciał (albo i nie chciał) zajmować. Kwitnące życie miało wiele wymiarów - to Astarotha również. Mógł utracić bicie serca, ale nie utracił tego, że tutaj był i mógł ciągle doświadczać nowych rzeczy. Zmieniać świat wokół siebie i zmieniać siebie samego. Śmiech. Dźwięczne słowo, które owijało się wokół człowieka jak pasma słońca opływające policzek.
On na to naprawdę zasługiwał. Tylko potrzebował kogoś, kto pomoże mu w to uwierzyć.
- Wierzę, że pewnego dnia uwierzysz i ty - że cokolwiek mi powiesz, ja powiem ci "wybaczam". - Jeśli słońce mogło dotykać policzka, to ciepło uśmiechu Laurenta mogło dotykać ludzkiej duszy. Miał go naprawdę wiele dla osób takich, jak Astaroth. Wierzył. W to, że miał serce po właściwej stronie, tylko gubił się w ciemności. Ta ciemność jednak może sprawiła, że on sam uwierzył - bestia wcale nie musiała być bestią. Mogła być najłagodniejszym stworzeniem na tej ziemi. - Na razie wiem, że wybaczenie jest dla ciebie bardziej przerażające niż stawianie czoła ciemności. - Żeby przyjąć wybaczenie trzeba było być na to gotowym. Wiedział o tym najlepiej - samemu sobie nie potrafił wielu rzeczy przebaczyć. Ten 'znajomy'. Ten 'brzmi-to-lepiej-niż-drapieżnik-ofiara'. Brzmiało, na pewno brzmiało. Równie dobrze brzmiało "partner biznesowy". Blondyn był oczarowany tym, co przed sobą widzi, a serce łamało się, że to, co widział, ledwo trzymało się kupy. Rozpadało się, rozsypywało między palcami jak piasek.
- Popytaj ludzi z otoczenia. Wśród bogatych. Ktoś na pewno będzie mógł cię wprowadzić. - Bo to było aż nadmiernie ważne. Był ciekaw, czy taki Kieran mógłby tego dokonać... ale najpierw musiałby się z nim w ogóle kontaktować, a do tego potrzebowałby... ach, cóż. Odpadało. - Monety nie warto kraść ani kombinować w ten sposób. Ktoś się może zorientować. To dość zamknięta społeczność, która rzadko wpuszcza osoby... przypadkowe. - Owszem, brzmiało łatwo i trudno jednocześnie. I tak, czuł się źle, że w ogóle go o to prosił. - Nie mogę w tym pomóc bezpośrednio, ale jeśli dowiem się w trakcie czegoś pomocnego, albo kto teraz ma wstęp do tego miejsca - dam znać. - Nadal był ciekaw, co by się stało, gdyby się tam pojawił. Niekoniecznie sam. Przed nim jeszcze była katorżnicza pogadanka z ojcem. Czas dopiero miał pokazać, co z tego wyniknie. - Wiesz... tam na pewno będą mogli nieco ugasić twoje pragnienie. - Bo mówić o tym, że to misja... ale miał szczerą nadzieję, że to miejsce też będzie chociaż odrobiną ulgi dla tego wampira. Chociaż troszkę.