08.02.2025, 02:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.02.2025, 02:55 przez Freddy Lockhart.)
Alfred coś tam ględził z boku, widocznie dziadyga dalej chciał Freddy’emu podziałać na jego biedne zmęczone nerwy. Brak kultury wylewał się z żula niczym fala tsunami, żeby przyczepić się jego straconych w wyniku przerażającej klątwy włosów? Mógł wyśmiewać go i jego wróżbę, Freddy jednak czuł w kościach, że to ten moment. Jego życie miało się właśnie diametralnie zmienić, dawno się tak nie czuł. Dobrze wiedział, że taka okazja może skończyć się tylko jednym, zwycięską popijawą w blasku chwały i prospektu lepszej przyszłości w zasięgu dłoni. Papierek leżał tak zwinięty w jego ręce, a gdy stopniowo zaczął się rozwijać, serce wąsacza zamarło.
-Ha! I co powiesz na to? Żeś się chyba przeliczył zafajdańcu, sukces na morzu mnie czeka haha.-zaśmiał się głupkowato, praktycznie wciskając Alfredowi karteczkę w twarz.- Szykują się biznesy morskie, kurde. Sukces jak talala, handel pewnie dobrymi flaszeczkami mnie czeka, z bonusem dla kapitana ma się rozumieć.
Szczęście wręcz rozpierało Lockharta, który zaczął chodzić w kółko, rozmyślając nad logistyką swojej flotylli, myśli orbitowały rzecz jasna wokoło możliwego alkoholu, jaki mógłby nią transportować. W takich sprawach akurat miał doświadczenie.
Tera wystarczyło czekać, aż sukces sam nadejdzie, a jak inaczej można na coś czekać jak nie na totalnej bani. A no tak… wódeczkje miał Alfredzik. I co teraz zrobić? Freddy właśnie osiągnął sukces życiowy, a ta wielkostopa menda pewnie teraz się nie podzieli, pewnie by chciał przeprosiny pisane na papierze białym. A Lockhart nie miał ani papieru, ani chęci do nawet sytuacyjnego przyznania się do błędu. Z drugiej strony, gardło pragnęło tego, co najlepsze. Elegancki płyn, zwilżający ścianki chłonne przełyku i idący dalej, rozgrzewając przy tym dalsze segmenty ciała. Kolejny dylemat, z jednej strony duma, z drugiej flaszeczka kusząco świecąca zza pazuchy tej łajzy zazdrosnej, tej niewychowanej mendy co to go od grubasów wyzywa. A Freddy nie jest wcale gruby! Ma po prostu grubsze nieco kości!
-No… tego. Alfredzik, czarodziej nie wielbłąd, musi se gulnąć co? We tam wódeczkę otwieraj, bo mie sucho.
-Ha! I co powiesz na to? Żeś się chyba przeliczył zafajdańcu, sukces na morzu mnie czeka haha.-zaśmiał się głupkowato, praktycznie wciskając Alfredowi karteczkę w twarz.- Szykują się biznesy morskie, kurde. Sukces jak talala, handel pewnie dobrymi flaszeczkami mnie czeka, z bonusem dla kapitana ma się rozumieć.
Szczęście wręcz rozpierało Lockharta, który zaczął chodzić w kółko, rozmyślając nad logistyką swojej flotylli, myśli orbitowały rzecz jasna wokoło możliwego alkoholu, jaki mógłby nią transportować. W takich sprawach akurat miał doświadczenie.
Tera wystarczyło czekać, aż sukces sam nadejdzie, a jak inaczej można na coś czekać jak nie na totalnej bani. A no tak… wódeczkje miał Alfredzik. I co teraz zrobić? Freddy właśnie osiągnął sukces życiowy, a ta wielkostopa menda pewnie teraz się nie podzieli, pewnie by chciał przeprosiny pisane na papierze białym. A Lockhart nie miał ani papieru, ani chęci do nawet sytuacyjnego przyznania się do błędu. Z drugiej strony, gardło pragnęło tego, co najlepsze. Elegancki płyn, zwilżający ścianki chłonne przełyku i idący dalej, rozgrzewając przy tym dalsze segmenty ciała. Kolejny dylemat, z jednej strony duma, z drugiej flaszeczka kusząco świecąca zza pazuchy tej łajzy zazdrosnej, tej niewychowanej mendy co to go od grubasów wyzywa. A Freddy nie jest wcale gruby! Ma po prostu grubsze nieco kości!
-No… tego. Alfredzik, czarodziej nie wielbłąd, musi se gulnąć co? We tam wódeczkę otwieraj, bo mie sucho.