29.01.2023, 17:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.01.2023, 17:10 przez Brenna Longbottom.)
Brenna uśmiechnęła się tylko lekko na podsumowanie, że jest bardzo rozgadana. Mężczyzna nie miał okazji widzieć jej w trybie "prawdziwego" rozgadania: w tej chwili starała się mówić bez ozdobników, wolniej niż zwykle i zadawać wyłącznie ważne pytania. Ba, kiedy skończył odpowiadać, milczała długą chwilę, układając sobie fakty, i jeszcze notując w notatniku.
- Kto czyści gabloty, panie Shafiq? - spytała. Od razu przyszło jej do głowy, że skoro "nie doniesiono mu o nieprawidłowościach", to niekoniecznie oznaczało, że tych nie było. - I kto ewentualnie miałby możliwość dostać się bez większego problemu do pańskiego gabinetu?
Nie skomentowała jego słów, co do tego, do czego dąży. Bo najwyraźniej mężczyzna myślał to, co ona: że podejrzanym był ktoś z bliskiego kręgu. Ale rzucenie mu tego w twarz wciąż wydawało się... trochę drastyczne. Zresztą prowadząc śledztwo lepiej było nie dywagować, bo późniejsze dane często stawały całość na głowie.
To, co podejrzewała, było jednak jasne w świetle kolejnych słów.
- Będziemy wdzięczne za dostarczenie Brygadzie listy z nazwiskami wszystkich pracowników i osób, które miały ostatnio tu dostęp - powiedziała, ale i nie jakoś z wielką stanowczością, bo... cóż. Znając rody czystej krwi, nie zdziwiłaby się, gdyby nie chciał ich udzielić.
Skoro ktoś rozumiał pochodzenie czy zastosowanie kamieni, dość oczywiste było niby, że musi się znać na runach. Ale też niekoniecznie ukradł kamień osobiście. Mógł przecież opłacić pracowników.
Rozejrzała się po pomieszczeniu, przechodząc powoli wzdłuż gablot. I zaglądając do tej, gdzie stały kamienie z układu – obojętnie czy zamkniętej czy otwartej. Przyjrzała się i jednym, i drugim drzwiom, zwłaszcza zamkom: czy wyglądały na uszkodzone, czy ktoś miał klucz do tych? Bo zwykła alohomora pewnie nie mogła ich otworzyć. Nie miała zbytniej nadziei, że dostrzeże jakieś ślady, ale musiała spróbować. Powstrzymała chęć wypytywania dalej. Gospodarz był chętny do współpracy… ale też wyraźnie zmęczony.
- Czy można tu używać magii? Oczywiście, nie zagrażającej eksponatom. Nie chcemy nadużywać pańskiej uprzejmości, ale byłybyśmy wdzięczne, jeśli mogłybyśmy zostać tu na kwadrans same. Obiecuję, że niczego nie dotkniemy, ale musimy rzucić parę zaklęć. Cudza obecność może nas rozproszyć.
A przynajmniej ją, kiedy będzie próbowała widmowidzenia. Wiedziała, że szanse są nikłe, musiała jednak spróbować.
- Na razie zaczniemy od tego… - mruknęła, unosząc różdżkę, jeśli mężczyzna nie protestował. I to nie czekając, aż wyszedł, bo z zaklęciem tropiącym mogła spróbować i w jego obecności, a mógł coś zauważyć przydatnego. Wprawdzie bywało tu na pewno mnóstwo osób i zabezpieczeń nie złamano, ale jeżeli udałoby się jej rzucić czar ujawniające ślady niedawnej bytności magicznych stworzeń i osób – to zawsze byłby jakiś początek. Na przykład widząc ślady stóp kogoś idącego do gabloty ich rozmiar albo rodzaj buta już by coś mówił...
- Appare Vestigium.
Odkryj wiadomość pozafabularną
- Kto czyści gabloty, panie Shafiq? - spytała. Od razu przyszło jej do głowy, że skoro "nie doniesiono mu o nieprawidłowościach", to niekoniecznie oznaczało, że tych nie było. - I kto ewentualnie miałby możliwość dostać się bez większego problemu do pańskiego gabinetu?
Nie skomentowała jego słów, co do tego, do czego dąży. Bo najwyraźniej mężczyzna myślał to, co ona: że podejrzanym był ktoś z bliskiego kręgu. Ale rzucenie mu tego w twarz wciąż wydawało się... trochę drastyczne. Zresztą prowadząc śledztwo lepiej było nie dywagować, bo późniejsze dane często stawały całość na głowie.
To, co podejrzewała, było jednak jasne w świetle kolejnych słów.
- Będziemy wdzięczne za dostarczenie Brygadzie listy z nazwiskami wszystkich pracowników i osób, które miały ostatnio tu dostęp - powiedziała, ale i nie jakoś z wielką stanowczością, bo... cóż. Znając rody czystej krwi, nie zdziwiłaby się, gdyby nie chciał ich udzielić.
Skoro ktoś rozumiał pochodzenie czy zastosowanie kamieni, dość oczywiste było niby, że musi się znać na runach. Ale też niekoniecznie ukradł kamień osobiście. Mógł przecież opłacić pracowników.
Rozejrzała się po pomieszczeniu, przechodząc powoli wzdłuż gablot. I zaglądając do tej, gdzie stały kamienie z układu – obojętnie czy zamkniętej czy otwartej. Przyjrzała się i jednym, i drugim drzwiom, zwłaszcza zamkom: czy wyglądały na uszkodzone, czy ktoś miał klucz do tych? Bo zwykła alohomora pewnie nie mogła ich otworzyć. Nie miała zbytniej nadziei, że dostrzeże jakieś ślady, ale musiała spróbować. Powstrzymała chęć wypytywania dalej. Gospodarz był chętny do współpracy… ale też wyraźnie zmęczony.
- Czy można tu używać magii? Oczywiście, nie zagrażającej eksponatom. Nie chcemy nadużywać pańskiej uprzejmości, ale byłybyśmy wdzięczne, jeśli mogłybyśmy zostać tu na kwadrans same. Obiecuję, że niczego nie dotkniemy, ale musimy rzucić parę zaklęć. Cudza obecność może nas rozproszyć.
A przynajmniej ją, kiedy będzie próbowała widmowidzenia. Wiedziała, że szanse są nikłe, musiała jednak spróbować.
- Na razie zaczniemy od tego… - mruknęła, unosząc różdżkę, jeśli mężczyzna nie protestował. I to nie czekając, aż wyszedł, bo z zaklęciem tropiącym mogła spróbować i w jego obecności, a mógł coś zauważyć przydatnego. Wprawdzie bywało tu na pewno mnóstwo osób i zabezpieczeń nie złamano, ale jeżeli udałoby się jej rzucić czar ujawniające ślady niedawnej bytności magicznych stworzeń i osób – to zawsze byłby jakiś początek. Na przykład widząc ślady stóp kogoś idącego do gabloty ich rozmiar albo rodzaj buta już by coś mówił...
- Appare Vestigium.
Nie wiem, czy rzucać, czy z góry zakładane będzie coś, ale na wszelki wypadek…
Percepcja:
Kształtowanie:
Percepcja:
Rzut Z 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!
Kształtowanie:
Rzut PO 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.