08.02.2025, 04:50 ✶
Nie poruszył się, nie odsunął, nie zabrał dłoni Crowa ze swojej piersi, nawet jeśli w jakiś sposób mu przeszkadzała to nie był tego po nim widać. Ale wcale mu też nie przeszkadzała. Był bardzo łasy na bliskość, jeżeli już kogoś znał i darzył sympatią. Zresztą kilka dni temu znajdowal Isię w podobnej sytuacji. Nie widział powodu, aby szukać dystansu między nimi. Było w nim coś znajomego i kojącego, co pozwalało się odprężyć Thomasowi.
Wpatrywał się intensywnie w Edge'a, nie odrywając od niego wzroku.
- Musiałem najpierw przemyśleć nieco spraw - wyjaśnił czując się dziwnie, że tłumaczy się przed nim, dlaczego nie wrócił od razu do siostry, a zajęło mu to prawie trzy dni. Ale czuł wyrzuty sumienia, że kazał na siebie tyle czekać.
- Jak to mieli nas w pizdach? - zapytał zdziwiony. Co tam się działo? Chcieli uciekać? Chcieli ich porzucić? Zaraz, przecież Ambroise był jego przyjacielem, czy też nie? - Zostaw go mnie powiedział nie mogą się wyzbyć goryczy w głosie, zdecydowanie będzie potrzebował porozmawiać z Greengrassem. Ale cóż, kto by się spodziewał, że ktoś kogo nazywał przyjacielem chciałby go porzucić tam w podziemiach? Na pewno nie Thomas, sam był niezwykle naiwny jeśli chodziło o te kwestie i przez myśl by mu nigdy to nie przęsło nawet.
Pochylił się przybliżając swoją twarz do twarzy mężczyzny na tyle, że prawie stykali się nosami. - Zdaje sobie z tego sprawę, że zawdzięczam ci życie. Nie zamierzam temu zaprzeczać. Teraz nawet bardziej niż wcześniej - odpowiedział cicho, niemal szeptem. Dlaczego do cholery to serce mu biło nagle tak szybko jakby właśnie biegł jakiś maraton? Podniósł dłoń i położył ją na dłoni spoczywającej na jego klatce piersiowej. Jakby faktycznie tym gestem chciał potwierdzić, że w żaden sposób nie zamierza negować pomoc jakiej mu udzielił Edge, ani tym bardziej udawać, że nie ma żadnego długu.
- Bo wiem. On... Tamto coś, pokazywało to co wywoływało ból, nie pokazałby mi nic co było w jakikolwiek sposób miłe - odpowiedział a jego głos od kipiącego nienawiścią do doppelgangera, aby przechodzić w łagodne nuty, kiedy już nawiązywał do chwili obecnej. Zdecydowanie tamto coś pokazywałoby mu coś makabrycznego, nie żywił się przecież pozytywnymi uczuciami, a przynajmniej tak wnioskował. Jednak nie czuł od Crowa niczego co alarmowałoby go. - Nie wiem czy wróci, ale jeśli wróci to rozpierdolę go w drobny mak gdzieś tam w głębi jego ciemnych oczu błąkał się morderczy blask, zdecydowanie w przypadku kolejnego spotkania z demonem nie hamowałby się od samego początku.
Wpatrywał się intensywnie w Edge'a, nie odrywając od niego wzroku.
- Musiałem najpierw przemyśleć nieco spraw - wyjaśnił czując się dziwnie, że tłumaczy się przed nim, dlaczego nie wrócił od razu do siostry, a zajęło mu to prawie trzy dni. Ale czuł wyrzuty sumienia, że kazał na siebie tyle czekać.
- Jak to mieli nas w pizdach? - zapytał zdziwiony. Co tam się działo? Chcieli uciekać? Chcieli ich porzucić? Zaraz, przecież Ambroise był jego przyjacielem, czy też nie? - Zostaw go mnie powiedział nie mogą się wyzbyć goryczy w głosie, zdecydowanie będzie potrzebował porozmawiać z Greengrassem. Ale cóż, kto by się spodziewał, że ktoś kogo nazywał przyjacielem chciałby go porzucić tam w podziemiach? Na pewno nie Thomas, sam był niezwykle naiwny jeśli chodziło o te kwestie i przez myśl by mu nigdy to nie przęsło nawet.
Pochylił się przybliżając swoją twarz do twarzy mężczyzny na tyle, że prawie stykali się nosami. - Zdaje sobie z tego sprawę, że zawdzięczam ci życie. Nie zamierzam temu zaprzeczać. Teraz nawet bardziej niż wcześniej - odpowiedział cicho, niemal szeptem. Dlaczego do cholery to serce mu biło nagle tak szybko jakby właśnie biegł jakiś maraton? Podniósł dłoń i położył ją na dłoni spoczywającej na jego klatce piersiowej. Jakby faktycznie tym gestem chciał potwierdzić, że w żaden sposób nie zamierza negować pomoc jakiej mu udzielił Edge, ani tym bardziej udawać, że nie ma żadnego długu.
- Bo wiem. On... Tamto coś, pokazywało to co wywoływało ból, nie pokazałby mi nic co było w jakikolwiek sposób miłe - odpowiedział a jego głos od kipiącego nienawiścią do doppelgangera, aby przechodzić w łagodne nuty, kiedy już nawiązywał do chwili obecnej. Zdecydowanie tamto coś pokazywałoby mu coś makabrycznego, nie żywił się przecież pozytywnymi uczuciami, a przynajmniej tak wnioskował. Jednak nie czuł od Crowa niczego co alarmowałoby go. - Nie wiem czy wróci, ale jeśli wróci to rozpierdolę go w drobny mak gdzieś tam w głębi jego ciemnych oczu błąkał się morderczy blask, zdecydowanie w przypadku kolejnego spotkania z demonem nie hamowałby się od samego początku.