Zaprowadził go do domu i posadził na brzegu wanny. Obmył jego nogi, rozebrał, przebrał w koszulę nocną, chociaż wiedział, że Flynn wcale nie lubił luźnych rzeczy. Zmienię mu to w sypialni. Zaprowadził go do tego łóżka, położył i nakrył. Zaraz wrócę. Idę tylko po kilka rzeczy - powiedział do niego, ale zanim dobrze zdążył się odsunąć - Flynn już spał. A wyglądał przy tym niewinnie jak... Aniołek. Był też ostatnią osobą, jaką o niewinność można było posądzać.
Poszedł więc do biura i kazał Migotkowi zawołać Aleksandra. Wydał dyspozycję, poprosił go o doniesienie dokumentów - nie pytaj, Alexandrze. Nie potrafię wytłumaczyć. Inaczej nie mogłeś powiedzieć na fakt, że gość właśnie przyjmował rozkazy od mężczyzny od jakiegoś czasu goszczącego w New Forest. Chyba jednak przyjął do wiadomości, że klątwa na krótko zamieniła wasze ciała. Albo po prostu przyjął fakt tego, że to jednak nie Flynn z nim rozmawia. Trudno było nie zauważyć różnicy, jeśli tylko pomijało się efekty wizualne.
Pracował dość długo. Idąc do sypialni zatrzymał się obok kwiatów, które tak go cieszyły, a teraz chciał zrobić dokładnie to, co robił Flynn z innymi. Wyrzucić je. Ta radość z nich była odległa. Nieobecna. Jedynie jej echo szumiało w jego głowie czymś, na czym ci zależało. Zależy nadal. Ale przecież nie można tego pożądać kosztem... TAKIM kosztem. To było niezdrowe. Nienormalne.
Mimo to wrócił do sypialni i położył na własnym łóżku. Z własnym ciałem, które dzisiaj zostało wyczerpane do granic. Wcale nie lubił zasypiać przytulając kogoś do siebie. Lubił za to zasypiać wtulając się w kogoś i szukając ciepła. Ale Flynn nie był ciepły - był zimny. Nawet mimo tej kołdry drżał.
Miałby go nie przytulić?
Nie zdawał sobie chyba sprawy z tego, że można spać tak lekko. Bez żadnych snów. Niemal jakby czuwając - zupełnie inny poziom śnienia niż ten, który znał. Nie nawykł też do budzenia się pryz kimś, kto od startu przeżywa panikę.
- Już, już... Flynn, jestem tutaj, hej. - Nieco zaspanym głosem próbował przywołać Flynna do zmysłów, unosząc się, żeby złapać jego dłonie i lekko go przytrzymać, by nie zrobił sobie krzywdy. IM krzywdy. Już chyba i tak wystarczająco złego wyrządził. - Jestem tutaj. Jestem. - Powtórzył już nieco spokojniej.