08.02.2025, 18:32 ✶
Nie powstrzymał jednak tych łez. Spłynęło mu ich po twarzy ledwie trzy, nie miało to szans zrównać się z falami, jakie robiły to wcześniej, ale były tam. Tak samo wyraźne i słone, a jednak miały inną energię. Tym razem emanowały irytacją.
- Nie chcę przestać palić, to prawda, ale może wreszcie pora się obudzić. Ufanie tobie nie znaczy, że muszę ufać innym ludziom. Jesteś kurwa częścią wielkiej rodziny, która w chwili kryzysu stanie za tobą murem, a ja jestem Szczurem. Dobrze wiesz, że nikt nie potraktuje mnie tak samo jak ciebie. Wejdę komuś w drogę to mnie jej sprzedadzą, a sam przecież rozumiesz, że to co kryje to ciało to szereg pieprzonych wad, ślepota to wisienka na torcie tego zjebania. - Był wzburzony, ale nie krzyczał. Nie uderzał go też rękoma, nie odpychał od siebie, nie próbował uderzyć nim o ścianę ani o piasek, chociaż te myśli i tak nawiedzały go prosiły się o uwzględnienie w planie. Zwyczajnie ochrypł. Czuł się tak wątły i słaby jak to tylko możliwe, a to samopoczucie było wyczuwalne w głosie. Coś na co nigdy by sobie nie pozwolił - mówienie bez maski ubierającej go w wizerunek kogoś, kto się nie zawaha, kogo nie dało się zniszczyć. Obecnego Crowa dało się zniszczyć. Wystarczyło pchnąć go na piasek żeby zaczął dławić się tlenem jak ryba, a później odciąć mu dostęp nawet do tego. - Daję ci kurwa wszystko. Nawet fiolkę Veritaserum, żebyś mnie mógł zapytać o cokolwiek chcesz. Kurwa mać. - Zafiksował się na tym i bardzo chciał tę energię z siebie wyrzucić. Cokolwiek. Niech cokolwiek przyniesie mu ratunek. Chwycił jedną z tych muszli, co je tak zbierał pieczołowicie i chciał ją cisnąć w morze, ale kiedy się zamachnął, ten ból ściągnął go znów w dół. Mimowolnie przybrał pozycję embrionalną i opadł bokiem na ten koc, próbując się z tego wygrzebać. Tylko że nic nie przychodziło, żadna solidna ulga, a on miał z tyłu głowy masę innych tekstów, którymi mógłby i chyba nawet chciałby go dźgnąć. Nie wiedział jak ma działać, kiedy nie mógł tego uzewnętrznić, więc znów uciekał do wymyślonej rzeczywistości. Takiej w której Laurent stuknął go jeszcze raz przed snem, żeby mógł zasnąć bez zastanawiania się nad każdym jego słowem i to okropieństwo się skończyło, bo rano wszystko było normalne.
- Nie chcę przestać palić, to prawda, ale może wreszcie pora się obudzić. Ufanie tobie nie znaczy, że muszę ufać innym ludziom. Jesteś kurwa częścią wielkiej rodziny, która w chwili kryzysu stanie za tobą murem, a ja jestem Szczurem. Dobrze wiesz, że nikt nie potraktuje mnie tak samo jak ciebie. Wejdę komuś w drogę to mnie jej sprzedadzą, a sam przecież rozumiesz, że to co kryje to ciało to szereg pieprzonych wad, ślepota to wisienka na torcie tego zjebania. - Był wzburzony, ale nie krzyczał. Nie uderzał go też rękoma, nie odpychał od siebie, nie próbował uderzyć nim o ścianę ani o piasek, chociaż te myśli i tak nawiedzały go prosiły się o uwzględnienie w planie. Zwyczajnie ochrypł. Czuł się tak wątły i słaby jak to tylko możliwe, a to samopoczucie było wyczuwalne w głosie. Coś na co nigdy by sobie nie pozwolił - mówienie bez maski ubierającej go w wizerunek kogoś, kto się nie zawaha, kogo nie dało się zniszczyć. Obecnego Crowa dało się zniszczyć. Wystarczyło pchnąć go na piasek żeby zaczął dławić się tlenem jak ryba, a później odciąć mu dostęp nawet do tego. - Daję ci kurwa wszystko. Nawet fiolkę Veritaserum, żebyś mnie mógł zapytać o cokolwiek chcesz. Kurwa mać. - Zafiksował się na tym i bardzo chciał tę energię z siebie wyrzucić. Cokolwiek. Niech cokolwiek przyniesie mu ratunek. Chwycił jedną z tych muszli, co je tak zbierał pieczołowicie i chciał ją cisnąć w morze, ale kiedy się zamachnął, ten ból ściągnął go znów w dół. Mimowolnie przybrał pozycję embrionalną i opadł bokiem na ten koc, próbując się z tego wygrzebać. Tylko że nic nie przychodziło, żadna solidna ulga, a on miał z tyłu głowy masę innych tekstów, którymi mógłby i chyba nawet chciałby go dźgnąć. Nie wiedział jak ma działać, kiedy nie mógł tego uzewnętrznić, więc znów uciekał do wymyślonej rzeczywistości. Takiej w której Laurent stuknął go jeszcze raz przed snem, żeby mógł zasnąć bez zastanawiania się nad każdym jego słowem i to okropieństwo się skończyło, bo rano wszystko było normalne.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.