29.01.2023, 15:24 ✶
Patrick był zirytowany tym, w jakiej atmosferze rozegrało się spotkanie między brygadzistami a aurorami. Nie podobało mu się ile niepotrzebnych nerwów i pretensji wywowało. A to źle świadczyło na przyszłość wspólnej współpracy między jednymi a drugimi.
Osobiście, choć nie powiedział tego na głos, opowiadał się po stronie Brenny, Erika, Mavelle, Heather i Hardwicka. Podczas narady, Rookwood zachował się – przede wszystkim – głupio i nieodpowiedzialnie. Głupio, bo niepotrzebnie próbował się wywyższać. Nieodpowiedzialnie, bo nawet gdyby rzeczywiście to on miał decydować o wszystkim, to swoim zachowaniem udowodnił raczej, że nie potrafił współpracować, nie potrafił dowodzić, nie potrafił zachować poprawnej atmosfery między współpracownikami, ba – nie potrafił nawet rozwiązać konfliktu, który sam sprokurował.
Ale im dłużej Patrick o tym myślał, tym wyraźniej widział również, że jego oponenci też polegli. O ile jeszcze samo ustalenie zadań – czego znowu nie zrobił Chester – i podkreślanie priorytetów – czego również nie zrobił Chester, przebiegło szybko i sprawnie, o tyle potem… wszystkich zjadły nerwy.
Steward sam wyniósł z tej sprawy tyle, że Rookwood ani nie nadawał się na dowódcę, ani nie można było mu do końca zaufać (i to na wielu poziomach: od pozostawienia z nim sam na sam mugolaków do odesłania go pracy w grupie, bo i wśród swoich, nie wiadomo było czy niespodziewanie nie odwaliłby czegoś, co zbulwersowałoby wszystkich). Brenna z Thomasem byli zawzięci i impulsywni – i o ile jeszcze w przypadku Brenny mógł się takiego zachowania spodziewać, o tyle przy Thomasie zapaliła mu się czerwona lampka. Niedobrze, że w gniewie Hardwick nie potrafił oddzielić niechęci, którą czuł wobec jednego aurora na innego, stojącego obok. Mavelle za to pewnie najbardziej ze wszystkich, nadawałaby się do dowodzenia. I jej pomysły, i jej riposty – były raczej przemyślane, niż rzucane pod wpływem chwili.
A Erik? Patrick nie zazdrościł mu położenia, w którym się znalazł podczas spotkania. To nawet nie było: między młotem a kowadłem. Raczej ustawiono go na kowadle, w które z obydwu stron uderzały młoty.
Przez to jak bardzo pochłonięty był własnymi myślami, kiedy podeszli z Mavelle do Brenny, nie przeszkadzał im w krótkiej wymianie zdań.
- Zdecydowanie – włączył się dopiero wtedy, gdy jego partnerka zechciała się skierować do wykonania powierzonego im zadania.
Sam Patrick wykonywał je szybko i dość mechanicznie. Poszerzanie przejść ewakuacyjnych za pomocą magii nie było niczym wymagającym szczególnej siły fizycznej lub potęgi magicznej. No i nie pracował sam. A kompetencji w działaniu Mavelle nie brakowało.
- Chyba jest dobrze – powiedział do niej, gdy skończyli swoje zadanie. – Idę zamienić ze dwa słowa z Erikiem. I, o ile się zgodzi, przejdę się razem z nim do kapłanki kowenu, może ona zauważyła ostatnio coś niepokojącego, co nam umknęło – podsunął. Zakładał, że po skończonej pracy Mavelle pójdzie do Brenny. Mieszkały razem. Przyjaźniły się. Ufały sobie nawzajem. A teraz jeszcze były połączone wspólną niechęcią do Rookwooda. – Potem możemy do was podejść. Mam jeszcze małą sprawę do Brenny.
Następnie Steward odszedł ku wyczarowującemu orby Erikowi. Rzadko decydował się na prywatniejszą rozmowę z nim. Głównie dlatego, że do pewnego stopnia traktował go jak nieodłączną część swojej siostry. Może trochę wyższą wzrostem, roślejszą w barach i spokojniejszą, ale wciąż nieodłączną. Wystarczyło więc przekazać informacje Brennie, a Erik również wiedział.
Ale to nie była jedna z sytuacji, gdzie jakiekolwiek przekazanie informacji Brennie, zadziałałoby właściwie.
- Ochłonąłeś trochę? – zapytał, kiedy znalazł się już na tyle blisko Erika by nie musiał do niego krzyczeć. – Nie przejmuj się Rookwoodem. W jakikolwiek sposób nie kwestionowałby twoich kompetencji, okazałeś się dużo kompetentniejszy od niego.
Osobiście, choć nie powiedział tego na głos, opowiadał się po stronie Brenny, Erika, Mavelle, Heather i Hardwicka. Podczas narady, Rookwood zachował się – przede wszystkim – głupio i nieodpowiedzialnie. Głupio, bo niepotrzebnie próbował się wywyższać. Nieodpowiedzialnie, bo nawet gdyby rzeczywiście to on miał decydować o wszystkim, to swoim zachowaniem udowodnił raczej, że nie potrafił współpracować, nie potrafił dowodzić, nie potrafił zachować poprawnej atmosfery między współpracownikami, ba – nie potrafił nawet rozwiązać konfliktu, który sam sprokurował.
Ale im dłużej Patrick o tym myślał, tym wyraźniej widział również, że jego oponenci też polegli. O ile jeszcze samo ustalenie zadań – czego znowu nie zrobił Chester – i podkreślanie priorytetów – czego również nie zrobił Chester, przebiegło szybko i sprawnie, o tyle potem… wszystkich zjadły nerwy.
Steward sam wyniósł z tej sprawy tyle, że Rookwood ani nie nadawał się na dowódcę, ani nie można było mu do końca zaufać (i to na wielu poziomach: od pozostawienia z nim sam na sam mugolaków do odesłania go pracy w grupie, bo i wśród swoich, nie wiadomo było czy niespodziewanie nie odwaliłby czegoś, co zbulwersowałoby wszystkich). Brenna z Thomasem byli zawzięci i impulsywni – i o ile jeszcze w przypadku Brenny mógł się takiego zachowania spodziewać, o tyle przy Thomasie zapaliła mu się czerwona lampka. Niedobrze, że w gniewie Hardwick nie potrafił oddzielić niechęci, którą czuł wobec jednego aurora na innego, stojącego obok. Mavelle za to pewnie najbardziej ze wszystkich, nadawałaby się do dowodzenia. I jej pomysły, i jej riposty – były raczej przemyślane, niż rzucane pod wpływem chwili.
A Erik? Patrick nie zazdrościł mu położenia, w którym się znalazł podczas spotkania. To nawet nie było: między młotem a kowadłem. Raczej ustawiono go na kowadle, w które z obydwu stron uderzały młoty.
Przez to jak bardzo pochłonięty był własnymi myślami, kiedy podeszli z Mavelle do Brenny, nie przeszkadzał im w krótkiej wymianie zdań.
- Zdecydowanie – włączył się dopiero wtedy, gdy jego partnerka zechciała się skierować do wykonania powierzonego im zadania.
Sam Patrick wykonywał je szybko i dość mechanicznie. Poszerzanie przejść ewakuacyjnych za pomocą magii nie było niczym wymagającym szczególnej siły fizycznej lub potęgi magicznej. No i nie pracował sam. A kompetencji w działaniu Mavelle nie brakowało.
- Chyba jest dobrze – powiedział do niej, gdy skończyli swoje zadanie. – Idę zamienić ze dwa słowa z Erikiem. I, o ile się zgodzi, przejdę się razem z nim do kapłanki kowenu, może ona zauważyła ostatnio coś niepokojącego, co nam umknęło – podsunął. Zakładał, że po skończonej pracy Mavelle pójdzie do Brenny. Mieszkały razem. Przyjaźniły się. Ufały sobie nawzajem. A teraz jeszcze były połączone wspólną niechęcią do Rookwooda. – Potem możemy do was podejść. Mam jeszcze małą sprawę do Brenny.
Następnie Steward odszedł ku wyczarowującemu orby Erikowi. Rzadko decydował się na prywatniejszą rozmowę z nim. Głównie dlatego, że do pewnego stopnia traktował go jak nieodłączną część swojej siostry. Może trochę wyższą wzrostem, roślejszą w barach i spokojniejszą, ale wciąż nieodłączną. Wystarczyło więc przekazać informacje Brennie, a Erik również wiedział.
Ale to nie była jedna z sytuacji, gdzie jakiekolwiek przekazanie informacji Brennie, zadziałałoby właściwie.
- Ochłonąłeś trochę? – zapytał, kiedy znalazł się już na tyle blisko Erika by nie musiał do niego krzyczeć. – Nie przejmuj się Rookwoodem. W jakikolwiek sposób nie kwestionowałby twoich kompetencji, okazałeś się dużo kompetentniejszy od niego.