Geraldine żyła, tyle, że co to było aktualnie za życie? Jej brat, ten prawdziwy przestał jej ufać, to nie było przyjemnym uczuciem. Chciała mu opowiedzieć o wszystkim, wyjaśnić, ale najwyraźniej nie do końca docierało do niego to, co miała mu do przekazania. Kolejny problem, który powinna dopisać do tej niekońączej się listy. Nie miała pojęcia, jak to wszystko ogarnie i kiedy tak się wydarzy. Miała wrażenie, że coraz więcej gówna dzieje się w jej życiu, że decyzje, które podejmuje są irracjonalne. Może faktycznie powinna była wprowadzić Astarotha wcześniej w sprawę, może wtedy byłby w stanie to zrozumieć? Chciała go chronić, postąpiła tak dla jego dobra, a teraz miało jej się to odbić czkawką.
Nie zabiłaby Astarotha, pomimo tego, że stał się potworem, nigdy nie zrobiłaby mu krzywdy, znała przecież inne metody, dzięki którym mogłaby go spacyfikować. Zresztą nie bez powodu rodzice chcieli, żeby to z nią mieszkał, wiedzieli, że będzie w stanie sobie poradzić z bratem i jakoś mu pomóc. Ostatnio może nie była najlepszą siostrą, ale zamierzała to zmienić, bo ogarnęła największą część syfu, jaki wydarzył się w jej życiu.
Zamurowało ją, gdy wspomniał o tym, że pił krew Laurenta. Gdyby to był ktoś nieznajomy, pewnie by jej to nie ruszyło, ale jednak to była jedna z osób, które kojarzyła, które były dosyć znane w magicznym świecie. Nie doszły do niej żadne informacje o jego śmierci, gdyby Astaroth go zabił to na pewno zaczęliby szukać sprawcy, więc może wcale nie było tak źle, powinna się tym zainteresować.
- Dowiem się, czy żyje. - Powinna to sprawdzić, z Astarothem naprawdę musiało być źle skoro nie rozróżniał tego, co było prawdziwe, a co nie. Już niedługo będzie musiała wrócić do domu, żeby się nim zaopiekować w odpowiedni sposób, musiała tylko do końca się ogarnąć, miała nadzieję, że te kilka dni nic nie zmieni.
Nie dziwiło jej wcale, że chciałby, aby to wszystko było snem. To, co mu się przytrafiło to było naprawdę wiele, szczególnie dla kogoś ich pokroju, najgorszy scenariusz - stał się tym, na co polowali. Ryzyko, które niósł ze sobą zawód, który wykonywali, tylko dlaczego on, dlaczego właśnie jego to spotkało? Na to pytanie pewnie nigdy nie uzyska odpowiedzi.
- Za kilka dni wrócę. Doprowadzę siebie do porządku i wrócę, już będę. - Tak, nie zamierzała odkładać tego w nieskończoność, musiała wrócić do Londynu, do tej rzeczywistości, w której przyszło im żyć, chociaż chętnie nadal by trwała w zawieszeniu, w Whitby, gdzie problemy wydawały się nie istnieć. Nie mogła jednak ciągle przed tym wszystkim uciekać.
- Już niedługo będę przy tobie. - Nie mogła zostać tutaj teraz, nie kiedy nie wyjaśniła tego, czym zaczęła się rano zajmować. Wzięła więc psy i opuściła mieszkanie, pewna jedynie tego, że za kilka dni faktycznie będzie musiała się pojawić tutaj z powrotem, na stałe, by dać mu oparcie, którego potrzebował.