06.02.2025, 00:53 ✶
Pierwsze zdanie, będące zapowiedzią dłuższej wypowiedzi, wyraźnie zbiło go z tropu. Na moment stracił wesołą minę pełną satysfakcji i pobladł, ale tylko na moment - bo po tym następowała kontynuacja. Nie była aż tak słodka, aby w pełni wymazać to napięcie, ale przypominała o tym, że to nie była dla niego zła scena. Trochę na opak, owszem. Ale to wciąż była scena miłości. To wciąż były ich ciała, ich bijące serca, ich dwie dusze splątane z pewnością czymś więcej niż przelotnym romansem, a więc dającym nadzieję na trwałość, o której marzył i o którą tak bardzo chciał zabiegać.
- Nie żartowałbym z tego - przyznał nagle, sam nie spodziewał się po sobie aż tak głębokiego wyznania. - Zawsze chciałem wziąć ślub, to wydawało mi się bardzo... romantyczne. - Faktyczne kiepem był strasznym, ale jego bliscy to w większości pary, albo ludzie dążący do życia w związkach. Owszem znał wiele osób, które uważały te wszystkie obrzędy i wycieczki do urzędu stanu cywilnego za głupoty, ale on sam... naprawdę ucieszył się z tego, że Alexander chciał od niego coś więcej. Szkoda, że to tak szybko się skończyło. - Nie możemy z wielu powodów - bo się oboje urodzili mężczyznami, a nawet gdyby do tego dopuszczono, to wciąż był człowiekiem nieistniejącym w żadnym rejestrze, ani by go do kościoła nie wpuścili, ani do kowenu, a już tym bardziej do grona rodziny Prewett - ale przysięgę przed rozgwieżdżonym niebem składać ci mogę kiedy chcę. Jeżeli bogowie istnieją i będą przeciwko to najwyżej pierdolnie nas piorun. - Chciał mu nawet wspomnieć o motywie filmowym podróży do amerykańskiego miasta hazardu, ale zamiast tego pocałował go czule w policzek. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że mówi mu o ślubie po kilku tygodniach związku, kiedy on miał w głowie rozterki na temat tego, czy chciał seksu sprzed chwili. Gdyby o tym wiedział, to by się od razu przymknął. Nieświadomość czasami stanowiła największe błogosławieństwo. - Okej, ale... - cmoknął ustami, widząc jak ten się zawiesił - wszystko w porządku? - Odetkał magią korek, pozwalając wodzie powoli spływać do odpływu, a sam przesunął palcami po jego plecach i charakterystycznie dla siebie przekręcił głowę w bok. Tatuaż skrzydeł na plecach krzyczał mu teraz okropne rzeczy, ale on pozostawał na nie głuchy. Pocałował go w szyję. - Nie muszę o tym pierdolić jeżeli cię to przytłacza.
- Nie żartowałbym z tego - przyznał nagle, sam nie spodziewał się po sobie aż tak głębokiego wyznania. - Zawsze chciałem wziąć ślub, to wydawało mi się bardzo... romantyczne. - Faktyczne kiepem był strasznym, ale jego bliscy to w większości pary, albo ludzie dążący do życia w związkach. Owszem znał wiele osób, które uważały te wszystkie obrzędy i wycieczki do urzędu stanu cywilnego za głupoty, ale on sam... naprawdę ucieszył się z tego, że Alexander chciał od niego coś więcej. Szkoda, że to tak szybko się skończyło. - Nie możemy z wielu powodów - bo się oboje urodzili mężczyznami, a nawet gdyby do tego dopuszczono, to wciąż był człowiekiem nieistniejącym w żadnym rejestrze, ani by go do kościoła nie wpuścili, ani do kowenu, a już tym bardziej do grona rodziny Prewett - ale przysięgę przed rozgwieżdżonym niebem składać ci mogę kiedy chcę. Jeżeli bogowie istnieją i będą przeciwko to najwyżej pierdolnie nas piorun. - Chciał mu nawet wspomnieć o motywie filmowym podróży do amerykańskiego miasta hazardu, ale zamiast tego pocałował go czule w policzek. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że mówi mu o ślubie po kilku tygodniach związku, kiedy on miał w głowie rozterki na temat tego, czy chciał seksu sprzed chwili. Gdyby o tym wiedział, to by się od razu przymknął. Nieświadomość czasami stanowiła największe błogosławieństwo. - Okej, ale... - cmoknął ustami, widząc jak ten się zawiesił - wszystko w porządku? - Odetkał magią korek, pozwalając wodzie powoli spływać do odpływu, a sam przesunął palcami po jego plecach i charakterystycznie dla siebie przekręcił głowę w bok. Tatuaż skrzydeł na plecach krzyczał mu teraz okropne rzeczy, ale on pozostawał na nie głuchy. Pocałował go w szyję. - Nie muszę o tym pierdolić jeżeli cię to przytłacza.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.