11.02.2025, 01:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.02.2025, 01:46 przez Alexander Mulciber.)
Odpowiedź na kolejny z listów Lorien, 4 IX 1972 r.
Tym razem zabezpieczony zaklęciem ochronnym.
Tym razem zabezpieczony zaklęciem ochronnym.
Lorien,
Nie akordeon, ale skrzypki lub fletnia Pana, jak przystało na tradycyjny cygański taraf. Gdybyśmy pojechali do Rumunii na dłużej, mogłabyś się doedukować w tej kwestii, ale obawiam się, że niewielu przedstawicieli cygańskiej diaspory uda nam się spotkać w stolicy, mimo, że jest tak liczna: moi pobratymcy nie mają tutaj łatwego życia. Dialekt wołoski różni się nieco od dialektu, którym posługuje się moja rodzina, więc chciałem poćwiczyć wymowę przed wyjazdem, nie przejmuj się treścią mojego językowego łamańca.
Nie przejmuj się też tym, co mówią. Przykro mi. Wiem, że to dla Ciebie coś nowego, ale dla mnie to ta sama stara śpiewka: mówili, mówią i będą mówić. Po tym wszystkim, co się stało z moim bratem, gazety dały mi na jakiś czas spokój, ale ten spokój nie mógł trwać wiecznie. Wcześniej regularnie widywałem swoją twarz na łamach rubryki plotkarskiej, czytywałem paszkwile na swój temat, zbywałem machnięciem ręki plotki... Nie przejmowałem się tym, bo byłem tylko dystraktorem, bezpiecznym tematem zastępczym, odwracającym uwagę od bardziej palących problemów, jakie dręczyły nasz ród.
Z całym szacunkiem, nie Ty jedna dbasz o zachowanie pozorów. Spójrz na szalki wagi. To, co dobre, musi być równoważone przez to, co złe. Graj bez wahania rolę, którą ci przydzielono, tak jak i ja gram swoją. Jeżeli taka ma być moja rola, będę złoczyńcą. Będę błaznem. Będę pieprzonym Alexandrem Mulciberem, bo on jest tylko personą, której użyczam twarzy. Oczywiście, że przeszkadza mi to, co o mnie mówią. Ale to nie jest rozmowa na ten list, prawda, Lorien?
Przyjdę z kawą, skoro tak się boisz stawić czoła bandzie biurw.
P.S. Koboldy albo strzygi. Nie widzę innej możliwości.
Nie akordeon, ale skrzypki lub fletnia Pana, jak przystało na tradycyjny cygański taraf. Gdybyśmy pojechali do Rumunii na dłużej, mogłabyś się doedukować w tej kwestii, ale obawiam się, że niewielu przedstawicieli cygańskiej diaspory uda nam się spotkać w stolicy, mimo, że jest tak liczna: moi pobratymcy nie mają tutaj łatwego życia. Dialekt wołoski różni się nieco od dialektu, którym posługuje się moja rodzina, więc chciałem poćwiczyć wymowę przed wyjazdem, nie przejmuj się treścią mojego językowego łamańca.
Nie przejmuj się też tym, co mówią. Przykro mi. Wiem, że to dla Ciebie coś nowego, ale dla mnie to ta sama stara śpiewka: mówili, mówią i będą mówić. Po tym wszystkim, co się stało z moim bratem, gazety dały mi na jakiś czas spokój, ale ten spokój nie mógł trwać wiecznie. Wcześniej regularnie widywałem swoją twarz na łamach rubryki plotkarskiej, czytywałem paszkwile na swój temat, zbywałem machnięciem ręki plotki... Nie przejmowałem się tym, bo byłem tylko dystraktorem, bezpiecznym tematem zastępczym, odwracającym uwagę od bardziej palących problemów, jakie dręczyły nasz ród.
Z całym szacunkiem, nie Ty jedna dbasz o zachowanie pozorów. Spójrz na szalki wagi. To, co dobre, musi być równoważone przez to, co złe. Graj bez wahania rolę, którą ci przydzielono, tak jak i ja gram swoją. Jeżeli taka ma być moja rola, będę złoczyńcą. Będę błaznem. Będę pieprzonym Alexandrem Mulciberem, bo on jest tylko personą, której użyczam twarzy. Oczywiście, że przeszkadza mi to, co o mnie mówią. Ale to nie jest rozmowa na ten list, prawda, Lorien?
Przyjdę z kawą, skoro tak się boisz stawić czoła bandzie biurw.
P.S. Koboldy albo strzygi. Nie widzę innej możliwości.
A.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat