Schowanie się za własnymi dłońmi, za własnymi włosami, skrycie twarzy w poduszce, albo po prostu czyimś ramieniu - czasem było to potrzebne. Niekiedy było wręcz niezbędne. Żadne słowa dalej nie płynęły z jego ust, nie ulewał się jad, nie wysuwały się te igły, które chciały zranić. One były - ale kierowane do wnętrza?
- Kocham cię. - To mógł powiedzieć. To jedno zapewnienie, bo czasami było potrzebne bardziej niż tysiąc słów. Trzymał go więc między zastanowieniem, czy mówić cokolwiek, czy cisza będzie rzeczywiście lepszym rozwiązaniem. I chyba jak zawsze, kiedy niepewność uderzała za wysoko, a niepokój na poziomie emocjonalnym między nim a Flynnem rósł zbyt mocno - zaczął nucić. Nie śpiewać, nucić. Tę piosenkę, którą Flynn mówił, że tak lubi. Którą mu puścił. Której tekstu jeszcze nie znał, ale zamierzał się nauczyć. Chciał siedzieć jak zawsze - w bezruchu, tylko przeczesując dłonią jego włosy, albo głaszcząc po plecach. Zamiast tego musiał się poprawiać, przesuwać nieco nogi, zmienić podparcie ręki o koc, albo po prostu zająć się jakimś zagnieceniem materiału na koszuli Flynna. Robić coś - cokolwiek - byle zająć czymś ręce, byle energia w nim nie mogła zaznać czegoś takiego jak "zastój". Ona się zwyczajnie na to nie godziła, nawet kiedy Laurent ją kontrolował.
Nieco kiwał się w przód i w tył. Flynn się uspokajał, a on dawał popis nieświadomej choroby sierocej. Chociaż przecież żadna z niego sierota, tak? Zostało to wytknięcie - miał wszystko! A Flynn miał nic. Łatwo nie doceniać tego, co trzymasz w swoim palcach. Pozwolić temu przesypywać się przez palce i ulatywać z powietrzem jak mąka rzucona do ciasta. Miała stać się czymś słodkim - została brudem na półkach i krzykiem matki, że źle zrobiłeś. Przecież to nie służy do zabawy - więc czemu Ty się bawiłeś?
- Hm? - Przerwał nucenie, a przeszło ono już przez różne utwory. Wszystko, co przyplątało się do jego głowy, a miało melancholijne zabarwienie szarego widoku, jaki rozciągał się przed nim. Spoglądał w horyzont bez pomyślunku, pozwalając się znów oczarowywać falom i ich cichemu chichotowi. Morze było spokojne. Wcale nie układało się do snu. Księżyc miał mu podyktować przypływ..? Spojrzał w dół, na kulącego się Flynna, kiedy pojawiło się szarpnięcie. Chyba w złym momencie - bo padło złe pytanie. Tendencyjne, tak? Gdyby nie wieloletnia nauka kontroli nad gestami i mimiką właśnie uciekłby od niego spojrzeniem. Wiedział jednak lepiej - to byłaby odpowiedź najgorsza z możliwych. Mimo to nie potrafił odpowiedzieć od razu. Tak? Przecież to byłoby kłamstwo. Nie wierzę. Przecież brzmiało zbyt brutalnie. Odpowiedź dyplomatyczna? Mógłby wybrnąć z tego, uciec od odpowiedzi, a rozwiązań miał kilka. W tym zajęcie Flynna swoim dotykiem. Na nic z tego Flynn nie zasługiwał. A prawda? Zasługiwał na prawdę? - Ale mnie obchodzą. - Odpowiedziałeś cicho. Zadziwiająco nawet cicho jak na to, że to ciało było takie... głośne. W całym tego słowa znaczeniu. - Są tym, czego byś chciał, więc mnie obchodzą. Te małe rzeczy... drobnostki. One składają się na tego ciebie, którego chcę. - Laurent spoglądał na szczegóły i chciał się nimi cieszyć. Wielkie perspektywy były dobre w pracy - tam musisz patrzeć w przód i pozwolić, żeby szczegółami zajęli się ludzie, których do tego zatrudniać. Ale dla Laurenta liczył się każdy najmniejszy szew na ubraniu. Buty nie nadawały się do niczego, jeśli były krzywo przeszyte chociażby w jednym cugu. Książka nie mogła stać na półce, jeśli jedna jej litera nie była dopracowana. - Nie wiem, czy w to wierzę, że wybrałbyś mnie. Mam za mały obrazek i za mało szczegółów, żeby to ocenić. - Miał wierzyć w te słowa "kocham cię"? W chęć pomocy? Jasne, swoimi czynami Flynn udowadniał, że mu zależy. Ale jeszcze niecały miesiąc temu udowadniał, jakim jest skurwysynem. Uśmiechnął się do niego i ucałował jego czoło. - Ja też chcę cię uczynić najważniejszym. Żeby spędzić z tobą koniec świata i jeden dzień dłużej. Dla mnie to proces, który musi przejść swoją naturalną drogą. Ważny proces.