Z każdym dniem gubiła się w tym coraz bardziej. Nie miała pojęcia, czy to wszystko, co sobie dawali było faktycznie tylko i wyłącznie złudzeniem. Trudno jej było w to uwierzyć. Zależało im na sobie, spędzali ze sobą wszystkie te chwile w jakimś konkretnym celu. Jasne, mogli to tłumaczyć tym chwilowym lizaniem ran, tylko czy na pewno to było tylko i wyłącznie to? Nie chciało jej się w to wierzyć. Nie, kiedy żadne z nich jakoś nie spieszyło się do odejścia z tego miejsca, kiedy nadal szukali tej bliskości, którą kiedyś mieli, która wciąż przychodziła im naturalnie. Mimo tego, że przecież przez półtora roku tego nie robili. Wrócili do tego, co mieli kiedyś, może nieco pokracznie, nieco inaczej, ale nadal mogli na siebie liczyć, być swoim oparciem. Nadal dawali sobie wszystko, czego potrzebowali.
Może ich dom stał się ruiną, ale czy oni sami dla siebie również? Nie, nie sądziła, że tak się stało. Mimo tych wszystkich gorzkich żali, które z siebie wylali, mimo tych okropnych słów, które między nimi padły, nadal przecież tutaj byli, nadal razem stali w tej ciemności, która wzbudzała w nich raczej same negatywne emocje, która próbowała im odebrać to chwilowe poczucie bezpieczeństwa.
Trudno byłoby aby ich lęki ot tak zniknęły dzięki samej obecności, szczególnie, że powtarzali sobie, że to jest tylko chwilowe, jakby nie chcieli zaakceptować tego, że razem będzie im lepiej. Wspólnie prościej byłoby im stawić temu wszystkiemu czoła, zawsze było im łatwiej zwalczać wszystkie niedogodności razem. Kiedy współpracowali wszystko przychodziło im łatwiej, byli dla siebie oparciem w tych trudnych chwilach, zresztą teraz też to tutaj robili. Czy naprawdę to było tylko iluzją? Nie wydawało jej się, już nie. Może miało dla nich nie być przyszłości, jednak teraźniejszość? Znajdowali się w niej wspólnie, tkwili w tym, co działo się wokół nich. Może nie była to tylko i wyłącznie sielanka, ale czy tak nie wyglądało życie? Dobre i złe, byli w stanie poradzić sobie ze wszystkim. Kiedyś tak było i nie spodziewała się, aby pod tym względem znowu coś się zmieniło.
Nie miała zamiaru skupiać się na tym, co będzie później, jak będzie reagować na jego obecność gdziekolwiek, aktualnie liczyło się dla Yaxleyówny to, co działo się tu i teraz, tylko u wyłącznie to. Bez sensu było myśleć o tym, że już niedługo mogą znowu się rozejść, znowu zaczną być dla siebie obcy, znowu zaczną się mijać. Nie chciała zaprzątać tym sobie głowy.
Znalezienie się przy Roisie wydawało jej się właściwe. Szczególnie, gdy obudziła się i zastała puste łóżko. Wiedziała, czym może to być spowodowane, doświadczyli już przecież tego w tym miejscu. Nie byli w stanie w pełni ucieć od swoich demonów, nawet gdy znajdowali się obok siebie. To było przykre, jak ten ostatni czas ich wyniszczył. Ona i on byli dosyć mocno dotknięci przez to, co działo się wokół nich. Ciężko było sobie z tym radzić samemu, jednak teraz? Teraz przez ten krótki moment mogli korzystać z oparcia, które znajdowało się przecież tak blisko. Tym chciała dla niego być, zresztą była przez wiele lat, musiał zdawać sobie sprawę z tego, że nic się nie zmieniło.
Stąd po prostu zrobiła to, co wydawało jej się najprostsze, dała mu ciepło swojego ciała, uścisk, który mógł mu przypomnieć o tym, że nie był tutaj sam, że nie był sam ze swoimi myślami, demonami i tym wszystkim innym co go męczyło. Tkwili w tym razem, była gotowa z nim zawalczyć, chociaż sama nie była aktualnie w najlepszej formie, jednak w tym wypadku to nie ona była najważniejsza, nigdy, nie kiedy znajdowali się obok siebie, chociaż w innych sytuacjach bywała okropną egoistką.
- Już jestem. - Mruknęła cicho, bo czuła, że nie powinna przerywać tej ciszy, z drugiej strony jednak wydawało jej się, że powinna się odezwać, chociaż dużo łatwiej zawsze przychodziły im gesty niż słowa. Szczególnie ostatnio, kiedy padło ich między nimi naprawdę dużo, o wiele więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie należały do przyjemnych, ranili się nimi głębiej niż sztyletami, ale może właśnie tego potrzebowali? Może musieli to z siebie wyrzucić, żeby jakoś dojść do tego, gdzie znaleźli się teraz. Mieli sobie na pewno jeszcze wiele do wyjaśnienia, bo ciągle pojawiały się kolejne fakty, które mieszały w tym co się z nimi działo, nie sądziła jednak, że cokolwiek byłoby w stanie zmienić to, co do niego czuła. To była chyba jedyna stała w jej życiu, nigdy nie miało się to zmienić.
Wiatr rozwiewał jej włosy, czuła, że robi jej się coraz chłodniej, jednak może właśnie tego potrzebował Roise, chociaż, czy to na pewno im służyło? Powinni schować się w domu przed tą jesienną aurą, która wisiała w powietrzu. - Chodźmy do środka. - Mogliby tak trwać w tym uścisku do rana, milcząc, ale nie sądziła, że to coś zmieni, lepiej było zaszyć się w Piaskownicy, tylko co dalej? Nie sądziła, że tak łatwo przyjdzie im teraz zasnąć, więc mogli po prostu usiąść w jednym, czy drugim pomieszczeniu, pomilczeć razem, albo nawet pozwolić sobie na to, by padło między nimi kilka słów. Koszmary odeszły, przynajmniej z pozoru.