Nicholas słusznie prawił. Mieli pecha, że akurat za ich czasów, musiał się trafić niegodny Minister. Jak do tego doszło? Nie wiedział. Żałował tylko tego, że ich poprzednicy mieli lepiej pod tym względem, a co za tym idzie, mogli się lepiej skupić na swoich obowiązkach, a nie walczyć o lepsze jutro, które nie było im zapisane w żadnej z gwiazd.
Z drugiej zaś strony, dzięki takiemu obrotowi spraw, mogli mieć swój udział w tym wszystkim... a przynajmniej spróbować to zrobić. Jak im szło? Ciężko było stwierdzić, a do ostatniego gwizdka zostało jeszcze dużo minut. Wojna dopiero się zaczynała i nic nie wskazywało na to, że miała się zakończyć lada dzień.
Stanley przyglądał się temu wszystkiemu. Nie przeszkadzał. Pozwolił Nicholasowi na dokończenie spraw z ich kolegą, który właśnie przeprawiał się na drugą stronę. Gdyby chociaż odrobinę mu to przeszkadzało, mógłby stwierdzić, że ich ofiara była tylko i wyłącznie "biedną duszą", która źle trafiła. Bardzo źle trafiła.
- Nasza śmierć chyba właśnie zrobiła swoją robotę i udała się na upragniony odpoczynek - stwierdził, przyglądając się ostatniemu grymasowi na twarzy złodziejaszka - Skłamałbym mówiąc, że nie był to kawałek dobrej roboty - pokiwał głową z uznaniem - Żegnaj - przykucnął przy ich trupie, klepiąc go lekko po policzku.
Nie miał jednak zamiaru, aby jakoś długo się nad ich kolegą zamartwiać, ponieważ powstał po krótkiej chwili. Trwało to sekundę, może dwie.
- Później każę to uprzątnąć - wskazał dłonią drzwi do korytarza - Chodźmy stąd - popędził lekko Traversa, samemu sięgając po papierosa - Zapalisz ku temu małemu sukcesowi? - zapytał, proponując mu nikotynowego przyjaciela.
W kilka chwil później, byli już po za pomieszczeniem, które było świadkiem zbrodni. Ta - jak i setki innych na Nokturnie - miała nigdy nie wyjść na światło dziennie. W końcu sama ofiara była bliżej nieznaną osobistością, a nie jakąś szychą spośród Londyńskiej śmietanki.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972