Pogoda może nie była szczególnie zachęcająca do wyjścia, ale panna Figg musiała uzupełnić braki w swoim schowku. Dzisiaj nie chodziło o te typowe ze składników do jej cukierniczych wyrobów, tylko do tej drugiej części rzeczy, którymi się zajmowała. Miała stworzyć kilka eliksirów dla Zakonu, więc wypadałoby w końcu się za to zabrać.
Dawno nie widziała się z Ambroisem, więc stwierdziła, że to jego wyciągnie na tę małą wycieczkę. Znał się na ziołach doskonale, tak jak i ona, więc mogli we dwójkę przenalizować, czy to, czego potrzebuje jest dostępne od ręki. Norka zamierzała w najbliższym czasie nieco poeksperymentować z eliksirami, dowiedziała się bowiem o klątwie żywiołów, wypadałoby coś z tym zrobić zważając na to, że i Mabel mogła być przeklęta, tutaj nigdy nic nie wiadomo.
Musiała więc skupić się nad tym, aby mieć możliwość ewentualnego zapobiegania sytuacjom kryzysowym, jeszcze nie wiedziała, jak się do tego zabrać, ale na pewno była w stanie coś wymyślić, kto jeśli nie ona? Była specjalistką jeśli chodzi o eliksiry i mimo, że to nie było jej głównym zajęciem, to rozwijała się i w tym kierunku. W ten sposób przecież też pomagała innym członkom Zakonu Feniksa.
Wyszła z cukierni chwilę przed umówioną porą, dobrze, że mieli po prostu przejść się po Pokątnej, to nie musiała kombinować z tym, jak dotrze na miejsce spotkania. Jak wiadomo Nora nie potrafiła się teleportować, co czasem bywało problematyczne.
Ubrana w krótką (oczywiście, nie mogło być inaczej) tym razem pstrokato zieloną sukienkę, z rozkloszowanymi rękawami, które wystawały jej spod krótkiej, niebieskiej kurtki przemierzała uliczki na swoich wysokich butach, które wbijały się w każdą dziurę na chodniku. Nie było to szczególnie wygodne, ale przecież każdy kto chciał dobrze wyglądać musiał nieco pocierpieć, czyż nie?
Dotarła na miejsce chwilę przed czasem. Dostrzegła mężczyznę dosyć szybko, bo górował nad większością czarodziejów, którzy znajdowali się w okolicy. - Ambroise! - Rzuciła, by zwrócić na niego swoją uwagę. - Dobrze Cię widzieć, stęskniłam się. - Nie wiedzieli się od czasu kociej imprezy, więc minęło kilka dni, miała wrażenie, że wieczność, bo tyle się po drodze wydarzyło.
Przytuliła mężczyznę na przywitanie, no i wręczyła mu niewielki pakunek w którym znajdowały się jeszcze ciepłe pączki, niech on też ma coś z życia. - Jedz, póki są gorące. - Oczywiście, że musiała mu zasugerować, co powinien teraz zrobić, nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła. Zwłaszcza, że chodziło o jej wypieki.