29.01.2023, 16:32 ✶
Patrick odwrócił głowę w stronę Lucy, gdy ta się odezwała. Posłał jej słaby, nieszczególnie szczęśliwy uśmiech. Nie lubił takich spraw. Nie podobało mu się, że wpływy Lorda Voldemorta i jego popleczników rosły aż tak szybko w magicznym świecie. Od czasów jego ujawnienia, ile minęło? Rok? I to niecały. A już pojawiały się rodziny, które trzeba było ewakuować ze strachu przed tym, że może spotkać je krzywda tylko dlatego, że istniały.
- Plan nie jest szczególnie ambitny – zaczął, od razu przechodząc do rzeczy, zamiast najpierw witać się, pytać Lucy o samopoczucie i o to, jak jej minął dzień. Na to mógł przyjść czas później, kiedy zagrożenie związane z życiem Nanette i jej dzieci, minie. – Pomyślałem sobie, że jeśli dobrze pójdzie, uprzedzimy Carrowa i do samego ataku nawet nie dojdzie. Pójdziesz do Nanette i pomożesz jej w spakowaniu rzeczy i ucieczce. Ja zostanę na czatach i spróbuję kupić ci jak najwięcej czasu.
Patrick zamilkł, czekając na reakcję ze strony Lucy. Spodziewał się, że mogła mieć jakieś pytania. Sam nie chciał uczestniczyć jawnie w tym, co się miało za chwilę stać z kilku względów. Po pierwsze, przez to jakie miejsce zajmował w szeregach Zakonu Feniksa, wolał by jak najmniejsza liczba czarodziejów w ogóle wiedziała o jego istnieniu. Po drugie, jego towarzyszka była aurorką i nawet gdyby ją zobaczył jakiś naśladowca, prędzej uznałby, że Nanette znowu wysłała list ze skargą na Carrowa do Biurza Aurorów, niż że przysłał tu Lucy Zakon Feniksa. Po trzecie, być może widok aurorki w domu mugolaczki, powstrzyma Carrowa już przez sam fakt, iż zobaczy akurat aurorkę – czyli wyszkoloną i powiązaną z Ministerstwem Magii czystokrwistą czarownicę a nie jakąś przypadkową znajomą Nanette. Po czwarte wreszcie, sądził, że na froncie należało prowadzić zawsze dwa typy działań: jawne i niejawne. Jawnymi miała się tu zająć Lucy, jemu pozostały w udziale te mniej jawne. A Patrickowi zależało na tym, by wszyscy biorący udział w akcji byli bezpieczni.
- Przez to, że ewakuować trzeba także dzieci, do pomocy nam, dano świstoklik. Aktywuje się za czterdzieści minut i powinien przenieść ewakuowanych przed Dziurawy Kocioł. Dalej przejmie ich ktoś inny – dodał jeszcze, sięgając do kieszeni bluzy, by wyciągnąć stamtąd sporej wielkości gryzak dla psa. Podał go Lucy.
O ile nie było już nic do dodania, Patrick wyciągnął z kieszeni jeszcze niewielką maskę, którą – pewnie po to by zapewniła mu anonimowość, gdyby został zauważony – nałożył na twarz. A potem ruszył w stronę domu Nanette. Nie szedł jednak bezpośrednio, ale szerzej, klucząc między drzewami i krzakami. Przez chwilę jeszcze Lucy mogła go obserwować a potem zniknął jej z oczu.
Bezpośrednia droga do gospodarstwa Woodów była prosta jak drut. Wydeptano nawet niewielką ścieżkę, którą wypełniono polnymi kamieniami. Mimo iż położone na mokradłach, gospodarstwo wyglądało na całkiem zadbane, choć raczej biedne. Ale być może i niczego innego nie można się było spodziewać patrząc na miejsce, w którym się znalazło.
- Plan nie jest szczególnie ambitny – zaczął, od razu przechodząc do rzeczy, zamiast najpierw witać się, pytać Lucy o samopoczucie i o to, jak jej minął dzień. Na to mógł przyjść czas później, kiedy zagrożenie związane z życiem Nanette i jej dzieci, minie. – Pomyślałem sobie, że jeśli dobrze pójdzie, uprzedzimy Carrowa i do samego ataku nawet nie dojdzie. Pójdziesz do Nanette i pomożesz jej w spakowaniu rzeczy i ucieczce. Ja zostanę na czatach i spróbuję kupić ci jak najwięcej czasu.
Patrick zamilkł, czekając na reakcję ze strony Lucy. Spodziewał się, że mogła mieć jakieś pytania. Sam nie chciał uczestniczyć jawnie w tym, co się miało za chwilę stać z kilku względów. Po pierwsze, przez to jakie miejsce zajmował w szeregach Zakonu Feniksa, wolał by jak najmniejsza liczba czarodziejów w ogóle wiedziała o jego istnieniu. Po drugie, jego towarzyszka była aurorką i nawet gdyby ją zobaczył jakiś naśladowca, prędzej uznałby, że Nanette znowu wysłała list ze skargą na Carrowa do Biurza Aurorów, niż że przysłał tu Lucy Zakon Feniksa. Po trzecie, być może widok aurorki w domu mugolaczki, powstrzyma Carrowa już przez sam fakt, iż zobaczy akurat aurorkę – czyli wyszkoloną i powiązaną z Ministerstwem Magii czystokrwistą czarownicę a nie jakąś przypadkową znajomą Nanette. Po czwarte wreszcie, sądził, że na froncie należało prowadzić zawsze dwa typy działań: jawne i niejawne. Jawnymi miała się tu zająć Lucy, jemu pozostały w udziale te mniej jawne. A Patrickowi zależało na tym, by wszyscy biorący udział w akcji byli bezpieczni.
- Przez to, że ewakuować trzeba także dzieci, do pomocy nam, dano świstoklik. Aktywuje się za czterdzieści minut i powinien przenieść ewakuowanych przed Dziurawy Kocioł. Dalej przejmie ich ktoś inny – dodał jeszcze, sięgając do kieszeni bluzy, by wyciągnąć stamtąd sporej wielkości gryzak dla psa. Podał go Lucy.
O ile nie było już nic do dodania, Patrick wyciągnął z kieszeni jeszcze niewielką maskę, którą – pewnie po to by zapewniła mu anonimowość, gdyby został zauważony – nałożył na twarz. A potem ruszył w stronę domu Nanette. Nie szedł jednak bezpośrednio, ale szerzej, klucząc między drzewami i krzakami. Przez chwilę jeszcze Lucy mogła go obserwować a potem zniknął jej z oczu.
Bezpośrednia droga do gospodarstwa Woodów była prosta jak drut. Wydeptano nawet niewielką ścieżkę, którą wypełniono polnymi kamieniami. Mimo iż położone na mokradłach, gospodarstwo wyglądało na całkiem zadbane, choć raczej biedne. Ale być może i niczego innego nie można się było spodziewać patrząc na miejsce, w którym się znalazło.