10.02.2025, 20:38 ✶
Brenna nie należała do osób upartych z zawady, które zawsze musiały mieć ostatnie słowo: w niektórych sprawach ustępowała rzadko i umiała przyznać, że popełnia błędy. Ale były i sytuacje, w których nie umiała iść na kompromisy i zdarzało się, że wyłaził z niej upór, jakiego nie powstydziłaby się nie tylko koza, ale i całe stado kóz. Przekonanie jej do zmiany nawyków było niemożliwe, zaiste więc dobrze, że jadła zawsze sama, z własnej, nieprzymuszonej woli i nikt nie musiał próbować dokarmiać jej w biurze Brygady.
– Zostaw takie sztuczki dla Millie, mnie nie trzeba zachęcać do jedzenia – zapewniła. Podbródek podparła o złączone dłonie i obserwowała Figga wielkimi, ciemnymi oczyma. W jej głowie trwała batalia, która dość często miała miejsce w duszy Brenny: ścierały się ze sobą siły armii Chcę Pomóc, dowodzonej przez generała Nie Zostawia Się Bliskich Samych Z Problemami, z wojskami Nie Chcę Być Wścibska, prowadzonej do boju przez wodza Każdy Ma Prawo Do Prywatności.
Rozmawianie o niektórych sprawach nie pomagało, a tylko czyniło je trudniejszymi.
O innych dało się porozmawiać z bardzo niewieloma osobami, i może nie była osobą do tej rozmowy odpowiednią.
Przemilczenie niektórych sprawiało, że bolały jeszcze bardziej.
Widmowidzenie było częścią jej jestestwa, czymś, co zbudowało w dużej mierze jej charakter i przekonania, ale czasem żałowała, że nie umiała patrzeć na kolory aur. Może wtedy łatwiej byłoby jej robić to, co powinno zostać zrobione. Może nie biegłaby do przodu, żeby przypadkiem się nie zatrzymać, bo każdy moment zatrzymania mógł sprawić, że doścignęłaby ją myśl: nie mam cholernego pojęcia, co właściwie wyprawiam.
– Udało się? – spytała w końcu. – Przemyśleć. Dojść do jakichś przydatnych wniosków – uzupełniła. Powstrzymała cisnące się na usta pytanie, czy może obecność Millie pomagała, bo myślał o niej, ale nie wydawało się jej już, że mogło chodzić tylko o Moody. Poza tym ten żartobliwy komentarz nie bardzo przystawał do okoliczności, gdy i Thomas, i Millie zdawali się być rozchwiani, a cokolwiek ich łączyło, pozostawało na pewno świeże i Brenna nawet nie śmiała się zastanawiać, czy może wyjdzie to na dobre, czy tylko dodatkowo ich zrani. – Wyglądasz, jakbyś miał za sobą ciężki dzień.
– Zostaw takie sztuczki dla Millie, mnie nie trzeba zachęcać do jedzenia – zapewniła. Podbródek podparła o złączone dłonie i obserwowała Figga wielkimi, ciemnymi oczyma. W jej głowie trwała batalia, która dość często miała miejsce w duszy Brenny: ścierały się ze sobą siły armii Chcę Pomóc, dowodzonej przez generała Nie Zostawia Się Bliskich Samych Z Problemami, z wojskami Nie Chcę Być Wścibska, prowadzonej do boju przez wodza Każdy Ma Prawo Do Prywatności.
Rozmawianie o niektórych sprawach nie pomagało, a tylko czyniło je trudniejszymi.
O innych dało się porozmawiać z bardzo niewieloma osobami, i może nie była osobą do tej rozmowy odpowiednią.
Przemilczenie niektórych sprawiało, że bolały jeszcze bardziej.
Widmowidzenie było częścią jej jestestwa, czymś, co zbudowało w dużej mierze jej charakter i przekonania, ale czasem żałowała, że nie umiała patrzeć na kolory aur. Może wtedy łatwiej byłoby jej robić to, co powinno zostać zrobione. Może nie biegłaby do przodu, żeby przypadkiem się nie zatrzymać, bo każdy moment zatrzymania mógł sprawić, że doścignęłaby ją myśl: nie mam cholernego pojęcia, co właściwie wyprawiam.
– Udało się? – spytała w końcu. – Przemyśleć. Dojść do jakichś przydatnych wniosków – uzupełniła. Powstrzymała cisnące się na usta pytanie, czy może obecność Millie pomagała, bo myślał o niej, ale nie wydawało się jej już, że mogło chodzić tylko o Moody. Poza tym ten żartobliwy komentarz nie bardzo przystawał do okoliczności, gdy i Thomas, i Millie zdawali się być rozchwiani, a cokolwiek ich łączyło, pozostawało na pewno świeże i Brenna nawet nie śmiała się zastanawiać, czy może wyjdzie to na dobre, czy tylko dodatkowo ich zrani. – Wyglądasz, jakbyś miał za sobą ciężki dzień.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.