Cornelius wyszedł z domu w doskonałym nastroju, mimo, że wciąż nie mógł uwierzyć, że przystał na to spotkanie. W liście, który otrzymał od Eleonory, znalazł pytanie, które zaskoczyło go swoją bezpośredniością. Ich znajomość wciąż była świeża, nie wykraczała poza oficjalne spotkania towarzyskie, szczególnie te Towarzystwa Herbologicznego, na których dawno nie bywał, a jednak coś w jej propozycji sprawiło, że postanowił się zgodzić. Czarne róże, które zaczęły wyrastać na terenach należących do jego rodu, były tematem rozmów i spekulacji, a on, zarówno jako członek rodziny, jak i towarzystwa herbologicznego, czuł się w obowiązku zająć się tą sprawą. Skoro nadarzyła się okazja, zdecydowanie wolał zająć się tym towarzysko, niż w samotności.
Słońce świeciło wysoko na niebie, a powietrze miało w sobie ciepło, typowe dla wczesnego lata, a nie dla wczesnej jesieni. Na zewnątrz panował piękny, ciepły dzień, lecz Cornelius, wierny swoim standardowym wyborom, miał na sobie elegancką granatową koszulę, podkreślającą jego wysportowaną sylwetkę, i ciemną marynarkę. Jego strój, starannie dobrany, był dla niego rodzajem zbroi, symbolem powagi, jaką zawsze przywiązywał do spotkań. W mniemaniu mężczyzny, formalny wygląd był zawsze najlepszą opcją, zwłaszcza w towarzystwie kogoś, z kim nie miał jeszcze bliskich relacji. Długie spodnie dopasowane do reszty stroju były schludnie wyprasowane, szyte na miarę długich nóg, ale w tej chwili wydawały się nieco za grube w porównaniu do stroju towarzyszki. Corio delikatnie uniósł kąciki ust, dostrzegając Norę z odległości. Już wtedy, na pierwszy rzut oka, wiedział, że miało to być interesujące spotkanie.
Z daleka dał jej znać, że ją zauważył, a gdy w końcu stanął obok niej, powitał ją lekkim skinięciem głowy. Uśmiech, który zagościł na jego twarzy, był szczery, choć wciąż nieco zdystansowany.
- Witaj, Eleonoro. - Powiedział, starając się nadać swojemu głosowi lekkość, choć w głębi duszy nadal czuł, że ta sytuacja była dla niego nieco dziwna. - Miło cię widzieć. Dziękuję za zaproszenie. - Jego spojrzenie, choć dyskretne, zbadało jej krótką, pomarańczową sukienkę, która kontrastowała z jego stonowanym ubiorem. Rękawy sukienki były niemal dłuższe niż sama kreacja, co sprawiło, że Cornelius uniósł jedną brew, ale nic na to nie powiedział.
Nie wspominając nic na temat jej ubioru, nie chciał być niegrzeczny ani wywoływać wrażenia, że oceniał ten wybór... Co w żadnym razie nie byłoby kłamstwem, bo jej strój na pewno go intrygował, zresztą, jego spojrzenie znowu powędrowało ku sukience kobiety, ale nie zatrzymało się na niej zbyt długo, szybko odwrócił wzrok, by nie sprawiać wrażenia, że się gapił. Jego wzrok przypadkowo spoczął na jej dłoni, gdzie dostrzegł pierścionek zaręczynowy, lśniący w słońcu.
- Gratuluję. - Jego ton był pełen rezerwy, Corio chciał uszanować jej prywatność, nie chcąc wnikać w szczegóły, ale w jego głosie słychać było szczerość. Wcześniej, gdy przeszukiwali okolicę Doliny Godryka w poszukiwaniu kota, nie zwrócił na to szczególnej uwagi, teraz tak, i nie mógł tego zignorować. Czuł się zobligowany, by to powiedzieć, choć nie był pewien, czy Eleonora chciała, aby ten temat stał się częścią ich rozmowy.