11.02.2025, 01:52 ✶
Słucham cię, pomyślał od razu, zniechęconym głosem. A później to do niego dotarło. Nie zgodziłby się z tym przed chwilą, ale teraz faktycznie uznał to za prawdę. Nie słuchał go, nie chciał go już słuchać. Jedyne, o czym myślał to koniec katorgi z tą klatką piersiową, a przecież... nie był człowiekiem źle znoszącym ból. Czasami cierpienie bywało nawet pomocne, ściągało go na ziemię. Wykorzystywał je celowo, zadając sobie cios za ciosem, żeby przywołać rozhulane myśli do obecnego momentu.
- Kurwa mać - zaklął, zakrywając twarz dłońmi. Czasami wydawało mu się, że to wszystko było tak absolutnie bez sensu. Całe jego pieprzone życie posypało się w chwili, w której nie było w nim osoby, która nim sterowała. Po co on jeszcze udawał? Złapał za materiał koszuli kogoś, z kim chciał związać się, bo takie życie było wygodne, ale pragnął czegoś więcej. Czegoś, co go wreszcie uspokoi, co sprawi, że przestanie szukać chuj wie czego. Oddychał głęboko, zaciskając te drobne, delikatne palce i faktycznie powoli się uspokajał, ale kłębiło się w nim wiele innych rzeczy, które musiały wreszcie mieć swoje ujście. I to było wyczuwalne. To jak przestaje się trząść, ale zamiast tego zaczyna się wiercić. Jak jego myśli układają się już w jakiś konkretny ciąg warty otworzenia dla niego ust, ale przerywa mu ciekawość tego, co dzieje się wokół. Oczy musiał mieć już piekielnie spuchnięte, bo piekły go niemiłosiernie, kiedy podziwiał pierwsze intensywniejsze malujące się na niebie pomarańcze, powoli przechodzące w przesiąkniętą tym czerwień. To wszystko było... nierzeczywiste. Nie puścił go, pociągnął go mocniej, zmuszając do spojrzenia w zaczerwienione oczy. - Wierzysz w to? - W co? Tak strasznie się w tej plątaninie zagubił, że zapomniał to pytanie doprecyzować, potrzebował jeszcze chwili na ogarnięcie się do tego, żeby to zrobić. - Że gdyby kończył się świat, to wybrałbym ciebie? - Przełknął ślinę, mierząc go spojrzeniem, ale w sposób pozbawiony pewności. Niby sam go szarpał, ale wyglądał, jakby chciał uciec. - Zrobiłbyś wszystko, żebym spędził te chwile z tobą? Ostatnie chwile, zanim skończy się świat. To jest to czego chcę. - A ty wybrałbyś mnie? Bał się odpowiedzi. - Nie obchodzą mnie żadne cholerne ciastka ani fajerwerki, których nawet dobrze nie widzę. Chcę być najważniejszy. - To właśnie pozostawało jego największą obsesją, jednocześnie będąc tak nierzeczywistym do osiągnięcia marzeniem. Zawsze coś w tym przeszkadzało. To zawsze wydawało się niemal tak fałszywe jak kolory tańczące na twarzy, jaką widział przed sobą, a przecież do tej pory była idealna - była czymś znanym w świecie, który wydawał się snem.
- Kurwa mać - zaklął, zakrywając twarz dłońmi. Czasami wydawało mu się, że to wszystko było tak absolutnie bez sensu. Całe jego pieprzone życie posypało się w chwili, w której nie było w nim osoby, która nim sterowała. Po co on jeszcze udawał? Złapał za materiał koszuli kogoś, z kim chciał związać się, bo takie życie było wygodne, ale pragnął czegoś więcej. Czegoś, co go wreszcie uspokoi, co sprawi, że przestanie szukać chuj wie czego. Oddychał głęboko, zaciskając te drobne, delikatne palce i faktycznie powoli się uspokajał, ale kłębiło się w nim wiele innych rzeczy, które musiały wreszcie mieć swoje ujście. I to było wyczuwalne. To jak przestaje się trząść, ale zamiast tego zaczyna się wiercić. Jak jego myśli układają się już w jakiś konkretny ciąg warty otworzenia dla niego ust, ale przerywa mu ciekawość tego, co dzieje się wokół. Oczy musiał mieć już piekielnie spuchnięte, bo piekły go niemiłosiernie, kiedy podziwiał pierwsze intensywniejsze malujące się na niebie pomarańcze, powoli przechodzące w przesiąkniętą tym czerwień. To wszystko było... nierzeczywiste. Nie puścił go, pociągnął go mocniej, zmuszając do spojrzenia w zaczerwienione oczy. - Wierzysz w to? - W co? Tak strasznie się w tej plątaninie zagubił, że zapomniał to pytanie doprecyzować, potrzebował jeszcze chwili na ogarnięcie się do tego, żeby to zrobić. - Że gdyby kończył się świat, to wybrałbym ciebie? - Przełknął ślinę, mierząc go spojrzeniem, ale w sposób pozbawiony pewności. Niby sam go szarpał, ale wyglądał, jakby chciał uciec. - Zrobiłbyś wszystko, żebym spędził te chwile z tobą? Ostatnie chwile, zanim skończy się świat. To jest to czego chcę. - A ty wybrałbyś mnie? Bał się odpowiedzi. - Nie obchodzą mnie żadne cholerne ciastka ani fajerwerki, których nawet dobrze nie widzę. Chcę być najważniejszy. - To właśnie pozostawało jego największą obsesją, jednocześnie będąc tak nierzeczywistym do osiągnięcia marzeniem. Zawsze coś w tym przeszkadzało. To zawsze wydawało się niemal tak fałszywe jak kolory tańczące na twarzy, jaką widział przed sobą, a przecież do tej pory była idealna - była czymś znanym w świecie, który wydawał się snem.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.