Czy był w stanie to wyjaśnić bardziej, niż już to zrobił? Zastanawiał się... co pozostawało do dopowiedzenia? Coś w stylu "kiedyś zrozumiesz"? Bo chyba nie "zastanów się nad tym sam". Tylko jak do tego podejść? Z której strony..? Ta szczypta kąśliwości nie zadziałała na niego tak, jak powinna. To jest - może właśnie zadziałała dokładnie tak, jak powinna, że nie czuł się zaszczuty przez fakt, że chociaż odrobinka poszła nie tak. Pojawiło się to w jego głowie, ale jakoś zaskakująco łatwo było nad tym zapanować. Potknięcie nie było wtedy, kiedy chociaż milimetr linijki przesuwał się nie w tę stronę, co trzeba..? Nie, przecież był. Powinien bardziej uważać. Przecież to łatwo prowadziło do wybuchów. Tylko jak żyć, kiedy trzeba uważać na każde słowo i zdanie?
Pokręcił nieco głową.
- To drugie jest złym przykładem. Tam akurat wykazywałeś się brakiem rozsądku, a nie charakterem. - Proszę bardzo, mógł o tym głośno powiedzieć bez żadnego strachu. I to było całkiem dziwne, bo wszystkie myśli kierunkowały go do tego, że przecież niepewność powinien odczuwać całym sobą. - Sądzę, że związek to równość dawania i brania. Nie trzeba niczego udawać, trzeba się tylko nauczyć, że nie ma niczego złego w prostej komunikacji potrzeb i niechęci. To nas... - Nie kontynuował. Z przestrachem spojrzał na Flynna, obrócił się do niego gwałtownie tak, by złapać go za ramiona. - Oddychaj. - Przesunął dłoń na jego plecy, gotów namówić go do pochylenia się w dół, by łatwiej było mu złapać tlen. Nie zdążył nawet dobrze zmienić swojej pozycji, czy poprawiać jego, a świst powietrza wypełnił dźwięki między szumem fal i krzykiem mew.
Pogoda im dzisiaj dopisywała. Szkoda, że nie dopisywał im do końca ten dzień.
- Co się stało, Flynn? Co cię tak zdenerwowało? - Albo zestresowało. Przecież najlepiej znał swoje ciało i wiedział, że tak o - po prostu - nie działy mu się takie rzeczy. Miał teraz napięty głos, napięły się też jego mięśnie. Nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Usiadł znów na tym kocu i przygarnął go na powrót do siebie.