11.02.2025, 18:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.02.2025, 18:05 przez Freddy Lockhart.)
Nareszcie byli w domu, klasyczne szare ściany z rozległymi zaciekami, zapach trupa z bocznej alejki i wytrawny smak żytniej w ustach. Życie jednak było piękne, jak bardzo by się człowiek nad tym nie zastanawiał. Alfredzik to jednak czasami miał swoje przebłyski, pewnie dla tego dwójka meneli dalej trzymała się razem po tak długim czasie. Ile to już się znają, ile to się nie kłócili, a co najważniejsze ile już razy ze sobą kielona przechylili. To była właśnie prawdziwa przyjaźń, a nie jakaś udawana. Wiadomo, że jakby któregokolwiek z nich napadła grupka bandziorów, to ten drugi spieprzałby w podskokach, miało to jednak swój niepowtarzalny urok, do którego szło się przyzwyczaić. Freddy nie pamiętał już, jak to jest mieć dom, raczej dziwnie. Jak to tak musieć przejmować się gdzie jest łóżko, którędy do kibelka. Dla nich domem był szeroki świat, choć ten ograniczał się często do krawężnika i paru starych koców…
Jeszcze jeden łyk, tak dla zdrowotności, po czym flaszka na powrót powędrowała do Alfreda. Włożywszy nieco zmarznięte dłonie do kieszeni, Freddy odchrząknął, starając się odkaszlnąć coś, co akurat siadło mu na płucach.-Ty Alfredzik to nie masz wizji. Tu trzeba patrzeć w przyszłość, rozwijać się kto wie, czy nas jaka zguba nie czeka. Mało jest tych popaprańców kurde, co to latają i różdżkami machają na lewo i prawo? Trzeba mieć poduszkę Alfredzik, taką co to upadek na dupę wyczyma bez sińców. Jakbym se chciał łódkę mieć i się nią pływać nauczył, to bym to zrobił, ale do tego trzeba mieć łódeczkę, to akurat prawda. Mówię ci jednak, że kurde będziemy sobie pyszniutki likierek kiedyś popijać na wodzie, inaczej się Lock…hic!...art nie nazywam… hic!-powiedział, dostając pod koniec niespodziewanego ataku czkawki.
Przed permanentnymi bywalcami ulicy w końcu pojawiło się miejsce godne ich codziennej imprezy. Mała, ustronna uliczka, która odchodziła prostopadle od głównego deptaka może i nie była górnolotnym hotelem, ich drinki jednak również nie były górnolotne. Tak poważna degustacja wymagała ciszy i spokoju, z dala od wścibskich i zazdrosnych oczu takiego Alberta czy Manfredzika. Dwa menele z przeciwnej strony ulicy, parszywe szczury, mendy i glizdy nieludzkie a do tego śmiertelni wrogowie i konkurencja dla Alfreda i Freddy’ego. Pół życia głowili się, czemu matka ziemia wypluła takie dwie kanalie, co to się zachlewają podłym niskoprocentowym alkoholem. Każdy szanujący się żul wiedział, że jak iść na całość to tylko w wysokie woltaże!
Pewnie to właśnie oni zesłali na biednego Lockharta tę potworną czkawkę, oby smażyli się w piekle chamy!
Jeszcze jeden łyk, tak dla zdrowotności, po czym flaszka na powrót powędrowała do Alfreda. Włożywszy nieco zmarznięte dłonie do kieszeni, Freddy odchrząknął, starając się odkaszlnąć coś, co akurat siadło mu na płucach.-Ty Alfredzik to nie masz wizji. Tu trzeba patrzeć w przyszłość, rozwijać się kto wie, czy nas jaka zguba nie czeka. Mało jest tych popaprańców kurde, co to latają i różdżkami machają na lewo i prawo? Trzeba mieć poduszkę Alfredzik, taką co to upadek na dupę wyczyma bez sińców. Jakbym se chciał łódkę mieć i się nią pływać nauczył, to bym to zrobił, ale do tego trzeba mieć łódeczkę, to akurat prawda. Mówię ci jednak, że kurde będziemy sobie pyszniutki likierek kiedyś popijać na wodzie, inaczej się Lock…hic!...art nie nazywam… hic!-powiedział, dostając pod koniec niespodziewanego ataku czkawki.
Przed permanentnymi bywalcami ulicy w końcu pojawiło się miejsce godne ich codziennej imprezy. Mała, ustronna uliczka, która odchodziła prostopadle od głównego deptaka może i nie była górnolotnym hotelem, ich drinki jednak również nie były górnolotne. Tak poważna degustacja wymagała ciszy i spokoju, z dala od wścibskich i zazdrosnych oczu takiego Alberta czy Manfredzika. Dwa menele z przeciwnej strony ulicy, parszywe szczury, mendy i glizdy nieludzkie a do tego śmiertelni wrogowie i konkurencja dla Alfreda i Freddy’ego. Pół życia głowili się, czemu matka ziemia wypluła takie dwie kanalie, co to się zachlewają podłym niskoprocentowym alkoholem. Każdy szanujący się żul wiedział, że jak iść na całość to tylko w wysokie woltaże!
Pewnie to właśnie oni zesłali na biednego Lockharta tę potworną czkawkę, oby smażyli się w piekle chamy!