29.01.2023, 20:40 ✶
Patrick uśmiechnął się blado. Jakby to osobliwie nie zabrzmiało. Często on sam nie wiedział na ile tak naprawdę może sobie pozwolić a być przecież Prawą Ręką Dumbledore’a. W jego przypadku nie tyle chodziło nawet o możliwości, ile o konsekwencje.
- Myślę, że gdybyś nie była do końca pewna czy możesz coś zrobić, zawsze możesz powiedzieć o tym Erikowi lub Brennie – podsunął. Przyjaźniła się z nimi, więc i najłatwiej było jej do nich dojść. – Jeśli nie będą pewni, najwyżej zapytają kogoś jeszcze. – Ten ktoś jeszcze oznaczał jego lub Idę, ale o tym – przynajmniej na razie – Nora nie musiała wiedzieć.
Zdawał sobie sprawę, że kwestia miejsca Nory w Zakonie Feniksa była dość umowna. Formalnie nie należała do ścisłych członków, ale jednocześnie przez to jak blisko była z rodziną Longbottomów – jakoś tak trudno było ją oddzielić.
Patrick zamyślił się, zastanawiając na ile pewne były osoby, które od razu przyszły mu do głowy. I czy powinien wysłać do nich Norę, czy ich do Nory. Na dwoje babka wróżyła. Sięgnął po kubek z kawą.
- Jedna to półolbrzymka, niejaka Rowle. Co do drugiej osoby, muszę jeszcze sprawdzić kilka kwestii, upewnić się, że plotki, które do mnie doleciały są prawdziwe. – Bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Zwłaszcza, że człowiek, o którym słyszał, był ścigany listem gończym. - Możliwe, że wysłałbym ci sowę z nazwiskiem lub przysłałbym go do ciebie, albo rozegrałbym to jeszcze jakoś inaczej… – powiedział z zamyśleniem pobrzmiewającym w głosie. Być może nawet ta trzecia, jeszcze niesprecyzowana opcja, pasowała mu najbardziej. – W takim razie, działaj z nimi – podsumował lżejszym tonem, nawiązując do tematu Lupinów. – Jeśli wszystko pójdzie dobrze, będziesz kimś w rodzaju łączniczki między wytwórcami a Zakonem.
Odstawił na stolik wypitą kawę. Sprawa Beltaine była poważna i chociaż Steward w żadnym razie nie zamierzał zakazywać Norze udziału w uroczystościach i posiadania swojego stoiska tam, ale chciał ją ostrzec.
- Uważaj tam na siebie. Gdyby zaczęło się dziać coś niebezpiecznego, po prostu uciekaj – poprosił cicho.
- Myślę, że gdybyś nie była do końca pewna czy możesz coś zrobić, zawsze możesz powiedzieć o tym Erikowi lub Brennie – podsunął. Przyjaźniła się z nimi, więc i najłatwiej było jej do nich dojść. – Jeśli nie będą pewni, najwyżej zapytają kogoś jeszcze. – Ten ktoś jeszcze oznaczał jego lub Idę, ale o tym – przynajmniej na razie – Nora nie musiała wiedzieć.
Zdawał sobie sprawę, że kwestia miejsca Nory w Zakonie Feniksa była dość umowna. Formalnie nie należała do ścisłych członków, ale jednocześnie przez to jak blisko była z rodziną Longbottomów – jakoś tak trudno było ją oddzielić.
Patrick zamyślił się, zastanawiając na ile pewne były osoby, które od razu przyszły mu do głowy. I czy powinien wysłać do nich Norę, czy ich do Nory. Na dwoje babka wróżyła. Sięgnął po kubek z kawą.
- Jedna to półolbrzymka, niejaka Rowle. Co do drugiej osoby, muszę jeszcze sprawdzić kilka kwestii, upewnić się, że plotki, które do mnie doleciały są prawdziwe. – Bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Zwłaszcza, że człowiek, o którym słyszał, był ścigany listem gończym. - Możliwe, że wysłałbym ci sowę z nazwiskiem lub przysłałbym go do ciebie, albo rozegrałbym to jeszcze jakoś inaczej… – powiedział z zamyśleniem pobrzmiewającym w głosie. Być może nawet ta trzecia, jeszcze niesprecyzowana opcja, pasowała mu najbardziej. – W takim razie, działaj z nimi – podsumował lżejszym tonem, nawiązując do tematu Lupinów. – Jeśli wszystko pójdzie dobrze, będziesz kimś w rodzaju łączniczki między wytwórcami a Zakonem.
Odstawił na stolik wypitą kawę. Sprawa Beltaine była poważna i chociaż Steward w żadnym razie nie zamierzał zakazywać Norze udziału w uroczystościach i posiadania swojego stoiska tam, ale chciał ją ostrzec.
- Uważaj tam na siebie. Gdyby zaczęło się dziać coś niebezpiecznego, po prostu uciekaj – poprosił cicho.