Nigdy nie mieli kijów, tam gdzie mieć ich nie powinni. Potrafili sobie dopiec, jednak nie było to szczególnie poważne. W tym wypadku było inaczej, ta rozmowa nabierała dziwnego, oskarżycielskiego tonu, który nie był dla nich typowy. Nie zakończyła się śmiechem, więc to było zdecydowanie różne od tego, w jaki sposób robili to kiedyś. Widać każde z nich miało w sobie sporo żalu, który zaczął wypływać, prędzej, czy później musiał się pojawić, zresztą to i tak było tylko drobnym ujściem tego uczucia. Dość szybko bowiem zmienili temat, przeszli na te nieco przyjemniejsze tory.
Nie miała pojęcia dlaczego byli dla siebie tacy nieprzyjemni, po co to robili, co było ich celem. Wyjątkowo chyba przyjemność sprawiało im wytykanie sobie swoich błędów, co raczej nie było dla nich normalnością. Nie ma się co oszukiwać, ranili się nawzajem, a później odpłacali za to z nawiązką. To było dziwne, zważając na to, że przez te kilka dni padło między nimi wiele razy to, że nadal coś do siebie czują, że się kochają, czy gdyby faktycznie tak było to nie wypadałoby się powstrzymać przed tymi kąśliwymi uwagami?
- Wolę wersję pięćdziesiąt dwa, to powinno szybko minąć. - Tak, mieli w końcu pewne ustalenia, czyż nie? Gdy będą starzy i pomarszczeni to wreszcie wrócą do tego, co mieli. Szkoda, że nie dałoby się przyspieszyć czasu, gdyby miała taką możliwość chętnie by po nią sięgnęła.
- Jak najbardziej, możesz spać spokojnie, chociaż nie wiem, czy ja powinnam... - Tak, zamierzała nadal ciągnąć ten temat, bo zdecydowanie mówili o zupełnie innych osobach, grunt, aby tak, czy siak znaleźli jakiś konsensus, czyż nie? Zazwyczaj im to wychodziło.
Zauważyła, że mówił o Piaskownicy, jako o ich domu. Zastanawiała się, czy powinna teraz poruszyć ten temat, bo przecież w sierpniu zadecydował o tym, że to miejsce będzie należało tylko do niej, co nigdy nie wydawało się jej właściwe. Ten dom zawsze miał należeć do ich dwójki, nie spodziewałaby się, że mogłoby być inaczej. To nie było w porządku, zresztą nie chciała tutaj bywać sama. Nie miało się to też zmienić w przyszłości.
- Najgorsze, że zdaję sobie z tego sprawę. - Może nie dla niej, a dla jej ojca, bo przez to nie miała problemu, aby korzystać z tej sympatii, którą ją darzył. Nigdy się przed tym nie powstrzymywała, korzystała z tego, że była ukochaną córeczką tatusia.
- To nie było takie trudne, zważając na to, że mam tylko braci, ojciec nie miał innego wyjścia, jak wybrać mnie na swoje ulubione dziecko. - Może było to nieco próżne gadanie, ale naprawdę miała świadomość, że tak jest. Gerard udowadniał jej to na każdym kroku, mało komu pozwalał na tak wiele jak jej, do tego darzył ją ogromnym zaufaniem i dzielił się z nią swoimi przemyśleniami.
- Wylewny jak zawsze. - Prychnęła cicho. Oczywiście, że musiała się tego sama domyślić. Póki co jednak zamierzała trzymać swoje cycki schowane i skorzystać z tego argumentu w najbardziej podbramkowej sytuacji. Nie było sensu marnować tajnej broni.
- Spotkanie zielarskich snobów faktycznie brzmi jak coś, co mogłoby mnie zanudzić, więc pewnie masz rację. - Chociaż chętnie usłyszałaby pozostałą część historii, ale głupio było tak prosić o pomijanie pewnych elementów, więc stwierdziła, że może faktycznie te informacje jej wystarczą.
- Jasne, jasne, najlepszą partią, tylko trochę za starą, nie sądzisz? - Oj tak, zamierzała wytknąć mu wiek, zresztą sam wcześniej wspomniał o tym, że niedługo zaliczy się do tego zacnego grona starych kawalerów. - Niech Ci będzie, na pewno tak jest. - Nie zamierzała się przecież z nim tutaj na siłę sprzeczać, szczególnie, że znowu zaczynało się między nimi robić całkiem zwyczajnie, tak jak wiele razy wcześniej. Rozmowa przeszła na zdecydowanie lżejszy ton i tego właśnie potrzebowała podczas tego wieczoru.
Wzruszyła jedynie ramionami, gdy zapytał o to, czy tym razem to ona go podpuszczała. Nauczył ją tego - niech się domyśli, na pewno dojdzie do odpowiednich wniosków. - Ja zawsze jestem gotowa. - Oczy jej błysnęły, bo poczuła się, jakby rzucił jej wyzwanie, a ona naprawdę lubiła wyzwania, więc bardzo chętnie by jakieś przyjęła. Nie wątpiła w jego spontaniczność, pokazywał jej zresztą przez te kilka ostatnich dni swoje najróżniejsze oblicza i wydawało jej się, że tego też w sobie nie zatracił. Bardzo dobrze, bo ceniła sobie w nim tę cechę, nie dało się z nim nudzić, nigdy. Miał dystans do siebie i był skłonny przekraczać najróżniejsze granice pod wpływem chwili, co było dla niej całkiem atrakcyjne, mało kto się zachowywał w ten sposób. Większość ludzi ich pokroju miała przecież kija w tyłku.
- Nie, to nic takiego, zanudziłaby Cię ta historia. - Zdecydowanie wolała nie poruszać właśnie tego tematu, nie sądziła, żeby gadanie o byłych było w ich przypadku najlepszą opcją. Sama nie zamierzała wysłuchiwać opowieści o tym, co robił w tej sferze, gdy nie było jej obok, bo czuła, że mogłoby ją to zaboleć, co było lekka hipokryzją, bo przecież sama wróciła do swoich starych zwyczajów. Właśnie przez to wolała ominąć ten temat.
- Czy Ty mi sugerujesz, że kłamię? - Nie mogła się powstrzymać przed kolejnym komentarzem. Zdecydowanie inaczej odbierali jej słowa, to znaczy Roise słyszał to, co chciał usłyszeć.
- Czyli to co mam ja i mój czarnoksiężnik jest bliską relacją, dobrze wiedzieć. - Uśmiechnęła się sama do siebie, bo przecież nie miało być żadnych bliskich relacji i nie sądziła, że mówi o kocie. Zdecydowanie nie chodziło mu w tej chwili o kota. Mogła się tego spodziewać, w końcu sojusz nigdy nie był im pisany, prawda?
Interpretowała to sobie tak jak chciała, ale kto jej tego zabroni? Gdyby byli tylko sojusznikami, to nie siedzieliby teraz na tej kanapie, tego była pewna. Ich los byłby dla nich dużo bardziej obojętny.