29.01.2023, 18:11 ✶
Naprawdę lubił swoją pracę, nierzadko zostając w niej po godzinach. Był w mniejszości, dla których więcej pracy niekoniecznie równało się ze straconym czasem. Być może zalatywało od niego lekkim pracoholizmem, ale z drugiej strony — nie miał aż tak bujnego życia towarzyskiego, żeby od czasu do czasu nie móc sobie pozwolić na zarwanie nocki, co niekiedy było zresztą przymusem. Najczęściej, gdy trzeba było nadrobić papierkową robotę, którą ktoś zostawił na ostatnią chwilę. I jasne, mógłby się złościć i denerwować, ale na tym etapie chyba poddał się z nadzieją na to, że jego młodszy brat zacznie podchodzić do pracy nieco bardziej odpowiedzialnie. I chociaż takie zachowanie mogło budzić pewne kontrowersje oraz niepokój, nie mógł mu w tym wszystkim odmówić wyników. Przymykał oczy na lekkie zaniedbania, ale im dłużej razem pracowali, tym większy niepokój Orion czuł względem tego, jak jego brat podchodził do ich obowiązków.
Myśl ta nie dawała mu spokoju i coraz częściej pojawiała się w głowie, utrudniając myślenie o czymkolwiek innym. Dokładnie tak było dzisiaj, kiedy to poranną porą wracał do domu po uporządkowaniu kolejnej góry papierów. Kilka godzin temu czemu frustrację i irytację, ale teraz po prostu cieszył się na wizję tego, że będzie mu dane się położyć w łóżku. Nawet on potrzebował czasem nieco snu.
W teorii mógłby się teleportować, ale był na tyle zmęczony, że nie chciał ryzykować tego typu podróży. Starczył w końcu jeden błąd, żeby nieźle się pokaleczył.
Mijając kolejne ulice Londynu, wdychał chłodne, rześkie powietrze. Rozbudzało go na tyle, że był w stanie stawiać kolejne kroki, utrzymując przy tym dość prostą postawę. Nie zwracał szczególnej uwagi na przechodniów, ignorując również kobietę przed jakimś domem, ale gdy po chwili, z opóźnieniem dotarło do niego, co tak właściwie zobaczył, gwałtownie się zatrzymał. Czy właśnie minął kogoś, kto próbował włamać się do mieszkania?
Niewiele myśląc, wyciągnął spod płaszcza różdżkę i powolnym, spokojnym krokiem ruszył w drogę powrotną. Krew zabiła nieco mocniej, oddech przyśpieszył, a zmęczenie zniknęło jak za dotykiem magicznej różdżki. Gdy wrócił na miejsce, wyjrzał jeszcze dyskretnie zza rogu, chcąc się upewnić w tym, czy nie miał omam, ale faktycznie. Jakaś postać stała przy drzwiach i grzebała przy nich w sposób, który zdecydowanie wzbudzał podejrzenia. Nie było co dłużej czekać.
Zrobił jeszcze kilka kroków, po czym stając mniej więcej za nią, postanowił się ujawnić.
— Zostaw te drzwi. Włamywanie się jest naprawdę słabym wyborem na zarobek — rzucił spokojnym głosem. Na razie nie unosił różdżki, aczkolwiek uważnie obserwował podejrzaną. W razie jakiegokolwiek gwałtownego ruchu miał zamiar zareagować. — Odwróć się, powoli. Nie musimy robić z tego większego problemu, niż już jest. Jeśli będziesz współpracowała, służby mogą potraktować Cię lżej — dodał jeszcze, wciąż obserwując jej plecy. Ech, tyle byłoby z jego odpoczynku.
Myśl ta nie dawała mu spokoju i coraz częściej pojawiała się w głowie, utrudniając myślenie o czymkolwiek innym. Dokładnie tak było dzisiaj, kiedy to poranną porą wracał do domu po uporządkowaniu kolejnej góry papierów. Kilka godzin temu czemu frustrację i irytację, ale teraz po prostu cieszył się na wizję tego, że będzie mu dane się położyć w łóżku. Nawet on potrzebował czasem nieco snu.
W teorii mógłby się teleportować, ale był na tyle zmęczony, że nie chciał ryzykować tego typu podróży. Starczył w końcu jeden błąd, żeby nieźle się pokaleczył.
Mijając kolejne ulice Londynu, wdychał chłodne, rześkie powietrze. Rozbudzało go na tyle, że był w stanie stawiać kolejne kroki, utrzymując przy tym dość prostą postawę. Nie zwracał szczególnej uwagi na przechodniów, ignorując również kobietę przed jakimś domem, ale gdy po chwili, z opóźnieniem dotarło do niego, co tak właściwie zobaczył, gwałtownie się zatrzymał. Czy właśnie minął kogoś, kto próbował włamać się do mieszkania?
Niewiele myśląc, wyciągnął spod płaszcza różdżkę i powolnym, spokojnym krokiem ruszył w drogę powrotną. Krew zabiła nieco mocniej, oddech przyśpieszył, a zmęczenie zniknęło jak za dotykiem magicznej różdżki. Gdy wrócił na miejsce, wyjrzał jeszcze dyskretnie zza rogu, chcąc się upewnić w tym, czy nie miał omam, ale faktycznie. Jakaś postać stała przy drzwiach i grzebała przy nich w sposób, który zdecydowanie wzbudzał podejrzenia. Nie było co dłużej czekać.
Zrobił jeszcze kilka kroków, po czym stając mniej więcej za nią, postanowił się ujawnić.
— Zostaw te drzwi. Włamywanie się jest naprawdę słabym wyborem na zarobek — rzucił spokojnym głosem. Na razie nie unosił różdżki, aczkolwiek uważnie obserwował podejrzaną. W razie jakiegokolwiek gwałtownego ruchu miał zamiar zareagować. — Odwróć się, powoli. Nie musimy robić z tego większego problemu, niż już jest. Jeśli będziesz współpracowała, służby mogą potraktować Cię lżej — dodał jeszcze, wciąż obserwując jej plecy. Ech, tyle byłoby z jego odpoczynku.